piątek, 26 grudnia 2014

Wyspa, pieniądze, butelki...

   Szczerze mówiąc to nie za bardzo wiedziałem, jak określić to zadanie, dlatego też pozostawiam je bez określenia, podając jedynie w tytule trzy słowa, które się z nim wiążą. Jako że zadanie pojawiło się tylko w odcinku 10 w trzeciej edycji holenderskiej, a moja znajomość języka holenderskiego jest zerowa, napiszę o nim dość krótko.
   Trójka uczestników trafiła na wyspę, gdzie otrzymała instrukcję. Mieli odnaleźć trzy butelki, każda mająca inną wartość (3, 4 i 5 tysięcy euro), a do dyspozycji mieli mapę wyspy. Wskazówkami, gdzie należy szukać, były jakieś rymowanki lub zagadki. Na przykład była mowa coś na przykład o słoniu - że właśnie w okolicach słonia należy szukać owego "skarbu". Chodziło rzecz jasna nie o żywe zwierzę. Po prostu jedna ze skał na wyspie nieco przypominała słonia, zresztą zamieszczam obrazek, żeby to zilustrować:
   Był jednak pewien haczyk. Uczestnicy tak naprawdę musieli rywalizować o to, kto te butelki zgarnie. Jeśli bowiem to agent znajdzie i weźmie butelkę, pieniądze z niej nie trafią na konto grupy, a dodatkowo każda kwota z butelki przygarniętej przez agenta zostanie odjęta z puli nagród. Poza tym był limit czasu na znalezienie butelek i powrót na miejsce, z którego rozpoczęli zadanie.
   Uczestnicy wyrobili się w czasie, znaleźli wszystkie butelki, pechowo jednak agent ogarnął dwie z nich. I choć ostatecznie na miejsce spotkania każdy przyniósł po jednej butelce, zdaje się, że liczyło się nie to, kto przyniósł butelkę, ale kto ją zgarnął z miejsca, w którym stała. Grupa straciła siedem tysięcy euro. Oczywiście, jako że było to ostatnie zadanie trzeciej edycji, tuż przed finałowym odpowiadaniem na pytania, w programie nie pojawiła się informacja, ile grupa straciła aż do momentu, gdy było wiadomo, kto jest agentem...

sobota, 13 grudnia 2014

Wydostanie się z zamkniętych pokoi

   Kilka tygodni temu obiecałem, że napiszę o tym zadaniu jeszcze w tym roku. No i dotrzymuję słowa. Opisywane dziś zadanie pojawiło się w Polsce w drugiej edycji, w odcinku 9.
   Na czym polegało zadanie? Otóż trzy osoby (oprócz Hanki) zostały zamknięte w trzech różnych pokojach (chyba w jakimś hotelu). Mieli półtorej godziny na to, aby znaleźć sposób, by się z nich wydostać i dotrzeć do miejsca, w którym czekała Hanka. Jeśli po tym czasie wszyscy byliby uwolnieni, do puli nagród trafiłoby 15 tysięcy złotych. W pokoju Romka znajdowały się walizki (nie wiem ile ich było), pokój Bartka był z kolei "w ciemności", to znaczy żadnych świateł, wokół ciemność tak, że można było się wręcz na czymś przewrócić. W pokoju Mirka z kolei znajdowały się bodaj dwa rowery treningowe, a w telewizji leciał film "Psychoza" Alfreda Hitchocka, który zdaje się miał naprowadzić na to, gdzie Mirek powinien szukać numeru...
   W każdym pokoju był telefon, tyle że uczestnicy nie znali numerów do siebie, tak więc aby się połączyć, musieli najpierw zadzwonić na recepcję i dowiedzieć się, jaki jest numer do danego pokoju. Mirek miał też zdaje się w swoim pokoju nr telefonu do Hanki. Po pewnym czasie Mirek znalazł bodaj czterocyfrowy kod, który był zapisany na zasłonie od prysznica w łazience, tyle że od wewnętrznej strony, toteż Mirek dostrzegł go dopiero podczas drugiej wizyty w łazience. Po rozmowie telefonicznej z Bartkiem Mirek wsiadł najpierw na jeden rower (wówczas u Bartka pojawiła się jakaś muzyka), a następnie na drugi (wówczas Bartek zauważył u siebie na ścianie jakieś świecące napisy). Okazało się, że Mirek musi pedałować, by Bartek mógł im się uważniej przyjrzeć, choć zdaje się panowie nie od razu na to wpadli.
   Tymczasem Romek znalazł książkę "Rok 1984" Orwella. Wreszcie też udało mu się skontaktować z innymi uczestnikami. Bartek w świecących napisach odczytał coś o winie, skontaktowali się więc z Hanką (która wcześniej nie odebrała telefonu) i zapytali, czy przypadkiem nie pije wina i z którego roku ono jest. Okazało się, że jest z 1990 roku. Romkowi tymczasem za pomocą jednej z znalezionych liczb (nie wiem dokładnie której) udało się otworzyć walizkę. W środku znalazł etykietę z butelki od wina z zapisanym rokiem. Za to Bartkowi udało się wydostać z pokoju (prawdopodobnie dzięki wpisaniu odpowiedniego kodu, choć nie wiem dokładnie i mogę się mylić)!
   Wreszcie Romkowi udało się otworzyć sejf, gdzie znajdowały się małe buteleczki z winem lub innym płynem. Zaczął je przelewać do pojemnika znajdującego się na drzwiach. W między czasie z pokoju wydostał się Mirek, który genialnie wpadł wreszcie na pomysł, by spróbować wstukać kod, który znalazł na zasłonie w łazience. Zarówno on jak i Bartek odnaleźli Hankę i czekali wspólnie na przybycie Romka, który wreszcie wlał wystarczająco dużo płynu, by drzwi się otworzyły. Zdążył dotrzeć niemal w ostatniej chwili - najważniejsze jednak, że udało im się wygrać 15 tysięcy złotych.
   Zadanie to było jednym z popularniejszych, pojawiło się w wielu krajach. Oto szczegóły.
   Belgia - zadanie pojawiło się w siódmym odcinku drugiego sezonu. Wyglądało niemal identycznie jak u nas - również kod na zasłonie, również ciemny pokój i rowery, a także pojemnik na drzwiach, który należało napełnić. W skrócie - jeden pokój otwierał kod z zasłony, drugi wypełnienie płynem pojemnika, trzeci zaś otwierała melodia "Panie Janie", którą uczestnik musiał wygrać na syntezatorze. Zadanie zostało wykonane, choć zdaje się ostatni uczestnik dotarł ledwie 9 sekund przed upływem czasu. Grupa wygrała 100 tysięcy franków belgijskich. Agent, którego zadaniem było znaleźć buteleczki i przelać zawartość do pojemnika na drzwiach, by móc się wydostać, przybył jako ostatni, starał się nie zdążyć, zdaje się że przypadkiem wyrobił się w czasie...
   Holandia - zadanie pojawiło się w 6 odcinku 2 edycji. Nieco różniło się od naszej wersji - wyglądało to wszystko raczej jak więzienie, nie hotel. Oczywiście był ciemny pokój, ale tylko jeden rower w celi (+ chyba urządzenie "do chodzenia" i piłka), która znajdowała się w zasadzie pod gołym niebem, przez co siedząca tam uczestniczka trochę zmokła, bo akurat padał deszcz... Czas na wykonanie - godzina. Uczestniczka z zewnątrz aby się uwolnić musiała dostać kod składający się dwóch części (każda po dwie cyfry) - a więc dwie pozostałe osoby musiały te cyfry odnaleźć lub odgadnąć. Dwoje uczestników zaś chyba miało w swoich pomieszczeniach klucze, ale nie były to klucze do ich drzwi, tylko do drzwi innego uczestnika. Do wygrania było 5 tysięcy guldenów holenderskich, uczestnicy nie zdążyli jednak w wyznaczonym czasie uwolnić się z pomieszczeń. Agent przebywał w ciemnym pokoju, także w spokoju mógł niczego nie zauważać.
   USA - zadanie pojawiło się w ósmym odcinku pierwszego sezonu. Zadanie przypominało to z belgijskiej i polskiej edycji - numer na zasłonie, "Psychoza", melodia do wygrania, ciemny pokój, rower... Z tym że nie było żadnego nalewania do pojemnika na drzwiach płynu - do wydostania potrzebne były dwa kody (z zasłony i z samochodu za oknem) oraz poprawnie wygrana melodia. Uczestnikom nie udało się wydostać w ciągu półtorej godziny, nie wygrali więc możliwych 75 tysięcy dolarów. Agent był w pokoju z zasłoną i oczywiście zbyt szybko numeru nie odnalazł, a gdy już został uwolniony, skończył się czas.
   Niemcy - zadanie pojawiło się w 9 odcinku 2 edycji. Agent przebywał w ciemnym pokoju, miał więc ułatwione zadanie by nieco zamieszać w zadaniu. Zadanie niewiele różniło się od naszego - tradycyjnie ciemny pokój, rowery, zasłona, melodia do zagrania. Do wygrania było 5 tysięcy marek niemieckich i udało się grupie je zdobyć. Ostatni uczestnik wydostał się z pokoju i dotarł na miejsce osiem sekund przed upływem czasu!
   Australia - zadanie pojawiło się w ósmym odcinku drugiej edycji. Do wygrania 10 tysięcy dolarów australijskich, godzina na wykonanie zadania. Różnica - zamknięte zostały cztery osoby. Nie było też zasłony - ale zdaje się że numer pojawiał się na drzwiach kabiny, kiedy uczestnik spuścił gorącą wodę i drzwi zaparowały. Był za to oczywiście ciemny pokój i rower. W pokoju z rowerem był agent. Uczestnicy musieli odnaleźć klucze do pokojów i nawzajem się uwolnić. Żeby znaleźć klucze potrzebne były kody do sejfów. Odnalezienie wszystkich informacji i uwolnienie się zajęło uczestnikom jednak zbyt wiele czasu i nie zdążyli oni dotrzeć do miejsca, gdzie czekał na nich prowadzący. Zdaje się, że też na podstawie wszystkiego, co było w pokojach i na drzwiach pokojów mieli odgadnąć "hasło" (Alfred Hitchock), którego się domyślili, nie miało to jednak żadnego znaczenia...
   Zadanie pojawiło się również w ósmym odcinku edycji katalońskiej i siódmym odcinku edycji portugalskiej.

piątek, 28 listopada 2014

Transport piłek... koparką

   Z opisywanym dziś zadaniem spotkałem się jedynie w australijskiej wersji "Agenta". Na czym ono polegało? Otóż w mini zbiorniku wodnym (podzielonym na dwie części), przygotowanym specjalnie do zadania, pływało 25 piłek do gry w piłkę nożną. Zadaniem uczestników było przetransportowanie tych piłek z wody do przygotowanego koszyka, umieszczonego nieco dalej. Każda piłka, która trafiła do kosza, pozwalała grupie zarobić 1000 dolarów australijskich.
   Zadanie wydawałoby się dziecinnie łatwe, gdyby nie kilka szczegółów. Po pierwsze - ograniczony czas, raptem pół godziny. Po drugie - piłki należało przetransportować... koparką, to znaczy łyżką tej koparki zagarnąć piłkę z wody i pojechać zawieść ją w odpowiednie miejsce. Tyle że tym miejscem wcale nie był docelowy kosz, a inny sprzęt kopiąco-spychający. To on musiał przejąć piłkę i zawieść ją do kosza. Uczestnicy zostali podzieleni na dwie grupy i każda z nich miała do dyspozycji dwie maszyny, dwie osoby więc mogły pobierać piłki, dwie je przejmować i wrzucać do kosza. Piłka nie mogła spaść na ziemię. Inna ważna kwestia - "łycha" sprzętu przejmującego piłkę była nieco dłuższa i znacznie szersza, co ułatwiało wrzucenie do niej piłki.
   W grze wówczas pozostawało pięć osób. Agent wyławiał piłki z wody, ale starał się nie "wpaść" innym w oczy, żeby nie zostać rozszyfrowanym. Zresztą inny uczestnik wypuścił kilka piłek w taki sposób, ze mogło to sugerować, że to on jest agentem. W sumie udało się w tym zadaniu wygrać 18 tysięcy dolarów.


piątek, 14 listopada 2014

Co się wydarzyło w Agencie?

   Zadanie, o którym napiszę dziś, pojawiło się w pierwszej polskiej edycji, w odcinku szóstym. W żadnej innej zagranicznej wersji nie spotkałem się z zadaniem o takich samych zasadach jak u nas. Przedstawiam więc szczegóły.
   Pamiętacie zadanie, w którym należało ułożyć cztery trójkąty? Wówczas to prowadzący powiedział przed nim, by siedem osób podzieliła się na trzy grupy - trzy osoby, które potrafią logicznie myśleć, trzy, które mają dobrą pamięć i jedna, która ma żyłkę hazardzisty. Logicznie myślący, a więc Liwia, Remek i Małgosia budowali trójkąty. Agnieszka, Iza i Jerzy znaleźli się w grupie z dobrą pamięcią, zaś Kuba został wskazany jako osoba, która ma żyłkę hazardzisty. Zadaniem trójki uczestników było udzielanie odpowiedzi na pytania dotyczące dotychczasowych wydarzeń w Agencie, a więc wszystkiego, co zdarzyło się w ciągu ostatnich dziesięciu dni. Za każdą prawidłową odpowiedź mogli zarobić 200 złotych. Kuba, jako hazardzista, znając wcześniej pytania, z jakimi zmierzą się Agnieszka, Iza i Jerzy, miał za zadanie obstawić, na które pytanie ktoś z grupy odpowie dobrze, a na które źle. Za każde dobre typowanie wygrywał dla grupy 400 złotych. Ważna uwaga - prowadzący zadawał pytania nie całej grupie, ale konkretnej osobie z trójki i to ona musiała udzielić odpowiedzi. Kuba zaś na monitorze obserwował ich poczynania.
   Oto pytania:
   1) Jak nazywała się kawiarnia na lotnisku w Lyonie, gdzie spotkali się uczestnicy? (Phileas croquet del mundo)
Jerzy nie był w stanie udzielić prawidłowej odpowiedzi, Kuba to jednak przewidział - grupa zarobiła więc 400 złotych.
   2) Kto pomagał Agnieszce nieść bagaż po zabraniu telefonów? (Kuba)
Agnieszka prawidłowo wskazała, że był to Kuba (zresztą błędne wskazanie byłoby zbyt podejrzane). Kuba przewidział, że Agnieszka odpowie na to pytanie - łącznie więc zarobili 600 złotych.
   3) Kto skakał na bunjee po Izoldzie i w jakiej kolejności? (Małgosia, Jakub, Piotr)
Iza wskazała co prawda, że skakali Kuba i Piotr, ale w odwrotnej kolejności. O Małgosi całkowicie zapomniała. Kuba znów jednak to przewidział i dzięki temu grupa zarobiła 400 złotych.
   4) Ile butelek wina Jerzy i Liwia próbowali na teście win? (cztery)
Jerzy jako uczestnik owego zadania musiał to wiedzieć i rzeczywiście udzielił prawidłowej odpowiedzi, a Kuba po raz kolejny okazał się dobrym prorokiem. Na konto trafiło więc 600 złotych.
   5)  Z iloma osobami w helikopterze, z pilotem włącznie, leciała Izolda? (czterema)
Iza udzieliła prawidłowej odpowiedzi, a niezawodny Kuba znów trafił w swoim typowaniu, a więc udało się zarobić kolejne 600 złotych.
   6) Kto pierwszy otwierał kopertę na pierwszej kolacji? (Izolda)
Odpowiadająca po raz kolejny Iza udzieliła złej odpowiedzi, twierdząc, że był to Wojtek. Kuba jednak po raz kolejny okazał się niezawodny, przewidział złą odpowiedź i zarobił 400 złotych.
   7)  Podaj numer rejestracyjny jednego z waszych samochodów? (946 NFO 75)
Jerzy oczywiście nie pamiętał całego numeru, choć wskazał prawidłowo jego część (pięć ostatnich pozycji). Kuba tradycyjnie już typował prawidłowo i zarobił kolejne 400 złotych.
   8)  Kto pierwszy prowadził samochody z lotniska? (Kuba i Wojtek)
Agnieszka udzieliła prawidłowej odpowiedzi, a Kuba znów trafił z typem i dzięki temu udało się zarobić 600 złotych.
   9) Co krzyknął Piotr, skacząc na bunjee? (Na pohybel)
Agnieszka udzieliła prawidłowej odpowiedzi i zarobiła 200 złotych, tym razem zaś, jedyny raz Kuba pomylił się w swoim typowaniu.
   Łącznie grupie udało się więc uzbierać 4200 złotych z maksymalnie możliwych do wygrania 5400. Maksymalną kwotę można było wygrać tylko wówczas, gdyby wszyscy udzielali poprawnych odpowiedzi i jednocześnie Kuba za każdym razem poprawnie typował. To jednak nie był koniec zadania. Prowadzący dał bowiem Kubie wybór - albo zatrzymuje zarobione pieniądze, albo ryzykuje i decyduje się na odpowiedzenie na jeszcze jedno pytanie. Ryzyko polegało na tym, że przy dobrej odpowiedzi zarabiał dla grupy drugie tyle, ale przy złej tracił wszystko, co udało się zgromadzić dzięki poprzednim pytaniom.
   Kuba postanowił zaryzykować i dostał trudne pytanie - kto jako ostatni oddał swój telefon? Ja chyba nie potrafiłbym odpowiedzieć na takie pytanie. Kuba wykazał się jednak bardzo dobrą pamięcią, wiedział, że była to Iza, dzięki czemu łącznie udało się zarobić 8400 złotych.
   Co do Agnieszki - może dziwić, że za każdym razem, będąc agentem, udzielała prawidłowych odpowiedzi, sama jednak przyznała później, że chodziło o wykazanie się przed grupą, o wzbudzenie zaufania. Wszystko dlatego, że tego samego dnia, tyle że nieco wcześniej prowadzący wytykał wszystkim błędy i niedociągnięcia, czyli innymi słowy wskazywał, co mogłoby sugerować, że dana osoba jest agentem. Agnieszka chciała więc za wszelką cenę prawidłowo odpowiedzieć na pytania, by oddalić od siebie ewentualne podejrzenia.

sobota, 1 listopada 2014

Figury akrobacji lotniczej

   Dziś napiszę o zadaniu, które nie pojawiło się w polskiej edycji "Agenta". Przedstawię je na podstawie brytyjskiej edycji. W Wielkiej Brytanii pojawiło się ono w drugiej edycji, w drugim odcinku.
   W zadaniu wzięli udział wszyscy uczestnicy, a więc dziewięć osób. Grupa pojechała w okolicę pasa startowego, gdzie dowiedziała się, co ją czeka. Otóż na początku uczestnicy otrzymali informacje, jak wygląda siedem różnych figur akrobatycznych wykonywanych przez samoloty - to znaczy co i jak po kolei samolotem robi pilot, by wykonać konkretną figurę. Zawodnicy mieli pół godziny na zapamiętanie owych "instrukcji". 
   Po upływie wskazanego czasu zaczęła się walka o pieniądze, konkretnie o dziesięć tysięcy funtów brytyjskich. Każdy z zawodników wsiadał do samolotu wraz z pilotem, który w trakcie lotu wykonywał jedną z figur akrobatycznych. Zadaniem lecącego z nim uczestnika było odgadnąć po zakończeniu pokazu lotniczego, co to była za figura. Do zdobycia pieniędzy wystarczyło, aby choć pięć z dziewięciu osób poprawnie odgadła akrobatyczną figurę.
   Pierwszy uczestnik odpowiedział prawidłowo, drugi nie zdołał poprawnie zidentyfikować figury, błędną odpowiedź podali także dwaj kolejni uczestnicy. Na szczęście kolejne trzy osoby odpowiedziały poprawnie. Do zdobycia pieniędzy wystarczyło więc, by jedna z dwóch pozostałych osób, które jeszcze nie wykonywały zadania, poprawnie zidentyfikowały akrobację. Niestety, ósma osoba podała błędną nazwę, dlatego też wszystko było w rękach ostatniego uczestnika. Od jego odpowiedzi zależało, czy grupa wygra pieniądze. Osoby, które z ziemi obserwowały ewolucję nie potrafiły jednoznacznie wskazać jej nazwy, na szczęście uczestnik, który kończył zadanie wskazał prawidłową odpowiedź, dzięki czemu grupa wygrała pieniądze.
   Jeśli chodzi o agenta - startował jako czwarty i oczywiście nie udzielił prawidłowej odpowiedzi.
   Belgia - zadanie pojawiło się również w edycji belgijskiej. Był to siódmy odcinek trzeciej edycji. Różnice z wersją brytyjską? Do wygrania było 4 tysiące euro, do nauczenia dziewięć figur akrobatycznych, a odgadnąć trzeba było co najmniej trzy z nich (na pięć prób). Startowało czterech uczestników, co oznaczało, że jeden z nich będzie musiał wsiąść do samolotu dwukrotnie. Ciekawostką jest fakt, że w tym przypadku wszystkie akrobacje miały nazwę drinków lub innych alkoholowych trunków (Krwawa Mary, Martini, itp.).
   O tym, czy poprawnie odgadli co najmniej trzy akrobacje uczestnicy dowiedzieli się dopiero, kiedy zostały wykonane wszystkie loty. Wówczas okazało się, że mają... tylko dwie poprawne odpowiedzi. Nie wygrali więc pieniędzy. Co ciekawe agent, który startował jako pierwszy, udzielił prawidłowej odpowiedzi. Ciekawe, czy to tylko przypadek, czy chodziło o odwrócenie uwagi od siebie tuż przed finałem?
   Holandia - zadanie pojawiło się w szóstym odcinku piątej edycji holenderskiej. Zasady były nieco inne. To nie osoba, która leciała samolotem miała odgadnąć akrobację - ona miała ją jedynie opisać, a inna osoba miała za zadanie odgadnąć na podstawie opisu, co to była za figura. Do wygrania było 3 tysiące euro. Grupa została podzielona na trzy pary. By wygrać pieniądze, prawidłowej odpowiedzi musiała udzielić każda z par. Udało się jednak poprawnie zidentyfikować tylko dwie akrobacje. Okazało się jednak, że wciąż można było wygrać pieniądze. Otóż wcześniej jeden z uczestników został obdarzony przez grupę "zaufaniem", dzięki czemu teraz mógł pomóc uratować zadanie. Musiał jednak w roli pasażera wykonać i opisać grupie aż trzy figury, by tamci mogli odgadnąć, co za akrobację pilot przed chwilą wykonał. Tym razem udało się odgadnąć i pieniądze trafiły do puli nagród. I całe szczęście, bo gdyby się nie udało, 3 tysiące euro zostałoby zabrane z dotychczas zarobionych pieniędzy.
   Ważna uwaga - w porównaniu z innymi edycjami możliwych ewolucji było niewiele, raptem cztery, pewnie też i łatwiej o odgadnięcie. Agent był jednym z odgadujących i odpowiedział poprawnie na pytanie, o jaką figurę chodzi. Może gdy udzielał odpowiedzi wiedział, że ktoś inny nie zidentyfikował poprawnie akrobatycznej figury?

piątek, 17 października 2014

Lot na... samolocie

   Wreszcie remont dobiega końca, będę mógł więc znów bardziej regularnie pisać na blogu poświęconym programowi "Agent". Dziś krótki wpis o zadaniu, które pojawiło się w trzeciej edycji programu w odcinku trzecim. Krótki, bowiem z trzeciego sezonu pamiętam niewiele, a znaleźć cokolwiek o tej edycji graniczy z cudem.
   Na czym polegało zadanie? Każdy z uczestników musiał zdecydować się na lot na... samolocie. Konkretnie na dwupłatowcu, który na górnym skrzydle miał przymocowane specjalne krzesło. Aby wygrać, wszyscy uczestnicy (poza Wojtkiem i Anetą, którzy mieli inne zadanie) musieli zdecydować się na krótki lot na samolocie. Podobno lot ową nietypową maszyną z Anglii do Portugalii zajął pilotowi cztery dni. To tak w ramach ciekawostki. Nie wiem, ile konkretnie trwał lot każdego z uczestników, w każdym razie bardzo krótko. Niektórzy narzekali na start (nieprzyjemne uczucie), inni na sam lot, generalnie jednak wszyscy wykonujący to zadanie (osiem osób) uznali, że było to coś wspaniałego, niesamowitego i godnego zapamiętania. Coś, co warto było przeżyć.
   Ostatecznie wszyscy zdecydowali się na lot, także agent. Nie wiem, ani kto zaczynał, ani jako który leciał agent, wiem natomiast, że zadanie kończyli Małgorzata i Adam. Do wygrania było bodaj 10 tysięcy złotych, z tym, że zadanie było połączone i aby pieniądze trafiły do puli swoje zadanie musiała wykonać także dwójka, która nie latała samolotem. O tym, czy im się udało i jakie mieli zadanie napiszę innym razem.
   Zadanie pojawiło się także w trzeciej edycji holenderskiej, w odcinku 6. Z tym, że w Holandii zadanie było nieco zmodyfikowane. To znaczy nie wystarczyło tylko zdecydować się na lot na samolocie. Trzeba było jeszcze wypatrzeć na ziemi litery i je zapamiętać. Uczestnicy mniej więcej wiedzieli, gdzie te litery mogą być umieszczone, nie wiedzieli jednak ile ich jest. Zapamiętanie ich było ważne, bowiem po locie należało z nich utworzyć słowo.
   Pierwszy uczestnik znalazł dwie litery - G i H, drugi znalazł literę A, trzeci zaś S. Czwarta osoba znalazła litery L i A. Zanim wystartowała ostatnia osoba, zawodnicy podejrzewali już, jakie słowo powinni ułożyć. Ostatni uczestnik dostarczył kolejną literę - A, co zgadzało się z ich podejrzeniami. Ułożyli holenderskie słowo: Waaghals (Daredevil) i okazało się ono prawidłowe, dzięki czemu grupa wygrała 10 tysięcy euro.
   A co do agenta - nie był on w grupie latającej samolotem.

piątek, 12 września 2014

Prowadzący Agenta

   Marcin Meller już chyba zawsze będzie kojarzył nam się z programem Agent. To on był prowadzącym trzech polskich edycji programu, to on mówił zawodnikom, jakie mają wykonywać zadania, mówił też czy wygrali, czy też nie. Z ciekawą fryzurą i głosem, który moim zdaniem pasował do tego programu Meller nadawał się wręcz idealnie na prowadzącego, choć pewnie każdy z was ma swoje zdanie w tym temacie.
   Prowadzący to dziennikarz, który ma na koncie pracę w TVN, pisanie artykułów do "Wprost" i "Newsweeka", był redaktorem naczelnym "Playboya", napisał też dwie książki. A kim byli prowadzący innych, zagranicznych edycji?
   Grant Bowler, który poprowadził cztery edycje w Australii, to aktor, który pojawiał się w różnego rodzaju serialach, m.in. w kilku odcinkach serialu Lost. Zagubieni. Piątą australijską edycję poprowadził australijski prezenter radiowy i telewizyjny Tom Williams, natomiast szóstą inny prezenter - Shura Taft.
    Brytyjskiego Agenta poprowadził Glenn Hugill, który wcześniej wcielał się w rolę bankiera w tamtejszej edycji programu "Grasz czy nie grasz". Michel Devlieger (belgijski Agent) to z kolei znany belgijski prezenter i producent programowy, który ma na koncie prowadzenie kilku innych programów rozrywkowych. Wersję katalońska poprowadził natomiast Pol Izquierdo, kataloński pisarz, dziennikarz i realizator programów telewizyjnych.
   Pięć edycji w USA miało aż trzech prowadzących. Pierwsze dwie edycje prowadził Anderson Cooper, obecnie dziennikarz CNN, dla którego praca na planie Agenta była nowym doświadczeniem. Kolejne dwie poprowadził Ahmad Rashad, były zawodnik rywalizujący w rozgrywkach futbolu amerykańskiego. Ostatnią zaś poprowadził dziennikarz sportowy Jon Kelley.
   Kilku prowadzących było też w Holandii. Pięć pierwszych edycji prowadziła Angela Groothuizen, holenderska piosenkarka. Gospodarzem dwóch kolejnych był Karel van de Graaf, były dziennikarz radiowy i telewizyjny. Edycje 8-11 prowadził Pieter Jan Hagens, holenderski prezenter radiowy i telewizyjny, a od 2012 roku prowadzącym jest prezenter telewizyjny Art Rooijakkers.
   Każda edycja niemiecka miała swojego prowadzącego. Pierwszą edycję prowadził znany niemiecki tenisista Michael Stich, który ma na koncie m.in triumf w Wimbledonie w 1991 roku. Za to drugą edycję prowadził Steven Gatjen, prezenter telewizyjny i showman, który oprócz Agenta prowadził także m.in. Fort Boyard. Edycję izraelską prowadził zaś Itai Anghel, korespondent programów informacyjnych, który relacjonował wydarzenia m.in. z terenów byłej Jugosławii, Pakistanu, Afganistanu, nadawał też relację z USA po zamachu na World Trade Center.
   Prowadzącymi w Szwecji był Pontus Gardinger (trzy edycje), prezenter i showman, a także prezenter telewizyjny Hans Fahlen. W Norwegii prowadzącym był najpierw aktor Lars-Arentz Hansen (pierwsza edycja), a następnie inny aktor Ove Christian Owe. W Hiszpanii zaś program prowadził duet - pierwszą edycję Luis Larrodera (aktor, showman i prezenter telewizyjny), i Sergio Muniz (aktor), zaś drugą, przerwaną, Daniel Domenjo (dziennikarz i prezenter telewizyjny) i Emilio Pineda (dziennikarz i prezenter telewizyjny).
   We Włoszech w rolę prowadzącego wcielali się prezenterzy telewizyjni: Paola Perego, Guido Bagatta i Paola Barale, a także aktorka i modelka Amanda Lear oraz były piłkarz Stefano Bettarini,

środa, 20 sierpnia 2014

Liwia Kwiecień - zwycięzca pierwszej edycji

   Nie będę kłamał. Bardzo długo, bo aż do finału podejrzewałem, że to ona jest agentem. Jakoś tak mi wszystko do układanki pasowało. Ale gdy na placu boju została trójka uczestników, wiedziałem, że to jednak nie ona i wtedy dopiero domyśliłem się, kto tak naprawdę jest agentem.
   Liwia Kwiecień w momencie, gdy emitowany był program miała 28 lat i była samotnie wychowującą córeczkę osobą. Pochodziła ze Zgorzelca. Po programie przez chwilę prowadziła program radiowy, wystąpiła w jednej z reklam sieci telefonii komórkowej, generalnie jednak skupiła się na pracy. Była zatrudniona w wielu firmach, na przykład w 2013 roku pracowała w Europejskim Funduszu Leasingowym, gdzie pełniła funkcję Dyrektora Departamentu Zasobów Ludzkich.
   Jak wyglądał jej występ w programie? Oto w jakich zadaniach uczestniczyła i co robiła:
1) Liwia była w dwójce, która spędziła dzień "na przyjemnościach", a potem miała za zadanie odgadnąć, którego wina w ciągu dnia nie piła. Prawidłowo zasugerowała, którego jej zdaniem wina nie pili, jej partner potwierdził i w efekcie udało się wygrać pieniądze.
2) W zadaniu golfowym Liwia odpowiadała na pytanie z kategorii kino (za trzy punkty). Miała trzy odpowiedzi do wyboru, powiedziała jednak, że nie wie i strzeliła, niestety niecelnie.
3) W skoku na bunjee skakała jako czwarta.
4) Była w grupie, która miała odpowiadać źle na pytania. To dzięki niej grupa przypadkowo odpowiedziała źle, nie wiedząc o tym, na drugie pytanie. Zauważyła też po trzecim pytaniu, że się pojawiły litery hasła, które tak jakby tworzyły hasło "Odpowiedz źle". Grupa jednak zignorowała ten fakt.
5) W labiryncie z kukurydzy jako jedyna kobieta nie nawigowała, a biegała. Startowała w pierwszej parze i dała się złapać po minucie i jedenastu sekundach. Mam wrażenie, że to była wina nawigującego.
6) Była w dwójce, która przygotowywała potrawy i decydowała, kto jaką potrawę ma jeść.
7) Była w gronie osób, która miała za zadanie niepostrzeżenie dostać się na wzgórze. Została zestrzelona 342 metry przed metą, jako trzecia w kolejności
8) Była w grupie bez agenta w zadaniu z Hansem Klossem.
9) Nie dopasowała odpowiednio do siebie cech na tablicy, a więc takich, na jakie wskazała dwójka innych uczestników.
10) Była w trójce, której zadaniem było ułożenie czterech trójkątów równobocznych (nie udało im się).
11) W sztafecie wspólnie z innym uczestnikiem płynęła na początku kajakiem, miała więc łatwiej niż następni, bo długi ciąg cyfr można było podzielić na pół i każdy mógł zapamiętać tylko część wspomnianych cyfr.
12) Była jedną z dwóch osób, za które grupa musiała zapłacić pieniądze, by mogła spotkać się z bliską osobą (przyjaciółką). Odpowiedziała tylko na jedno pytanie z czterech.
13) Była jedną z czterech wjeżdżających rowerem osób na wskazaną przez prowadzącego górę
14) Spośród zadań, o których decydował przypadek, trafiła na dwa - albo wymaluje całe ciało, albo zrobi sobie tatuaż. Rzut kostką wskazał na tę drugą opcję. Zdecydowała się wykonać zadanie.
15) W rywalizacji z mistrzami przegrała batalię łuczniczą, choć nie mierzyła się z mistrzem łucznictwa (rywalizowała z mistrzem w kartingu)
16) Uczyła się technik śledczych i sposobów przesłuchań, a grupa miała za zadanie odgadnąć, co ona w danym momencie zrobi. Potem przez całą nocą prowadziła śledztwo, by dowiedzieć się, co robili w tym czasie inni. Cel osiągnęła, zdobyła zielone piórko.
17) Była w dwójce jadącej samochodem, która miała dotrzeć do celu (do miejsca, gdzie były dwie pozostałe osoby z grupy - nawigatorzy) jadąc według wskazówek, jakie dawali im nawigatorzy, czyli .

piątek, 1 sierpnia 2014

Polowanie na kury

   Dziś napiszę o kolejnym zadaniu, które nie pojawiło się w polskiej edycji "Agenta". Pojawiło się za to w edycji amerykańskiej, dokładnie w edycji czwartej, w trzecim odcinku. Oto szczegóły.
   Zawodnicy zostali podzieleni na trzy dwuosobowe grupy. W dość małym ogrodzonym placu znajdowały się 24 kury (żywe), każda z nich miała przyczepiony numerek. w tym samym miejscu leżało 48 sombrero. Pod połową z nich znajdowała się liczba od 1 do 24, druga zaś była pusta. Zadaniem uczestników było złapać kurę z takim numerem, jaki znaleźli pod sombrerem. Za każdą złapaną kurę zarabiali 2 tysiące dolarów, chyba że udało im się trafić oznaczoną jako "Super-kura". Za takową można było zarobić 5 tysięcy dolarów. Każda grupa miała 5 minut i mogła w tym czasie upolować dowolną liczbę kur. Nie mogli jednak odkrywać dwóch kapeluszy jednocześnie.
   Pierwsza grupa zdołała złapać i wrzucić do drugiego pomieszczenia siedem kur, w tym jedną superkurę, w związku z tym udało się zarobić 17 tysięcy. Druga grupa złapała aż 11 kur, w tym trzy superkury, zarobiła więc 31 tysięcy dolarów. Ostatniej grupie pozostało więc jedynie odnaleźć sześć numerów i złapać sześć kur.. Udało się jednak złapać cztery, w tym jedną superkurę, zarobiła więc tylko 11 tysięcy dolarów. Okazało się jednak, że prowadzący ukarał ich odjęciem 2 tysięcy. Nie jestem pewien jednak, czy była to kara za odkrycie dwóch sombrero jednocześnie, czy też za to, że jeden z uczestników (nie będący agentem) najpierw złapał kurę, a potem szukał numeru pod sombrero. W sumie udało się zarobić więc 57 tysięcy dolarów.
   Nie był to jednak koniec zadania. Prowadzący zaproponował jednej z uczestniczek, którą uznał za najlepszego łapacza, że jeśli spróbuje złapać koguta i uda jej się to zrobić w ciągu 5 minut, zarobi dla grupy dodatkowe 10 tysięcy dolarów. Udało jej się to dosłownie dziesięć sekund przed upływem czasu. W sumie grupa zarobiła więc 67 tysięcy dolarów.
   Agent znalazł się w ostatniej grupie. Strasznie narzekał na to, że się nie da odnaleźć brakujących numerów...

czwartek, 24 lipca 2014

Skok na bunjee - część 2

   W poprzednim wpisie opisałem tytułowe zadanie wykonywane przez uczestników pierwszej edycji. Dziś napiszę o wyzwaniu czekającym na uczestników drugiej edycji. Pojawiło się ono w piątym odcinku.
   Zadanie w porównaniu z pierwszą edycją zostało zmodyfikowane. Po pierwsze - grupa dostała określony czas na jego wykonanie - półtorej godziny. Po drugie - grupa spośród siebie musiała wybrać dwie odważne osoby. Te osoby, jak się później okazało, nie musiały skakać. Pozostałe zaś tak. Po trzecie - nie był to zwykły skok na bunjee, ale tzw. wahadełko, czyli skok stojąc tyłem do przepaści, po którym uczestnik "kołysał się" niczym wspomniane wahadło.
   Najważniejszą zmianą było jednak to, że o tym, czy grupa wygra pieniądze nie decydowali ci, którzy skakali, ale dwójka odważnych, którymi okazali się być Romek i Hania. Otóż to oni mieli wytypować, czy wszyscy skoczą. Pieniądze (10 tysięcy) mogły trafić na konto grupy tylko wtedy, jeśli wspomniana para dobrze wykaże się wyczuciem, jeśli jednak wytypowałaby źle, grupa straciłaby z konta dziesięć tysięcy. Szóstka, która miała skakać, oczywiście o tym nie wiedziała. Do końca byli przekonani, że aby wygrać pieniądze, muszą wszyscy skoczyć.
   Jako pierwszy skakał Darek, który uznał, że powinien dać innym przykład i rozpocząć zadanie. Dość szybko zdecydował się na skok. Jako druga skakała Beata, która przyznawała, że najbardziej boi się samego momentu "odczepienia się" od barierki. Skoczyła, a potem powiedziała: "Zrobiłam to, Tomek, to dla Ciebie". Zapewne chodziło o jej partnera. Trzeci do skoku szykował się Bartek, który stwierdził, że nie chce sobie kiedyś zarzucić, że spękał. Jak przystało na lekarza, przed skokiem kopcił jak smok... Przeszedł przez barierkę, nie mógł się jednak zdecydować na skok. Dorota, która miała go przytrzymywać, najpierw rzekła: "Skacz, bo masz całą pachę mokrą", po pewnym czasie zaś "pomogła" mu skoczyć, spychając go z mostu. Gdyby nie to, mający lęk wysokości Bartek mógłby nie zdecydować się zbyt szybko, jeśli w ogóle, na skok.
   Czwarta w kolejności Dorota stwierdziła po przejściu za barierkę, że ona nigdy by się na swoje życie nie targnęła. Jako przedostatni skakał Mirek, który rzekł, że "Asia, która się boi, mogła pomóc agentowi, który aby się nie zdemaskować mógł skoczyć". Ostatnia, Asia, już po dwóch skokach stwierdziła, że ona tego na pewno nie zrobi, że się boi i że wolałaby wyciągnąć tego dnia czerwone piórko. Stwierdziła, iż liczy na to, że ktoś z dwójki odważnych będzie mógł zrobić to za nią. Grupa starała się nie naciskać, ale jednocześnie namówić do skoku. Nie udało się, Asia nie skoczyła, a grupa miała do niej pretensje. Szczególnie Darek, który doprowadził ją do płaczu.
   Hanka i Romek obserwowali z oddali, jak grupa wykonuje zadanie. Podjęli decyzję, ale obydwoje mieli różne zdanie w tej kwestii. Romek uważał, że nie wszyscy skoczą, Hanka zaś, że nikt się nie wyłamie. Postawili ostatecznie na to, że nie wszyscy skoczą, pieniądze grupa zarobiła więc dzięki zmieszanej kilka chwil wcześniej z błotem Aśce, której niektórzy zdążyli zasugerować nawet, że powinna dobrowolnie opuścić program. Fakt, że to dzięki niej pieniądze trafiły na konto postawił w trudnej sytuacji innych uczestników. No bo jak tu się teraz zachować, skoro zdążyło się zbesztać osobę za to, że nie skoczyła, podczas gdy okazało się, że dobrze, iż tego nie zrobiła?
   No i jeszcze jedna informacja odnośnie agenta. Agent wiedział, jaką decyzję podjęła dwójka odważnych. Miał już przed zadaniem zasugerowane, że jeśli odważni postawią na odpowiedź NIE, on ma skoczyć, a jeśli na TAK, ma nie skakać. Sygnałem był kolor koszulki jednego z kamerzystów. Agent wiedział więc, że musi skoczyć, mimo to jednak i tak nie zepsuł zadania, bo Asia nie przełamała strachu.
   A oto kolejne zagraniczne edycje, w których pojawiło się owo zadanie.
   Wielka Brytania - zadanie pojawiło się w 3 odcinku pierwszej edycji. Podobnie jak u nas w edycji drugiej, było to tzw. wahadełko. Mimo iż jeden z uczestników bał się skoczyć, wszyscy zadanie wykonali, dzięki czemu zarobili 10 tysięcy funtów. Agent skakał jako piąty w gronie ośmiu zawodników, licząc zapewne, że osoba najbardziej bojąca się, ostatecznie nie zdecyduje się na skok. Łączny czas na wykonanie zadania - godzina.
   Holandia - zadanie pojawiło się w pierwszej edycji w odcinku trzecim. Wszyscy uczestnicy musieli skoczyć do godziny siódmej wieczorem, by wygrać pieniądze. Zrobili to, choć gdy do skoku szykował się ostatni uczestnik, okazało się, że został ledwie kwadrans. Agent skakał jako ostatni, zapewne nie zepsuł zadania z obawy, iż byłoby to zbyt podejrzane i mogłoby spowodować szybką jego identyfikację.
   Po raz drugi zadanie pojawiło się w trzecim odcinku czwartej edycji. Było to tym razem wahadełko, a co ważne, aby zdobyć pieniądze tym razem nie musieli skakać wszyscy, wystarczyło, aby cztery osoby zdecydowały się na skok. Był jednak dodatkowy punkt mający zmobilizować uczestników do skoczenia z mostu. Otóż jeśli na skok zdecyduje się osoba, która uzyska potem najniższy wynik podczas testu decydującego o tym, kto odpada z programu, pozostanie w programie. Zadanie zostało wykonane, agent nie skakał (skoczyła wymagana czwórka). Osoba z najniższym wynikiem została w programie, bowiem okazało się, że znalazła się w gronie tych, co skoczyli.
   Zadanie pojawiło się również w 5 odcinku drugiej edycji norweskiej (wahadełko), a także w pierwszym odcinku pierwszej edycji niemieckiej i czwartym odcinku drugiej edycji - w której oprócz skoków należało również przewidzieć, kto skoczy, a kto zrezygnuje (za to zarabiało się pieniądze).

piątek, 11 lipca 2014

Skok na bunjee - część 1

   Odcinek drugi pierwszej edycji, to wówczas uczestnicy musieli po raz pierwszy pokonać własny lęk. Udział w zadaniu wzięli wszyscy, a więc jedenastu uczestników. Grupa udała się do niewielkiej francuskiej miejscowości La Mure, Uczestnicy udali się na Most Ponsonnas (niektórzy piszą Most Pont de Possonas, co jest niepoprawną nazwą - Pont po francusku oznacza most), wysokość 103 metry, gdzie czekało na nich kolejne zadanie - skok na bunjee. Do wygrania 35 tysięcy złotych, ale by wygrać pieniądze, musieli skoczyć wszyscy, co mogło okazać się trudne, biorąc pod uwagę fakt, że niektórzy boją się tego typu wyzwań. Nie było ani słowa o czasie, w jakim wykonać muszą zadanie, podejrzewam więc, że nie byli czasowo ograniczeni (no chyba, że noc by ich zastała...).
   Jako pierwszy na skok zdecydował się Jurek. Tuz przed skokiem wypowiedział słowa: "Po pierwsze - nie ja jestem agentem, po drugie - gdybym stamtąd nie wrócił, to ja już zrobiłem swoje." Prawda, że szczególnie druga część przemówienia mogła (choć Jurek nie zrobił tego świadomie) skierować podejrzenia właśnie na niego, że to on jest agentem. Dlaczego? Ano dlatego, że swoją wypowiedzią, że gdyby stamtąd nie wrócił wśród najbardziej bojących się mógł jeszcze bardziej spotęgować strach przed skokiem. A potem rozłożył ręce, jakby chciał zaśpiewać: "Lecę, bo chcę..." i skoczył.
   Druga była Agnieszka. Jak sama przyznała po programie - mimo że się bała, musiała skoczyć, bo inaczej mogłaby zostać zbyt szybko zdemaskowana. Starała się jednak swoimi jękami podczas skoku nieco zdeprymować innych. Trzecia w kolejności była Danka. potem Liwia, która przed skokiem była mocno przestraszona, ostatecznie jednak skoczyła.
   Następna była Iza, która w pierwszej chwili wycofała się z krawędzi mostu, bojąc się skoczyć. Wreszcie jednak się odważyła, a lecąc zakrzyknęła pamiętne słowa: "K...a mać, babcia na bunjee!". Szósty skoczył Remek, który po skoku stwierdził, że agent już skoczył. Miał rację, tyle że nie typował poprawnej osoby na agenta... Siódmy Romek wykrzyknął: "Bomba, dzieci, bomba!", a potem: "To warto przeżyć" i "Chcę być ptakiem"... Po skoku zaś wygłosił: "Warto żyć, żeby to przeżyć. Gdybym dziś odpadł, to nie ma problemu. Tyle przeżyłem, że starczy mi, naprawdę... Niech się młodzi dalej bawią". Wykrakał...
   Jako ósma skakała Małgosia. Lot umilała sobie śpiewając piosenkę "Szła dzieweczka...". Dziewiąta była Izolda, która najbardziej ze wszystkim obawiała się skoczyć. Facetowi, który odpinał linę po skoku rzekła: "I love you", a potem go ucałowała... Dziesiąty skoczył Kuba. Miał ze sobą flagę, którą wypuścił w trakcie lotu. Jęczał tak jak Bruce Lee w filmach karate. Ostatni zaś Piotr, również skaczący z flagą, krzyknął: "Na pohybel". Ważne to o tyle, że kilka dni później w innym zadaniu padło pytanie: "Co krzyknął Piotr podczas skoku na bunjee"?
   Zadanie zostało wykonane. Grupa zdobyła 35 tysięcy. Zadanie zaś pojawiało się w wielu innych zagranicznych edycjach. Poniżej o kilku z nich (pozostałe w drugiej części).
   Australia - wydawać by się mogło, że skok na bunjee jest zadaniem, które w niemal każdym kraju pojawi się już w pierwszej edycji, wszak łatwo takie zadanie wymyślić. Okazuje się jednak, że w Australii zadanie po raz pierwszy pojawiło się w piątym odcinku trzeciej edycji. Za każdego uczestnika, który zdecydował się skoczyć grupa zarabiała 500 dolarów, jeśli jednak wszyscy zdecydowaliby się skoczyć, wygrana zostałaby pomnożona przez dwa. Ostatecznie z ośmiu osób na skok zdecydowało się sześciu uczestników. Agent skakał jako szósty, a następnie opowiedział dwóm czekającym uczestnikom, jakie to straszne uczucie jest podczas skoku, przekonał, że nie ma w tym nic przyjemnego i ostatecznie zniechęcił do tego, by one też zdecydowały się na skok.
   Po raz drugi zadanie pojawiło się w piątej edycji w odcinku piątym. Tym razem jednak uczestniczyła w nim ledwie połowa uczestników, w tym agent. Zadanie było nieco zmodyfikowane. Nie wystarczyło jedynie skoczyć, ale trzeba było też dotknąć ręką płynącą rzeką piłkę. Jeśli choć jednej osobie to się by udało, grupa zarobiłaby 5 tysięcy dolarów australijskich. Jeśli jednak choć jeden uczestnik nie zdecydowałby się na skok, grupa straciłaby 5 tysięcy. Trzej pierwsi uczestnicy, w tym agent, skoczyli, ale nie zdołali dotknąć piłki, choć dwóm (za wyjątkiem agenta) zabrakło niewiele. Czwarty uczestnik jednak nie zdecydował się na skok, przez co zamiast zarobić, grupa straciła pieniądze.
   USA - zadanie pojawiło się w pierwszym odcinku drugiej edycji. Grupa została wówczas podzielona na cztery mniejsze, jedna z nich wykonywała opisywane wcześniej przeze mnie zadanie, a więc Spacer po linie z pulsometrem. Pięć osób miało za zadanie skoczyć na bunjee. O tym, czy mają szansę wygrać decydowali dwaj tzw. przywódcy, którzy mieli rozdzielić 60 tysięcy dolarów na trzy zadania, czyli zdecydować, ile za które zadanie można wygrać (ale mogli całość postawić na jedno, gdyby chcieli). Mogło się więc okazać, że jeśli nie wykonają zadania, nie wygrają 60 tysięcy, ale też mogło się okazać, że choć zrobili swoje, nie wygrali nic.
   Agent w tym zadaniu nie uczestniczył. Czterej pierwsi uczestnicy skoczyli na bunjee, piąta osoba przed skokiem, nie wiedząc wciąż, jaka jest stawka za zadanie, otrzymała propozycję. Jeśli zrezygnowałaby ze skoku, otrzymałaby zielone piórko. Tak też zrobiła, zrezygnowała ze skoku. Po wszystkim okazało się jednak, że dwaj wybrani przed zadaniami "liderzy" nie postawili na wykonanie tego zadania nawet jednego dolara, a więc nawet gdyby ostatni uczestnik skoczył, grupa nic by nie wygrała.
   Belgia - zadanie, podobnie jak w Polsce, pojawiło się w drugim odcinku pierwszej edycji. Do wygrania było 150 tysięcy franków belgijskich, ale by je zdobyć, musieli skoczyć wszyscy. Agent, podobnie jak u nas, musiał skoczyć, by nie narazić się na podejrzenia. Skakał jako piąty, ale podczas przygotowań odegrał scenę (a może także rzeczywiście się trochę bał) paniki. Ostatecznie skoczył, ale wywołał jeszcze większy strach wśród jednego z uczestników, który bardzo bał się skakać. Wspomniany uczestnik próbował dodać sobie odwagi alkoholem, nie pomogło jednak, nie skoczył i w efekcie grupa nie wygrała pieniędzy.

piątek, 4 lipca 2014

Gdzie kręcono Agenta?

   Pierwsza polska edycja "Agenta" odbyła się we Francji, druga w Hiszpanii, a trzecia w Portugalii. A gdzie mogłaby odbyć się czwarta edycja? :
   Zanim jednak o tym, kilka słów o krajach, w których odbywały się polskie edycje. Dwa z nich cieszyły się popularnością także w innych wersjach programu. We Francji realizowali na przykład swoje pierwsze edycje Belgowie, Niemcy, Szwedzi, Brytyjczycy, Norwegowie, a także Amerykanie, ale jedynie część pierwszej edycji, bowiem ich program (pierwsza edycja) realizowany był w kilku krajach. W Hiszpanii natomiast powstały drugie edycje programu belgijskiego, szwedzkiego i norweskiego. Na Wyspach Kanaryjskich należących do Hiszpanii powstała także druga edycja niemiecka. Kręcono tu także część pierwszej edycji amerykańskiej i część dwunastej edycji holenderskiej. W Hiszpanii została również zrealizowana jedyna edycja portugalska. Sami Hiszpanie także u siebie kręcili swoją pierwszą edycję. Był to więc najpopularniejszy kraj, jeśli chodzi o realizację agenta. Najmniejszą popularnością cieszyła się Portugalia. Oprócz Polski zrealizowano tam jedynie trzecią edycję holenderską i czwartą szwedzką.
   A oto kraje, w których więcej niż raz realizowano "Agenta" i w którym mogłaby być realizowana czwarta polska edycja, gdyby TVN zechciał powrócić do formatu:
   Kanada - zrealizowano w tym kraju część czwartej edycji holenderskiej, trzecią szwedzką i norweską oraz drugą brytyjską. Łącznie aż cztery zagraniczne wersje
    Australia - Sami Australijczycy realizowali aż cztery edycje we własnym kraju. Oprócz nich na realizację w tym kraju zdecydowały się Holandia (pierwsza i część czwartej edycji), realizację zaczęli także Hiszpanie (druga edycja), którzy jednak przerwali nagrywanie ze względu na niezadowalającą oglądalność.
   Włochy - W tym kraju została zrealizowana trzecia edycja belgijska oraz w części druga amerykańska. Przyznam, że ja najchętniej właśnie ten kraj wskazałbym jako potencjalne miejsce realizacji nowej edycji "Agenta".
   Argentyna - W tym kraju została zrealizowana szósta edycja holenderska, a także w części piąta amerykańska
   Meksyk - Odbyły się tu ósma edycja holenderska, czwarta amerykańska oraz pierwsza włoska.
   RPA - Właśnie ten kraj na realizację programu wybrali Holendrzy w trzynastej edycji i Włosi w drugiej edycji.
   Najbardziej oryginalni w wybieraniu krajów do realizacji programu byli Holendrzy. Oprócz wymienionych wcześniej krajów realizowali program także w Szkocji (druga edycja), Indonezji (część piątej edycji), Tajlandii (siódma edycja), Irlandii Północnej i Jordanii (dziewiąta edycja), Japonii (dziesiąta edycja), Salwadorze i Nikaragui (jedenasta edycja), Islandii (część dwunastej edycji), a także Filipinach i Hongkongu (czternasta edycja). Amerykanie część drugiej edycji zrealizowali w Szwajcarii, a część piątej w Chile. Australijczycy tylko dwie edycje zrealizowali poza krajem, ale w niezbyt dużej odległości. Czwarta edycja została zrealizowana w Nowej Kaledonii, zaś piąta w Nowej Zelandii. Za to Włosi trzecią edycję realizowali w Kenii.

niedziela, 15 czerwca 2014

Spływ kajakiem

   Zadanie, które opiszę dziś, nie pojawiło się w polskiej edycji agenta. Pojawiło się, choć z różnicami, w dwóch edycjach zagranicznych. Oto szczegóły.
   Australia. Zadanie pojawiło się w 3 edycji w odcinku 1. Uczestnicy udali się nad rzekę (coś w stylu górskiego potoku) i przez pewien czas pobierali nauki, jak należy zachować się na kajaku, by nie znaleźć się przypadkowo w wodzie. Zadanie jednak wykonywali siedząc w czymś w rodzaju pontonu. Do wygrania było 10 tysięcy dolarów australijskich, z tym, że każda osoba, która wpadnie do wody oznaczała odjęcie z nagrody 2 tysiące.
   Uczestnicy podzielili się na trzy czteroosobowe grupy. Pierwsza grupa bez przeszkód przepłynęła trasę, mimo że po drodze musieli pokonać silny prąd, uskok, itp. Druga grupa miała spore problemy z pokonaniem prądu, niewiele brakowało, by ktoś wpadł do wody, udało im się jednak ostatecznie utrzymać na powierzchni. Trzecia grupa jednak nie miała tyle szczęścia. W jednym z najtrudniejszych momentów, gdzie woda była najbardziej wzburzona, ponton przewrócił się do góry dnem i cała czwórka znalazła się w wodzie, co kosztowało grupę aż 8 tysięcy dolarów. Co ciekawe agent znajdował się w pierwszej grupie, a więc tej, która przepłynęła bezbłędnie. Dzięki temu zadaniu uwaga od agenta została więc odwrócona.
   Holandia. Zadanie pojawiło się w pierwszej edycji w odcinku 2. W porównaniu z wersją australijską w tym wypadku za wpadnięcie do wody uczestnikom nic nie groziło. W zadaniu uczestniczyli wszyscy. Grupa została podzielona na dwie mniejsze - cztero i pięcioosobową. Każda grupa płynąc rzeką miała za zadanie zebrać przyczepione do skał lub boj koperty. Czteroosobowa miała cztery koperty, druga zaś pięć. W jednej z tych dziewięciu kopert ukryta była nagroda za zadanie - 5 tysięcy guldenów. Uczestnicy nie musieli zebrać wszystkich kopert, musieli jednak, by zrealizować zadanie, mieć w zebranych kopertach tę, w której jest nagroda. Grupie w sumie udało się zebrać pięć kopert, niestety, ta z nagrodą nie trafiła w ręce uczestników programu.

piątek, 23 maja 2014

Kierowanie samochodem po omacku

   Zastanawiałem się, jak powinienem krótko określić to zadanie, wreszcie postawiłem na nazwę widniejącą w tytule. Z owym wyzwaniem zmierzyć się musieli zawodnicy trzeciej polskiej edycji w odcinku 7.
   Jak wyglądało zadanie? Otóż uczestnicy musieli przejechać samochodem w miejsce, w którym Wojtek i Mirek ścinali drzewo. Nie był to specjalnie długi odcinek, ale... Zadanie wcale nie należało do łatwych. Kierowca, którym był Przemek, nie widział nic przez szybę, bowiem samochód został wcześniej odpowiednio przygotowany - miał pozaklejane szyby i został wyposażony w kamery i monitory. W jaki sposób więc Przemek miał dojechać na wyznaczone miejsce? Ano jak ma jechać, kiedy skręcać, itp. mówili mu Rysiek i Gosia. Obydwoje siedzieli z tyłu (Przemek nie widział monitorów) i śledzili obraz przekazywany im przez kamery zamontowane na samochodzie. Na tej podstawie mówili Przemkowi, czy jedzie prosto, czy nie zjeżdża z drogi, itp.
   Dodatkową trudnością, z jaką musieli zmierzyć się zawodnicy był upał, przez co ciężko było wytrzymać dłuższy czas w samochodzie (widocznie z tyłu, gdzie przebywali Rysiek i Gosia nie było klimy). Podobno nawet z tego powodu chcieli zrezygnować z jego uczestnictwa, ostatecznie jednak nie zrobili tego. W sytuacji, kiedy kierowca jedzie "na słuch" nie może obyć się bez drobnych błędów i powolnej jazdy, udało im się jednak ostatecznie dojechać na wyznaczone miejsce.
   A oto inne kraje, w których pojawiało się to zadanie:
Holandia - Zadanie pojawiło się w ósmym odcinku trzeciej edycji i wyglądało tak samo jak w Polsce. Agent w tym zadaniu nie uczestniczył.  Na dotarcie mieli godzinę, a do wygrania 5 tysięcy euro. W określonym czasie nie udało im się jednak dotrzeć w wyznaczone miejsce. Usłyszeli jednak wówczas, że wciąż mogę wygrać pieniądze, muszą jednak zaparkować samochód w miejscu, gdzie ich zdaniem upadnie ścinane przez dwóch innych uczestników drzewo. Upadło ono jednak metr od zaparkowanego samochodu.
Belgia - zadanie pojawiło się w siódmym odcinku trzeciej edycji. Było dalszym ciągiem zadania, które nazwałem samochodowa układanka. Na całe zadanie (obydwie części) uczestnicy mieli pół godziny (tyle wybrali, o czym szerzej w pierwszej części zadania). Układankę rozwiązali w niespełna dziesięć, na drugą część mieli więc ok. 20 minut. Ich zadaniem było oczywiście dotrzeć do określonego miejsca, ale po drodze mijali tekturowe postacie bohaterów programu, których nie wolno było im przejechać. Każda potrącona osoba oznaczała odjęcie z czasu na wykonanie zadania pięciu minut. Agent był w części "sterowniczej", ale nie sam, więc i ograniczone pole manewru miał, tym bardziej, że za kierownicą siedział ktoś inny. Co ciekawe bodaj dwukrotnie następowała zamiana - kierujący stawali się instruktorami, a potem znów kierowcami (zamieniali się miejscami). Ostatecznie udało im się przejechać całą trasę, ani razu nie uderzając w figurkę i wyrabiając się w określonym czasie (w sunie całe zadanie wykonali w niespełna 20 minut), dzięki czemu zarobili 4 tysiące euro.
Australia - zadanie pojawiło się w drugiej edycji w siódmym odcinku. Osoba kierująca pojazdem nie tylko musiała przejechać określony odcinek drogi w 30 minut, ale zabrać po drodze jednego z uczestników programu i popełnić maksymalnie 4 błędy podczas jazdy (za błąd liczono na przykład zjechanie z drogi lub jazdę nie tą stroną ulicy). Agent był w grupie instruujących. Zadanie nie zostało wykonane ze względu na zbyt dużą liczbę popełnionych błędów.
Niemcy - zadanie pojawiło się w siódmym odcinku drugiej edycji. Różnica z innymi edycjami polegała na tym, że uczestnicy musieli dojechać nie jednym, a dwoma samochodami. Podzielono się na grupy według płci. Kobiety dotarły na czas, mężczyźni spóźnili się, bowiem uczestnik przekazujący instrukcje wcześniej otrzymał propozycję, że jeśli zadanie nie zostanie wykonane, on otrzyma "zielone piórko".

piątek, 16 maja 2014

Podwodna układanka

   Zadanie, które dziś opiszę, nie pojawiło się w polskiej edycji "Agenta". Pojawiło się za to w Australii i Holandii. Oto obydwie wersje.
   Australia. Zadanie pojawiło się w 3 odcinku 4 edycji. Do wygrania było 5 tysięcy dolarów australijskich. Uczestnicy zostali podzieleni na dwie grupy (według płci). Zadaniem mężczyzn było zanurkować w morzu, odnaleźć obrania, które znajdowały się w morzu w podpisanych imiennie siatkach i pod wodą założyć znalezione ubrania. Oczywiście na głowie mieli założony odpowiedni kask doprowadzający tlen.
   W tym samym czasie dziewczyny miały za zadanie ułożyć puzzle składające się z 12 dużych kawałków. Kawałki były przyczepione na linach do boj i umieszczone w wodzie, a więc dziewczęta musiały nurkować, by kolejne kawałki wyłowić. Żeby było trudniej, pod wodą znajdowało się nie 12 kawałków, które wystarczyłoby ułożyć, ale 24. Dwanaście, co oczywiste, nie pasowało do układanki, a za każdy wyciągnięty z wody element, który do układanki nie będzie pasował grupa była karana odjęciem minuty z czasu przeznaczonego na wykonanie zadania. Łączny czas mężczyzn i kobiet, w jakim wykonają swoje zadania nie mógł przekroczyć 40 minut.
   Dziewczęta początkowo miały problem z komunikacją. To znaczy osoba odpowiadająca za układanie powinna mniej więcej informować, jakiego kawałka należy szukać, by pasował do układanki (miał być obraz przedstawiający uczestników), tymczasem takich informacji początkowo zabrakło. Stąd też, mimo że udało im się ułożyć puzzle w osiem minut, otrzymały karę aż sześciu minut za to, że wyciągnęły sześć niepasujących kawałków.
   Faceci musieli więc ubrać się w 26 minut, by zadanie zostało zaliczone. Okazało się, że kompletne ubranie się pod wodą wcale nie jest takie łatwe (zresztą czy łatwo jest na siebie założyć mokre spodnie? Zajęło im to aż 25 minut, w sumie jednak udało im się zmieścić w wyznaczonym czasie, dzięki czemu grupa zarobiła pieniądze. Agent nie miał zanadto możliwości, by się wykazać.
   Holandia. Mimo że zadanie, które pojawiło się w pierwszej edycji holenderskiej (pierwszy odcinek) różniło się od zadania australijskiego, postanowiłem wrzucić obydwa do "jednego wora". W tym wypadku grupa nie była dzielona według płci. W zadaniu startowało pięć osób (połowa grupy), a ich zadaniem było wyłowić z wody kartki z poszczególnymi słowami, a następnie utworzyć z wyłowionych słów zdanie. Kartki były umieszczone na głębokości 10 metrów, a ze słowami było bodaj pięć. Udało im się wyłowić wszystkie dość sprawnie, ułożyli zdanie i wygrali 7,5 tysiąca euro. W tym zadaniu uczestniczył agent, ale że to było jego pierwsze zadanie, zapewne nawet zanadto nie starał się przeszkadzać, ale pomagać też za bardzo nie pomagał. W Holandii natomiast druga część grupy w tym czasie nie musiała nurkować i ubierać się pod wodą. Co w tym czasie robili - o tym innym razem.

sobota, 10 maja 2014

Spacer po linie z pulsometrem

   Zanim napiszę o zadaniu, słowo wstępu. Zadanie pojawiło się w drugiej edycji, w odcinku drugim "Agenta". W jednym z tych odcinków, których nie było i nadal nie ma w internecie.
   Na czym polegało zadanie? Uczestnicy pojechali w rejon gór, zatrzymali się nad przepaścią (nie wiem czy to jakiś wąwóz czy inny kanion), nad którą znajdowała się zawieszona lina, a właściwie dwie liny. Zadaniem uczestników było przejście po linie na drugą stronę. Oczywiście wszystko odbywało się z asekuracją, nie groził upadek w przepaść. Po jednej linie uczestnicy szli, drugiej się trzymali. Żeby zaliczyć zadanie i zarobić pieniądze na drugą stronę przejść musieli wszyscy, w dodatku musieli wykonać zadanie w półtorej godziny. Był jednak pewien haczyk. Otóż każdy przed wejściem na linę miał zakładany pulsometr. W momencie gdy puls przekroczył wyznaczoną wartość (nie mogła przekroczyć 125 uderzeń na minutę), uczestnik musiał zatrzymać się i starać uspokoić. Mógł kontynuować zadanie dopiero, gdy uda mu się "zbić" puls poniżej wyznaczonej przez prowadzącego granicy.
   Jako pierwszy ruszył Wojtek, przejście zajęło mu jednak aż 20 minut, bowiem w połowie drogi puls mocno mu przyśpieszył i przez kolejnych dziesięć minut Wojtek nie potrafił go opanować. Druga była Beata, która w bodaj trzy minuty, bez konieczności zatrzymywania przeszła na drugą stronę. Trzecia ruszyła Dorota, która, podobnie jak Wojtek musiała zatrzymać się ze względu na zbyt wysoki puls. Po kilku próbach uspokojenia pulsu poddała się i wróciła na start, by inni mogli spróbować sił. Za to Hance udało się dość sprawnie przejść na drugą stronę. Podobnie Mirkowi, który ani razu nie zatrzymywał się na linie.
   Jako szósta próbę podjęła Barbara, której jednak nie udało się utrzymać pulsu na odpowiednio niskim poziomie. Po dziesięciu minutach poddała się i zeszła z liny. W tym momencie mieli już tylko 40 minut na wykonanie zadania, a tylko cztery osoby zdążyły przejść na drugą stronę. Wciąż zaś jeszcze nie próbowały na linę wejść dwie najbardziej bojące się osoby - Aśka i mający lęk wysokości Bartek.
   Jola jako kolejna podjęła próbę, wróciła jednak na start. Podobnie Aśka. Spróbował więc Romek i jemu udało się dość szybko przejść na drugą stronę. Potem drugą próbę podjęła Jola, znów jednak musiała się zatrzymać. Mirek postanowił rozmawiając z nią spróbować ją uspokoić, co się udało i ostatecznie Jola jako szósta przeszła na drugą stronę. Próbę podjął Darek, była jednak ona nieudana. Ponownie próbowała Dorota, znów nieskutecznie. Kolejne próby znów nie przyniosły sukcesu,. aż w końcu czas upłynął i zadanie nie zostało wykonane.
   Ciekawostką jest, że jedyną osobą, która nie weszła na linę i nie próbowała przejść był Bartek, co mogło sugerować, że to on jest agentem.
   Zadanie pojawiało się w niemal każdej wersji "Agenta". Oto szczegóły:
   Wielka Brytania - zadanie pojawiło się w drugiej edycji, w odcinku 1. Uczestnicy mieli znacznie mniej czasu niż w Polsce - ledwie godzinę, ale startowało 10 osób, podczas gdy w Polsce 11. Była też dodatkowa zasada - jeśli ktoś wszedł na linę, puls mu za bardzo skoczy i z tego powodu grupa uzna, że ów uczestnik nie da rady zaliczyć zadania, mógł on zejść z liny, ale grupa otrzymywała karę - z czasu przeznaczonego na wykonanie zadania zabierano 10 minut. Uznawano wówczas, że ów nieszczęśnik "zaliczył" zadanie. Już pierwszy uczestnik miał problemy z przejściem, po naradzie grupa poświęciła więc czas, by ów gostek zszedł z liny i by inni mogli spróbować przejść na drugą stronę. Potem jeszcze dwa razy zdarzyła się taka sama sytuacja z innymi uczestnikami. Łącznie wszyscy znaleźli się po drugiej stronie w 63 minut i 53 sekund, a więc o niespełna 4 minuty przekroczyli wyznaczony czas. Nie zarobili więc 10 tysięcy funtów, a taka właśnie była wygrana w tym zadaniu. Co do agenta - szedł jako trzeci od końca. Jako że zawodowo zajmował się fitnessem, nie wypadało mu nie zaliczyć zadania, więc dość pewnie przeszedł po linie.
   Holandia - zadanie pojawiło się w 3 edycji w odcinku 4. Z tym, że nie wszyscy, którzy pozostali na placu boju wzięli w nim udział. Przed zadaniem wybrane zostały dwie osoby, które nie brały udziału w zadaniu. Przyglądając się innym uczestnikom wspomniana dwójka musiała przewidzieć, czy pozostała szóstka da radę zadanie wykonać (miała na to godzinę), a jeśli nie, to ile osób w ciągu godziny ich zdaniem zdąży przejść na drugą stronę. Za wytypowanie poprawnej liczby przewidziany był bonus - dodatkowe 4 tysiące euro do puli nagród. po wielu perturbacjach udało im się wykonać zadanie, wszyscy przeszli na drugą stronę i zarobili 6 tysięcy euro. Bonusu nie udało się zdobyć, bowiem dwójka, która nie uczestniczyła w zadaniu uznała, że w ciągu godziny przejść na drugą stronę zdoła ledwie 5 uczestników. Agent szedł jako drugi i stracił nieco czasu ze względu na zbyt wysoki puls.
   Belgia - zadanie odbywało się gdzieś w okolicy jakiegoś mostu. Pojawiło się w pierwszym odcinku trzeciej edycji. Czas na wykonanie - półtorej godziny, przejść musieli wszyscy. Podobnie jak w Wielkiej Brytanii można było kogoś "przepchnąć" niezależnie od tego, co wskazywał pulsometr. Każda osoba, która w taki sposób zaliczała zadanie oznaczała jednak stratę 15 minut. Już pierwszy uczestnik miał problem z przejściem, więc zdecydowano, że powinien on przejść w zamian za utratę czasu na wykonanie zadania. Kolejni uczestnicy, w tym agent, który szedł jako trzeci od końca, poradzili sobie dość sprawnie z zadaniem. Ostatni z uczestników obawiał się wejścia na linę, ale zanim podjął próbę, już było wiadomo, że zadanie zostanie wykonane, bo zostało im jeszcze ok. 20 minut, w razie co mogli więc zapłacić "karę". Dzięki temu zadaniu zarobili do puli nagród 5 tysięcy euro.
   Australia - zadanie pojawiło się w drugim odcinku czwartej edycji. Zasady dokładnie takie same jak w Wielkiej Brytanii. Do wygrania było 10 tysięcy dolarów australijskich. Pierwszym i jedynym uczestnikiem, za którego grupa zdecydowała się "oddać" 10 minut był... agent. Zadania nie udało się jednak wykonać, bowiem ostatnia osoba nie była w stanie przejść na drugą stronę w niespełna 10 minut.
   USA - zadanie pojawiło się w pierwszym odcinku 2 edycji. Lina rozwieszona była między wysokimi drzewami. Z czternastu osób, które uczestniczyły w programie, do wykonania tego zadanie wyznaczone były cztery - bez agenta. Trzy pierwsze osoby miały za zadanie przejść po dość nisko zawieszonej linie, ostatnia oprócz tej liny musiała także pokonać drugą, zawieszoną znacznie wyżej. Czas na wykonanie zadania - godzina. Udało im się zadanie wykonać, zarobili za nie 20 tysięcy dolarów.
   Zadanie pojawiło się również w drugim odcinku 2 edycji norweskiej (zostało wykonane) oraz w pierwszej edycji niemieckiej.

sobota, 3 maja 2014

Muzyka z Agenta

   Programowi "Agent" towarzyszyło mnóstwo melodii, pochodzących z różnych muzycznych utworów. Cóż to za melodie? Dziś napiszę o kilku z nich.
   Nie licząc melodii, które towarzyszyły każdemu odcinkowi programu, mnie najbardziej w pamięć zapadła melodia z ósmego odcinka pierwszej serii. Towarzyszyła ona losowaniu przy zadaniu, w którym o tym, co kto ma zrobić decydował rzut kostką. Była to piosenka Lost soul.
   Pamiętacie muzykę, która towarzyszyła programowi w momencie, gdy miała nastąpić reklama i pokazywano urywki tego, co będzie po przerwie, albo gdy na początku pokazywano kilka urywków z odcinka? Towarzyszyła temu szybka muzyka. Był to utwór No rest, z tym, że jego druga część, a więc tak od ok. 1.07...
   Kolejny utwór, który był wykorzystany w momencie, gdy uczestnicy przychodzili na kolację, to Father to son. Natomiast przy fragmencie utworu Dreamchild uczestnicy rozwiązywali testy. Melodia Gentle passion towarzyszyła uczestnikom, gdy udawało im się wygrać pieniądze, lub też w jakiejś podniosłej chwili. Z kolei melodia Lonesome street towarzyszyła końcówce programu, a więc momentowi, gdy zawodnik, który otrzymał czerwone piórko, miał odjeżdżać po kolacji.
   W trzech edycjach programu pojawiło się oczywiście wiele innych melodii. Część z nich można znaleźć na youtube. Wystarczy wpisać Agent soundtrack, a wówczas wyświetli się kilka melodii znanych z agenta.

piątek, 25 kwietnia 2014

Towrzenie dzieła sztuki

   Przedstawiane dziś przeze mnie zadanie pojawiło się w kilku edycjach zagranicznych "Agenta", nie pojawiło się jednak w żadnej edycji polskiej. Przedstawię je na przykładzie edycji australijskiej.
   Zadanie pojawiło się w drugiej edycji, w odcinku 5. Grupa musiała wybrać spośród siebie dwie osoby, które są bardzo kreatywne i posiadają artystyczną duszę. Wybrana dwójka otrzymała zadanie - stworzyć "dzieło sztuki", które następnie pojawi się w Galerii sztuki nowoczesnej. Oczywiście wcześniej zobaczyli, jakie "eksponaty" znajdują się w owym muzeum, by mieć jako takie pojęcie, co i jak robić, by wynik ich wysiłku przypominał inne arcydzieła. Otrzymali do dyspozycji różne rzeczy i narzędzia, by mogli owo dzieło przygotować. Nie jestem w stanie opisać tego, co stworzyli, tym bardziej, że raczej nie jestem miłośnikiem nowoczesnej sztuki. W każdym bądź razie ich "dzieło" znalazło się między innymi, wykonanymi przez prawdziwych artystów, w muzeum. 
   Wówczas to w muzeum pojawiał się specjalista od dzieł sztuki nowoczesnej. Jego zadaniem było odgadnąć, które z znajdujących się dzieł w muzeum nie zostało wykonane przez profesjonalistę. Jeśli wskazałby błędne dzieło, wówczas przygotowujący dzieło zarobiliby dla grupy 5 tysięcy dolarów australijskich. Kobieta, która oceniała dzieła sztuki wskazała błędną pracę i grupa zarobiła pieniądze. To jeszcze jednak nie był koniec zadania. Po wizycie specjalisty do muzeum wchodzili pozostali uczestnicy programu. Zadanie mieli dokładnie takie samo jak specjalista, z tą różnicą, że do puli nagród trafić mogło kolejnych 5 tysięcy wówczas, jeśli wskażą pracę wykonaną przez kolegów z grupy. Udało im się to, w sumie zarobili więc dzięki temu zadaniu 10 tysięcy dolarów. Agent nie uczestniczył w tworzeniu dzieła sztuki.
   A oto inne kraje, w których pojawiało się owo zadanie:
USA - zadanie pojawiło się w pierwszej edycji w odcinku 7. Obrazek poniżej przedstawia, jakie dzieło sztuki utworzyła wybrana dwójka:
   Do wygrania było w sumie 40 tysięcy dolarów. Znawca sztuki poprawnie jednak wskazał dzieło utworzone przez uczestników programu, dwaj uczestnicy, którzy nie brali udziału w przygotowaniu owego dzieła, wytypowali zaś błędnie. Nie udało im się więc wygrać żadnych pieniędzy. Agent był w grupie tworzącej dzieło, czego akurat chyba można było się domyślić, patrząc na obrazek...
   Belgia - zadanie pojawiło się w 2 edycji w odcinku 6. Agent nie znalazł się w gronie osób, które przygotowywały dzieło sztuki. Ekspert bez problemu rozpoznał dzieło utworzone przez uczestników "Agenta". Za to trójka uczestników błędnie wskazała dzieło, które ich zdaniem wykonali koledzy z grupy. Choć z trójki zgadującej jedna osoba wskazywała odpowiednią pracę, dwoje pozostałych, w tym agent, wybili jej jednak to z głowy... Nie udało się więc wygrać żadnych pieniędzy. Do wygrania było w sumie 100 tysięcy franków belgijskich.
   Holandia - zadanie pojawiło się w 5 odcinku 5 edycji. Tu zasady były nieco inne. Dzieło sztuki tworzyły cztery osoby (w tym agent). A konkretnie dwa dzieła. To znaczy wspomniana czwórka dzieliła się na dwie dwuosobowe grupy, każda dwójko tworzyła swoje dzieło sztuki, na co mieli pięć godzin. Po skończonej pracy wspólnie wybierali, która praca zostanie umieszczona w muzeum. Wybrali dzieło tworzone przez dwójkę z agentem. Specjalista oceniający prace wskazał jednak błędne dzieło, dzięki czemu grupa wygrała 2,5 tysiąca euro. Pieniędzy nie udało się jednak podwoić, bowiem pozostali uczestnicy nie zdołali odgadnąć, którą pracę wykonali ich koledzy.
   Katalonia - zadanie pojawiło się w 7 odcinku 1 edycji. Różnica z edycjami z innych krajów polegała na tym, że uczestnicy nie tworzyli "dzieła sztuki", a malowali graffiti. Specjalista prawidłowo wskazał, które graffiti namalowali uczestnicy "Agenta", podobnie jak inni uczestnicy programu, udało im się więc wygrać połowę możliwych pieniędzy.
   Izrael - Pierwsza edycja, odcinek 6. Wtedy pojawiło się wspomniane zadanie, z tym, że grupa wcale nie musiała przygotowywać "dzieła sztuki", ale serię zdjęć. Tematyka dowolna, ale oczywiście specjalista nie mógł się domyślić, która grupa zdjęć została wykonana przez amatorów. I faktycznie udało im się specjalistę oszukać, ale nabrać dali się także koledzy z grupy, w związku z tym udało im się wygrać tylko połowę możliwych do zdobycia pieniędzy.
   Zadanie pojawiło się również w edycji portugalskiej (odcinek 6).

piątek, 18 kwietnia 2014

Ułożenie czterech trójkątów

   Dziś napiszę o zadaniu, z którym spotkałem się jedynie w polskiej edycji. Wspomniane zadanie pojawiło się w szóstym odcinku pierwszej edycji. Prowadzący poprosił najpierw zawodników, żeby podzielili się na grupy. W opisywanym zadaniu brała udział trzyosobowa grupa, która "potrafi logicznie myśleć". Znaleźli się w niej Remek, Liwia i Małgosia. Prowadzący zrzucił im z balkonu paczkę zapałek i powiedział, żeby się nimi trochę pobawili...
   Po pewnym czasie wreszcie zaczęło się ich zadanie. Mieli z sześciu zapałek ułożyć cztery identyczne trójkąty (równoboczne). Czas na zadanie - 3 minuty, ale mogli zyskać dodatkowy czas. Prowadzący w trakcie zadania rzucał co dziesięć sekund talerzem. Jeśli został on złapany przez kogoś z grupy i odniesiony na miejsce, wówczas zyskiwali kolejne 10 sekund. Do wygrania było 5 tysięcy.
   Na początku cała trójka zaczęła "bawić się zapałkami". Po rozbiciu dwóch talerzy Marcin Meller zasugerował im, że może lepiej, by ktoś jednak próbował te talerze łapać, bo inaczej szybko czas im się skończy. Wyznaczyli do tego Gosię, której kilka talerzy udało się złapać. Tymczasem Liwia i Remek starali się rozwiązać zadanie. Ułożyli cztery zapałki w kwadrat, a dwie po przekątnej, tworząc w ten sposób cztery trójkąty, które jednak nie były równoboczne. Czas wreszcie dobiegł końca, a im nie udało się rozwiązać zadania.
   Prowadzący zaprezentował rozwiązanie. Należało utworzyć czworościan foremny - czyli jeden trójkąt ułożyć na ziemi, a pozostałe zapałki należało "postawić" przy każdym narożniku tak, by łączyły się u góry.

   Przez chwilę zastanawiałem się, czy przypadkiem Marcin nie mógł im uznać tego zadania po tym, gdy zbudowali kwadrat z przekątnymi. Wszak pada stwierdzenie z ust prowadzącego, że trójkąty mają być jednakowe, a nie równoboczne (a przynajmniej tak mi się wydaje), myślę jednak, że tamta konfiguracja była błędna także dlatego, że przekątne nie przebiegały od jednego kąta do drugiego, bo zapałki były za krótkie. Nie zostały więc tak do końca w ten sposób stworzone trójkąty.

piątek, 11 kwietnia 2014

Trzy pytania

   Zadanie zwane "Trzy pytania" nie pojawiło się w żadnej z polskich edycji. Pojawiło się za to w kilku edycjach zagranicznych. Przedstawię je na podstawie edycji belgijskiej.
   Sezon 2, odcinek 8, na placu boju pozostało już tylko trzech uczestników, zanim jednak doszło do decydującego quizu, uczestnicy musieli zmierzyć się z kolejnym zadaniem. Najpierw każdy z nich dostał kwestionariusz z kilkoma pytaniami, na które musieli odpowiedzieć. Potem jeden z uczestników znikał, a zadaniem dwóch pozostałych było go odnaleźć. W jaki sposób? Przewidując, jak na pytanie przeczytane przez prowadzącego odpowiedział zaginiony. Wyglądało to mniej więcej tak: Prowadzący zadawał pytanie i mówił - jeśli uważacie, że X, idziecie tą drogą, a jeśli Y, wówczas tamtą drogą. Zgadujący wybierali odpowiedź, szli do kolejnego rozdroża, po czym padało drugie pytanie. Po wybraniu odpowiedzi uczestnicy szli wskazaną drogą, zatrzymywali się przy wskazanym budynku i odpowiadali na trzecie pytanie. Z tym, że tym razem prowadzący mówił: Jeśli X, to pukacie do tych drzwi, a jeśli Y, to do tamtych. Po udzieleniu odpowiedzi wspomniana dwójka pukała do drzwi, jeśli otworzył je zaginiony uczestnik, do puli nagród wpływały pieniądze. Potem następowała zmiana, znikał kolejny uczestnik, a dwaj pozostali musieli go odnaleźć. Potem trzeci.
   A oto pytania, jakie padły w edycji belgijskiej (za każdym razem odpowiedzią było imię jednego z uczestników zgadujących): 
Kto z nich zdaniem zaginionego, mniej nadaje się na opiekunkę do dzieci?
Kto ostatnio zauważył, że świat zmierza ku upadkowi?
Kto z nich byłby bardziej skłonny oszukać swojego partnera?
Jesteś na środku morza na tratwie i chce ci się jeść. Kogo zjadłbyś jako pierwszego?
Czyj pamiętnik miałbyś większą ochotę przeczytać?
Kogo mniej lubisz?
Czyją fryzurę chciałbyś zmienić?
Kto ma głupie hobby?
Wygrałeś milion franków. Kto będzie bardziej ci zazdrościł?
   Za każdą odnalezioną osobę grupa wygrywała 50 tysięcy franków belgijskich. Odnaleźli jednak tylko jedną osobę, zarobili więc 50 tysięcy, ze 150 tysięcy możliwych do wygrania. Jednym z nieodnalezionych był agent.
   Australia - zadanie pojawiło się dwukrotnie. W dziewiątym odcinku drugiego sezonu do wygrania było w sumie 15 tysięcy dolarów australijskich, po 5 tysięcy za każdą odnalezioną osobę, udało się jednak odnaleźć tylko jednego uczestnika, a więc do puli nagród trafiło tylko 5 tysięcy. Agent nie został odnaleziony.
   Po raz drugi zadanie pojawiło się w 4 edycji, w odcinku 9, w nieco skróconej wersji. Tym razem do odszukania zawodnika wystarczyły odpowiedzi na dwa pytania, ale wygrana też była mniejsza - 2 tysiące za każdego odszukanego. Uczestniczyły cztery osoby. Pytania dotyczyły tego, co by zrobił zaginiony uczestnik. Na przykład: Dziewczyny świętujące wieczór panieński podchodzą do uczestnika i proponują mu 250 dolarów australijskich za to, żeby wcielił się w rolę striptizera. Czy zgodzi się na tę propozycję? Albo: Zaginiony wyszedł z supermarketu i zauważył, że kasjerka wydała mu 50 zamiast 20 dolarów. Czy wróci i odda pieniądze?
   Mimo że, tak przynajmniej mogło się wydawać, zarobić pieniądze nie było trudno, grupie nie udało się nikogo odnaleźć, nie zarobili więc w tym zadaniu żadnych pieniędzy.
   USA - zadanie pojawiło się aż trzykrotnie, za każdym razem na tych samych zasadach co w Belgii. W pierwszej edycji pojawiło się w odcinku 8. Za każdego odnalezionego 10 tysięcy dolarów. Udało im się odnaleźć dwie osoby, w tym agenta. Zarobili więc 20 tysięcy dolarów.
   Po raz drugi zadanie pojawiło się w drugiej edycji w odcinku 12. Wygrać można było tyle samo. Tym razem jednak nie udało im się odnaleźć żadnego zaginionego.
   Zadanie pojawiło się także w trzeciej edycji w odcinku 5. Znów do wygrania było tyle co wcześniej. Udało im się odnaleźć tylko jednego uczestnika (co ciekawe, agenta), wygrali więc 10 tysięcy dolarów.
   Holandia - zadanie pojawiło się w czwartej edycji, w odcinku 10, zasady jak w innych krajach. Za każdego odnalezionego uczestnika do puli nagród trafić mogło tysiąc euro. Udało im się odnaleźć dwóch uczestników, jedynie agent "dobrze się ukrył". Wygrali więc 2 tysiące euro.
   Po raz drugi pojawiło się w 9 odcinku 5 edycji, z tym, że tym razem obowiązywały zasady z 4 edycji australijskiej. Z możliwych siedmiu tysięcy euro do wygrania udało im się zdobyć cztery.

piątek, 4 kwietnia 2014

Zejście (zjazd) z tamy

   Trzeci sezon "Agenta". Odcinek pierwszy i pierwsze w ogóle zadanie w tejże edycji. Zawodnicy byli przekonani, że czeka ich skok na bunjee, wszak dzień wcześniej, gdy jechali na nocleg, mijali po drodze kilka "ciekawych" mostów. Okazało się jednak, że zadanie będzie inne. Zawodnicy musieli zjechać po linie z tamy. Zadanie miało dodatkowe utrudnienie, uczestnicy musieli schodzić głową w dół, choć prowadzący w ramach dobroci pozwolił pierwszej osobie, by "zjechała" w normalnej pozycji.. Tama liczyła 129 metrów. Czas na wykonanie zadania - 2 godziny.
   Do wygrania było aż 35 tysięcy złotych, a więc jak na "Agenta" bardzo dużo. Z tym, że zadanie musieli wykonać wszyscy. Oczywiście nie obyło się bez obaw, wszak było to zadanie z adrenaliną. Był jednak w grupie jeden uczestnik, który miał doświadczenie wspinaczkowe. To Wojtek (góral), który starał się mówić, co i jak robić i jak schodzić. Pierwszą osobą, która schodziła, inaczej niż wszyscy, była Teresa. Kolejnym był Wojtek, który szybko zjechał, a następnie wbiegł na tamę, by doradzać kolejnym schodzącym. Jako trzecia schodziła Grażyna (powiedziała, że jej zdaniem Małgosia nie zejdzie). Zejście trzem osobom zajęło aż godzinę. Kolejnymi osobami, które schodziły, były: Aneta, Małgorzata i Beta. pozostała szóstka miała na zejście ledwie 20 minut. Jako siódmy schodził Rysiek (śpiewał podczas schodzenia), potem Artur i Kamila. Następnie Przemek, Adam i na koniec Mirek. I dali radę. Wspomniana szóstka zeszła w... 14 minut! Zadanie więc zostało wykonane.
   W większości edycji zagranicznych również pojawiało się to zadanie.
   Australia - zadanie pojawiło się w pierwszej edycji, w odcinku 6. Udział w nim wzięły cztery osoby (3 kobiety i jeden facet). Zadaniem uczestników było nie tylko zejść po tamie, ale również zdjąć po drodze chorągiewki zawieszone na dwóch różnych wysokościach. Łącznie do zabrania były trzy chorągiewki, które były zaczepione nie w miejscu, w którym uczestnicy schodzili, ale z boku trasy. Żeby do nich dotrzeć należało się "rozbujać" na linie. Udało im się zabrać jedynie jedną chorągiewkę, zadanie nie zostało więc wykonane. Do wygrania było 10 tysięcy dolarów australijskich. Co ciekawe Agent jako jedyny zdjął z tamy chorągiewkę (schodził jako drugi). Być może uznał, że kobiety nie dadzą rady zdjąć pozostałych?
   Po raz drugi zadanie z tamą pojawiło się w ósmym odcinku 4 edycji. Również nie chodziło o samo zejście, ale by zgarnąć po drodze torby, w których ukryte były wskazówki (na jakimś nośniku komputerowym), gdzie ukryty jest pewien przedmiot. Udało im się zdobyć cztery z pięciu toreb (jedynie agent nie zdobył żadnej torby). Brakującą wskazówkę grupa mogła wykupić, kosztowało to jednak 3 tysiące dolarów. Zdecydowali się na to, by zwiększyć szansę na wygraną. Za to zadanie była bowiem przewidziana kwota 10 tysięcy. Wskazówkami były zdjęcia miejsca, w którym ukryte był ów przedmiot (z zewnątrz i wewnątrz), a także miejsca, gdzie znajduje się klucz do pomieszczenia. Od momentu, gdy zobaczyli wskazówki, mieli 30 minut na odnalezienie owego miejsca. Okazało się, że musieli na początku wspiąć się po schodach na tamę (miała 75 metrów. Po wielu perypetiach znaleźli wreszcie klucz, miejsce i znajdujący się tam chip. W ostatniej chwili udało im się odczytać, co na nim się znajduje, co było warunkiem wygranej. Dzięki temu wygrali 7 tysięcy.
   USA - Zadanie pojawiło się w drugiej edycji, w odcinku 4. Uczestnicy zostali podzieleni na kilka grup. Po tamie schodziły najpierw cztery osoby. Ich zadaniem po drodze było przeczytać zamieszczone na niej jedno z pytań, odpowiedzieć na nie (odpowiedzią była cyfra) i przez walkie-talkie przekazać odpowiedź innemu uczestnikowi. Trzy pierwsze osoby mogły odpowiadać tylko na jedno pytanie. Ostatnia osoba oprócz odpowiedzi na swoje pytanie mogła również zmienić odpowiedzi innych uczestników. Zawieszonych na tamie pytań nie było wolno zdejmować.
   Jak brzmiały pytania? Tak właściwie to były to zadania matematyczne. Jedno brzmiało tak: miesiąc urodzenia jednego z uczestników minus miesiąc urodzenia drugiego z uczestników. Drugie dotyczyło wieku. Dwa były związane z wcześniejszymi konkurencjami. Z owych cyfr powstawał kod, którym mieli otworzyć skrzynię. Do skrzyni położonej na półce mniej więcej w połowie tamy schodził twarzą w dół piąty uczestnik, ten, któremu przekazywali odpowiedzi. To on wpisywał kod i to on decydował, komu zaufać, jeśli ostatni uczestnik zmienił odpowiedź poprzednika. Po ustawieniu szyfru nie udało się jednak otworzyć skrzyni. Okazało się, że aż dwóch uczestników źle odpowiedziało na pytania. Co ciekawe, ów ostatni uczestnik, który mógł zmieniać odpowiedzi, na poprawną zmienił odpowiedź koleżanki, źle jednak odpowiedział na swoje pytanie. Agent nie uczestniczył w tym zadaniu, a do wygrania było 35 tysięcy dolarów.
   Holandia - zadanie pojawiło się w 3 edycji, w odcinku 1. Do wygrania maksymalnie było 44 tysiące euro. Każda osoba, która schodziła twarzą w dół, zarabiała 2 tysiące, zejście twarzą w górę - tysiąc euro. Jeśli wszyscy zejdą w ciągu dwóch godzin, zarobione pieniądze zostałyby podwojone. Startowało jedenastu uczestników.
Zdjęcie z wykonywania zadania w edycji holenderskiej
   Sześciu uczestników zdecydowało się schodzić "droższym" sposobem. Wszyscy zeszli w wymaganym czasie. Łącznie zarobili więc 34 tysiące euro. Agent oczywiście zszedł "tańszym" sposobem.
   Zadanie pojawiło się także w pierwszym odcinku drugiej edycji niemieckiej. Mierzyli się z nim, z powodzeniem, także uczestnicy edycji izraelskiej w pierwszym odcinku.

sobota, 29 marca 2014

Inny rodzaj "Agenta"

   U nas "Agent" wyglądał mniej więcej tak: Dwunastu uczestników pojechało w nieznane. Spędziło tam kilkanaście dni. Mieli wykonywać zadania i zarabiać pieniądze, a także wytropić agenta, który miał im przeszkadzać, w wykonywaniu zadań. Co dwa dni odbywał się test wiedzy o agencie (osobie, nie programie). Osoba, która odpowiadała najgorzej, odpadała z gry. Tak też było w większości edycji zagranicznych, ale nie wszędzie.
   We Włoszech i Bułgarii "Agent" wyglądał inaczej. Było to bardziej połączenie "Agenta" z "Big Brother". Uczestnicy spędzali ze sobą kilkadziesiąt dni, mieszkali razem, w ciągu tygodnia wykonywali też określone zadania, dzięki którym zarabiali pieniądze. Przyznam, że taka wersja "Agenta" niezbyt mi odpowiada. Co ciekawe jednak, zawodnicy wyjeżdżali za granicę, choć przy takich zasadach taniej byłoby zrealizować program w kraju. Co tydzień odbywał się program na żywo, podczas którego odpadała jedna osoba (decydował test). Co tydzień uczestnicy wskazywali w głosowaniu, kto ich zdaniem jest agentem, głosowała także publiczność przed telewizorami. Co tydzień osoba z najmniejszym zaufaniem przenosiła się do tzw. "samotni", czyli przebywała z dala od grupy.
   We Włoszech powstały trzy edycje - w 2004, 2005 i 2008 roku. Brały w nim udział gwiazdy. W trzeciej edycji udział wziął na przykład mistrz olimpijski z Pekinu Matteo Tagliariol (szermierka, szpada), a także wicemistrz olimpijski z Pekinu, bokser Clemente Russo (waga ciężka), w drugiej miss Włoch z 1996 roku Denny Mendez, a także Ludmiła Radczenko, pochodząca z Rosji modelka i aktorka, zaś w pierwszej znana aktorka Brigitte Nielsen.
   W Bułgarii program nazywa się bodaj "Krticata", a po raz pierwszy był wyemitowany w ubiegłym roku. Obecnie, od 24 lutego emitowana jest druga edycja.

sobota, 22 marca 2014

Tajemnicze puszki

   Pamiętacie zadanie Wydostanie się z cel? Napisałem wówczas, że do cel zawodnicy trafili za niezastosowanie się do poleceń w innym zadaniu. Dziś wyjaśnię, o co dokładnie chodziło, a zrobię to na przykładzie belgijskiej edycji "Agenta". 
   Zadanie rozpoczęło się już w pierwszym odcinku 3 edycji, rozstrzygnięcie nastąpiło jednak dopiero w odcinku trzecim. Otóż w pierwszym odcinku gospodarz programu podarował każdemu uczestnikowi małą, wąską, podłużną puszkę. Polecenia były dwa. Po pierwsze - nie wolno do niej zaglądać, po drugie trzeba ją zawsze nosić przy sobie.
   W trzecim odcinku uczestnicy rzekomo jechali w określone miejsce, by zmierzyć się z kolejnym zadaniem. W pewnym momencie doszło jednak do zderzenia z udziałem samochodu, w którym jechali uczestnicy "Agenta". Pojawiła się policja, wszystko wyglądało naprawdę realnie. Uczestnicy zostali przewiezieni na komisariat, odebrano im dokumenty. Po kolei każdy z nich wchodził na przesłuchanie. W jego trakcie policjant, który w rzeczywistości był aktorem, poruszał temat puszek.
   Po zakończeniu przesłuchania prowadzący rozmawiał z każdym z uczestników. Każdego pytał, czy otwierał puszkę, oczywiście uczestnicy zaprzeczali. Prowadzący otwierał więc przy nich puszkę i sprawdzał, czy mówią prawdę. W jaki sposób? W środku znajdował się papier czuły na światło. Jeśli był biały, oznaczało to, że puszka nie została otwarta. W przypadku gdy miał kontakt ze światłem, po jakimś czasie (raczej krótkim) zmieniał kolor na czarny.
   W Belgii okazało się, że trzy osoby zajrzały do środka lub nie miało puszki ze sobą, za co zostali zamknięci do cel. Co do agenta - ten akurat do celi nie trafił.
   Z podobnym problemem mierzyli się także uczestnicy w innych krajach.
   Wielka Brytania - wszystko toczyło się podobnie jak w wersji belgijskiej. Sprawdzenie, czy posiadają przy sobie puszki i czy je otwierali miało miejsce w 2 edycji, w odcinku 4. Cztery osoby nie posiadały bądź otworzyły swoją puszkę, w tym agent, który puszkę miał, ale ją otworzył. Podobnie jak w Belgii trafili za to za kratki, podobnie również jak w Belgii nie otrzymali za otwarcie żadnej kary finansowej.
   Holandia - zadanie (rozwiązanie) pojawiło się w 4 edycji w odcinku 7. Za każdą osobę, która nie miała w momencie sprawdzania ze sobą puszki, grupa traciła z konta tysiąc euro. Puszki nie miało ze sobą trzech uczestników, w tym agent. Grupa straciła więc w sumie 3 tys. Kolejnym punktem było sprawdzenie, czy aby na pewno nikt nie otwierał puszki. Prowadząca przed przystąpieniem do sprawdzania powiedziała, że jeśli nikt nie zajrzał do środka, wyjątkowo tego dnia nie będzie kwestionariusza pytań wyłaniającego osobę, która odpada z gry i nikt w tym odcinku nie odpadnie. Okazało się, że nikt nie zajrzał do środka.
   Australia - zadanie pojawiło się w 4 edycji. Rozwiązanie w siódmym odcinku. Uczestnicy nie domyślili się do końca przesłuchania, że była to starannie zaplanowana akcja producentów programu. Podczas przesłuchania policjanci prosili kolejnych uczestników, aby otworzyli te puszki i pokazali, co jest w środku. Jeden z uczestników to zrobił, a w przypadku tej edycji za każdą otwartą puszkę grupa traciła tysiąc dolarów australijskich. Łącznie z konta ubyło 2 tysiące, okazało się bowiem, że inny uczestnik znacznie wcześniej zajrzał do środka. Co ciekawe, do utraty pieniędzy nie przyczynił się agent.
   USA - 4 edycja, odcinek 6, wówczas pojawiło się owo zadanie. Na początku odcinka uczestnicy dostali nie puszki, a walizki. Oczywiście mieli nie zaglądać do środka. Jeśli nikt nie zajrzałby do środka, grupa podwoiłaby wygraną z poprzedniego zadania (konkretnie wygraliby dodatkowe 54 tys. dolarów). Sprawdzenie odbyło się pod koniec odcinka. Okazało się, że znalazła się osoba, która zajrzała i nie był to agent. Pieniędzy nie udało się więc wygrać.

piątek, 14 marca 2014

Scenariusz na stole

   Zdarzenie miało miejsce w szóstym odcinku drugiej edycji "Agenta". Wieczorem po kolei każdy z uczestników był zapraszany na krótką rozmowę z prowadzącym, a więc Marcinem Mellerem. Prawdopodobnie codziennie takie rozmowy się odbywały, ale tym razem uczestnicy byli nagrywani ukrytą kamerą. W pewnym momencie Marcin "musiał" natychmiast wyjść, za nim pozostali członkowie ekipy. Na stole pozostawał scenariusz "Agenta", zakładam, że fałszywy. Po co to wszystko? Ano żeby zobaczyć, kogo on skusi, kto zajrzy do środka.
   Asia była jako pierwsza. Kiedy wszyscy opuszczali pokój, wzięła do ręki scenariusz i... dała osobie z ekipy filmującej, by zabrała go ze sobą. Bała się, że pokusa by zajrzeć będzie zbyt silna. Kolejna osoba, Dorota, zajrzała do scenariusza, przejrzała kilka stron. Darek spojrzał na pierwszą stronę, potem zaś zauważył ukrytą kamerę... Może gdyby nie ten fakt, także dałby się skusić? Wszyscy, którzy byli już w pokoju ze scenariuszem, przechodzili następnie do innego pomieszczenia. Wszyscy do tego samego. Darek opowiedział Aśce i Dorocie, że zauważył kamerę...
   Bartek podobnie jak Darek spojrzał tylko na pierwszą stronę. Hanka także nie zdecydowała się na przejrzenie scenariusza. Mirek zaś nie miał żadnych skrupułów. Czytał zawzięcie, aż wreszcie, dostrzegł kamerę... Romek zaś jedynie zerknął na początek...
   Po co był ów test. Otóż miał on wskazać osobę, która w kolejnym zadaniu będzie najważniejsza i od niej będzie zależało, czy zadanie zostanie wykonane. Ci, którzy oglądali "Agenta", zapewne wiedzą, o jakie zadanie chodziło. Napiszę o nim wkrótce...
   W zagranicznych edycjach również dochodziło do podobnych testów. Oto szczegóły:
   Australia. Pamiętacie Najsłabsze ogniwo? Napisałem wówczas, że tylko jeśli uczestnicy, którzy odpadli z gry, albo też w trakcie przerwy nie zrobią czegoś, czego nie powinni, wygrają pieniądze. Tym czymś było właśnie przeglądanie leżącego scenariusza. Nikt się na szczęście nie skusił, więc pieniądze zostały zarobione. Miało to miejsce w 4 odcinku 3 edycji. 
   Podobnej pokusie poddani zostali uczestnicy 2 edycji. W siódmym odcinku w tym zadaniu grupa mogła zarobić, bądź też stracić pieniądze. Każda osoba, która nie zajrzała do scenariusza, zarabiała 5 tysięcy dolarów australijskich. Każda, która zajrzała, tyle samo traciła z puli nagród. Zadanie zakończyło się stosunkiem 3:2 dla zaglądających, co oznaczało, że z puli nagród ubyło im 5 tysięcy. Co ciekawe jednak, agent... nie zajrzał do scenariusza. Być może nie był uświadomiony, że powinien to zrobić?
   USA - Wspomniana sytuacja miała miejsce w pierwszej edycji, odcinek 4. W zasadzie nie wiem, w jakim celu pojawiła się ona w programie. Za zajrzenie nie groziła żadna kara, nie można też było nic wygrać. Być może był to tylko sprawdzian uczciwości i szczerości? Tak czy inaczej jedyną osobą, która skusiła się, by zajrzeć do środka, był... agent!
   Także w Belgii i Niemczech pojawiła się scena ze scenariuszem, nie było to jednak zadanie, w którym można było zarobić.