środa, 30 marca 2016

Wybieramy najlepsze momenty pierwszej edycji Agenta

Wiele osób czytających bloga zna i pamięta starsze edycja "Agenta". Proponuję więc, aby każdy z was napisał odpowiedzi na poniższe punkty (z uzasadnieniem). Wybierzemy w ten sposób najlepsze, najciekawsze i najpopularniejsze momenty. Na początek pierwsza edycja. Jeśli poniższe punkty będą cieszyć się popularnością i wiele osób prześle swoje odpowiedzi i przemyślenia, pojawią się w przyszłości kolejne tego typu wpisy i wybory.
Swoje typy z uzasadnieniem można przesyłać w komentarzach na blogu (komentarze nie będą publikowane, za to udzielone w nich odpowiedzi zostaną opublikowane w poście z wynikami) lub też poprzez prywatną wiadomość wysłaną na facebooku przez profil Mówimy NIE celebrytom w Agencie. Czas na przesyłanie odpowiedzi - do wtorku 5 kwietnia do godziny 23.59.
I jeszcze jedna prośba. Przy przesyłaniu odpowiedzi proszę o zaznaczenie, pod jakim pseudonimem, imieniem, imieniem i nazwiskiem, itp. mają zostać one opublikowane (dotyczy to zwłaszcza osób piszących komentarze anonimowo lub osób piszących na facebooku, które wolałyby zamiast imienia i nazwiska zamieścić odpowiedzi pod pseudonimem).
A oto pięć punktów/pytań, na które należy przesyłać odpowiedzi:
1) Wskaż trzy ulubione zadania (z krótkim uzasadnieniem) z pierwszej edycji.
2) Który uczestnik pierwszej edycji i dlaczego najbardziej pasował na agenta?
3) Wskaż trzy momenty z agenta, które najbardziej zapadły w pamięć i jeden moment, który był najzabawniejszy.
4) Wybierz najbardziej pamiętne słowa, które padły podczas odcinków pierwszej edycji.
5) Wskaż ulubionego uczestnika pierwszej edycji.
 

poniedziałek, 28 marca 2016

Słup na linach

Opisywane dziś w krótkiej formie zadanie było idealne do zepsucia przez agenta.
Zadanie pojawiło się w szóstym odcinku trzeciej edycji. Rozpoczęło się od nocnej pobudki, uczestnicy zdaje się musieli wstać o trzeciej w nocy, aby zmierzyć się z tym zadaniem. Chodziło o to, aby za pomocą sześciu lub siedmiu lin (nie pamiętam, czy każdy uczestnik miał swoją linę) utrzymać w pionie stojący duży słup (kształtem nieco przypominał ołówek). Jeśli przez dwie godziny słup zostałby utrzymany w pionie, grupa mogła zarobić pieniądze. Zadanie odbywało się w ciemności, dlatego też łatwo było je zepsuć. Agent mógł zrobić to w zasadzie w każdej chwili, jednak albo wolał odczekać, aż się grupa zdekoncentruje i zrobić to znienacka, albo liczył na to, że ktoś się zdrzemnie i zepsuje zadanie za niego. Możliwe również, że dostał instrukcje, że nie może zepsuć zadania zbyt wcześnie (po to, żeby nagrała się odpowiednia ilość materiału filmowego).
Przez długi czas udało się uczestnikom utrzymać słup w pionie, kiedy jednak do zakończenia zadania zostało ledwie dziesięć minut, słup zaczął się chwiać, aż wreszcie upadł na ziemię. Spędzone niemal dwie godziny w środku nocy na pilnowaniu słupa poszły na marne. Niestety nie wiem, ile było do wygrania, ale prawdopodobnie była to kwota 5-10 tysięcy złotych.
Zadanie pojawiło się też w dwóch innych zagranicznych edycjach. W Szwecji zadanie pojawiło się w dziewiątym odcinku trzeciej edycji. Różnica z polską wersją była taka, że tam uczestnicy musieli utrzymać słup w pionie przez trzy godziny, co im się ostatecznie udało. W Norwegii natomiast - podobnie jak w Szwecji - zadanie pojawiło się w 9 odcinku 3 edycji. Uczestnicy musieli się zmagać ze słupem przez cztery godziny, nie udało im się jednak utrzymać go w pionie przez wymagany czas. Około godzinę przed końcem wyznaczonego czasu jeden z uczestników spowodował jego upadek (nie był to agent).

niedziela, 27 marca 2016

Co z odpowiedziami?

Przedstawiam szczegóły związane z oczekiwaniem na odpowiedzi Mirka na zadane przez was pytania.
Jak już wspominałem wcześniej pytań wyszło dość sporo, ponad trzydzieści, nie powinno więc nikogo dziwić czas oczekiwania na odpowiedzi. Trzy tygodnie temu otrzymałem informację, że istnieje spora szansa, iż odpowiedzi na wszystkie pytania otrzymam do końca kolejnego tygodnia. Tak się nie stało, a na kolejne zapytanie, czy mogę się spodziewać, iż do świąt przesyłkę otrzymam, odpowiedzi nie otrzymałem. Biorąc jednak pod uwagę, że był to dość gorący okres przedświąteczny, pytań było sporo, a Mirek nie ukrywał, że ma mnóstwo zajęć, w ciemno można założyć, że najzwyczajniej w świecie brakowało mu czasu na udzielenie odpowiedzi na pytania. 
Pozostaje więc jedynie uzbroić się w cierpliwość i liczyć na to, że w najbliższych kilkunastu dniach przesyłka dotrze i będę mógł opublikować interesujące większość czytających bloga odpowiedzi. Gdy tylko będę wiedział coś więcej, natychmiast napiszę o tym na blogu oraz na profilu facebookowym Mówimy NIE celebrytom w Agencie

poniedziałek, 21 marca 2016

Krzesło elektryczne

Z tym zadaniem spotkałem się jedynie w wersji australijskiej, Pojawiło się ono w trzecim odcinku trzeciej edycji.
Grupa musiała wskazać największego twardziela spośród siebie. Gdy już takowego wybrali, został on przewieziony do tzw. sali tortur. Tam został przeszkolony przez aktora, jak realistycznie udawać ból. Następnie - już w trakcie zadania - został on przywiązany do krzesła elektrycznego, na którym miał wykonywać swoje zadanie: przekonać pozostałych, że bardzo cierpi i by inni zrezygnowali z dalszego wykonywania zadania i uwolnili go.
Na czym polegała część zadania przeznaczona dla pozostałych uczestników? Otóż mieli oni odpowiadać na pytania. Zostali poinstruowani, że za każdą ich błędną odpowiedź siedzący na krześle będzie rażony prądem, przy czym każdy kolejny błąd powodować miał zwiększenie napięcia. Aby uwiarygodnić prawdziwość tego, co czeka "twardziela", dwóch innych uczestników było na ochotnika rażone prądem, żeby wiedzieli, ile są w stanie wytrzymać i mieli jakieś pojęcie, co będzie czuć osoba siedząca na krześle przy każdej kolejnej wartości.
Grupa miała odpowiedzieć na 20 pytań. Na odpowiedź mieli maksymalnie 10 sekund. Niezależnie od tego, czy będą podawać złe czy dobre odpowiedzi, jeśli wszystkie pytania zostałyby zadane, grupa wygrałaby 5 tysięcy dolarów australijskich. Zadanie było jednak sprawdzianem ich charakterów - czy pozwolą cierpieć koledze, czy też jednak zrezygnują z pieniędzy na rzecz jego uwolnienia. Grupa kolegę siedzącego na krześle mogła obserwować na monitorze.
Już na pierwsze pytanie grupa udzieliła złej odpowiedzi, z kolejnych siedmiu źle odpowiadają na aż pięć. Kolejne dwa i znów błędne odpowiedzi, po czym grupa zlitowała się nad biedakiem siedzącym na krześle i kazała go uwolnić. Wówczas dopiero dowiedzieli się, że zostali wprowadzeni w błąd, że nie był on wcale rażony prądem, a jego reakcje były udawane. Dzięki temu, że grupa zrezygnowała z dalszego wykonywania zadania, siedzący na krześle otrzymał tzw. "zielone piórko". Agent był w grupie odpowiadającej na pytania.

czwartek, 17 marca 2016

Kim są widzowie Agenta-Gwiazdy?

Do napisania tego tekstu skłonił mnie jeden z komentarzy zamieszczonych pod wpisem: "Polski widz obejrzy wszystko".
Komentarz brzmi: "Jak Ci ten program się nie podoba to po prostu go nie oglądaj i skończ te hejty, że beznadziejny itp! Dla mnie jest on super i zawsze z niecierpliwością czekam na nowy odcinek. Uszanuj to, że komuś ten program może się zwyczajnie podobać zamiast nazywać każdego kto go ogląda głupim, który ogląda każdy gniot."
We wspomnianym wpisie nie użyłem słów, że oglądający ten program są głupi. Gdy o tym napisałem w odpowiedzi, w kolejnym wpisie mogłem przeczytać: "obejrzą każdy gniot" to mówi samo za siebie. Czyli innymi słowy komentująca osoba uznała, że sformułowanie "obejrzą każdy gniot" jest równoznaczne ze sformułowaniem "są głupi". Na jakiej podstawie? Wie chyba tylko sama zainteresowana osoba. 
1) Zamieszczam wyjaśnienie, dlaczego uważam, że wielu telewidzów udowodniło, że obejrzy każdy gniot. Otóż wystarczy że przytoczę fragmenty wcześniejszych wpisów, w których to informowałem o niedoróbkach, wręcz popsuciu programu. Nie mam tu na myśli prowadzącej ani nawet wpychaniu wszędzie celebrytów. Mam tu na myśli fatalny montaż (zwłaszcza w pierwszym odcinku), marginalizowanie zadań na rzecz "gadaniny" celebrytów, zupełny brak emocji i widoczne niemal na każdym kroku "granie według scenariusza" przez gwiazdki. Każdy średnio zorientowany w telewizyjnych sztuczkach telewidz zauważył lub zauważyć powinien, że kłótnie czy niektóre zachowania, które niby były naturalne, były tak słabo udawane, że "Ukryta prawda" na tym tle to mistrzostwo świata. Jeśli fatalnie zrealizowany program nie przeszkadza telewidzom, oznacza to, że obejrzą każdy gniot. Nie dlatego, że są głupi (bo nie są), ale dlatego, że stali się w ciągu ostatnich lat mało wymagający wobec stacji telewizyjnych, część jest wręcz bezkrytyczna. Świadczy właśnie o tym obecna wersja fajnego programu i zachwyty części osób. Telewidzowie mają minimalne wymagania, to i telewizje słabo się starają, by dopracować programy i w swej bylejakości pogrążają się coraz bardziej. A co ciekawe, im bardziej stacje TV pogrążają się w bylejakości, tym mniej wymagający stają się telewidzowie.
2) Kto ogląda "Agenta-gwiazdy"? Jest kilka grup:
a) Nastolatki, które piszczą na widok swoich idoli, typu Szpak czy inny Sieradzky (co nie powinno nikogo dziwić).
b) Osoby, które nie znają starych edycji Agenta i nie mają porównania do tego, co było kiedyś
c) Osoby pamiętające poprzednie edycje "Agenta" i oglądający obecnie nadawany program z sentymentu do przeszłości.
Myślę, ze te grupy stanowią 2/3 lub 3/4 całej widowni. A pozostali? Właśnie pozostali są dla mnie największą zagadką. To ci, którzy przynajmniej w części znają poprzednie edycje i są zachwyceni obecną edycją. Chętnie przeczytałbym szerokie uzasadnienie kogoś z tego grona - dlaczego ten ktoś uważa, że program jest wg niego super - składające się z kilku punktów.
3) A na koniec taka zagwozdka... Jak to jest, że ludzie, którzy twierdzą, że program jest super, starają się zabronić innym, krytycznie nastawionym do obecnej wersji programu, pisania i mówienia, co o nim myślą? W przytoczonym na początku komentarzu osoba komentująca oczekuje, że uszanuję, iż są ludzie, którzy kochają współczesną wersję "Agenta". Szanuję. Ale oczekuję również szacunku dla mnie i innych osób, które do programu są krytycznie nastawieni. Każdy ma prawo do swojej opinii.

środa, 16 marca 2016

Spotkanie z bliskimi

To nie było zadanie, to była gra o możliwość spotkania się z bliską osobą. Pojawiła się ona w pierwszej i drugiej edycji.
Edycja pierwsza, siódmy odcinek. Marcin kazał najpierw wszystkim zawiązać sobie oczy. Uczestnicy byli pełni obaw, że za chwilę zaprowadzi on ich gdzieś w miejsce pełne robaków, pająków lub innych węży. Prowadzący zaprowadził ich jednak na most i pozwolił zdjąć chustki. Pokazał im bliskich, którzy przyjechali (mąż Izy, syn Jerzego, dziewczyna Kuby, mama Remka, koleżanka Liwii i kolega Agnieszki) i rzekł, że mogą spędzić z nimi resztę dnia, o ile wykonają zadanie - każdy odpowie na 3 z czterech zadanych pytań. Pytania dotyczyły właśnie tych bliskich:
Jerzy: Jaka jest ulubiona potrawa Nikodema? (obydwaj: pierogi ruskie) Co najchętniej robi Nikodem, kiedy ma wolny czas? (obydwaj: ogląda telewizję)? Jaki rozmiar buta ma Nikodem? (Jerzy: 9, Nikodem: 8) Jaki jest ulubiony kolor Nikodema? (obydwaj: czarny)
Liwia: Jakie jest największe marzenie Joli? (Jola: Szczęśliwa rodzina; Liwia: znaleźć pracę) Jaki jest rozmiar buta Joli? (Liwia: 36/37, Jola: 38) Jaka jest ulubiona potrawa Joli? (Jola: kurczak, Liwia: bigos)? Ulubiony kolor Joli (obydwie: czarny)
Kuba: Jaki jest rozmiar buta Magdy? (obydwoje powiedzieli, że 40) O czym najbardziej marzy Magda? (Magda: podróże, Kuba: wyjazd do Francji, co zostało uznane) Czego najbardziej boi się Magda? (Magda: śmierci i choroby bliskich, Kuba: psów) Ulubiona potrawa Magdy? (Kuba błędnie powiedział: zupa pomidorowa, nie została podana prawidłowa odpowiedź)
Agnieszka: Co lubi robić Piotr w wolnym czasie? (obydwoje: jeździć konno) Jaki jest ulubiony kolor Piotrka? (obydwoje: niebieski) Jaki rozmiar buta ma Piotr? (Agnieszka: 45, Piotr: 43) Ulubiona potrawa Piotra? (obydwoje: kluski)
Remek: Jaki jest ulubiony kolor twojej mamy? (obydwoje: zielony) Co najbardziej lubi jeść twoja mama? (Remek: Kluski ze śmietaną, mama: bigos) Co twoja mama lubi robić w wolnych chwilach? (obydwoje: oglądać TVN/seriale) Jakie jest największe marzenie mamy? (obydwoje: by Remek spełnił jej oczekiwania)
Iza: Jakie jest największe marzenie Marka? (Marek: otworzyć ośrodek tenisowy, Iza: żebym mu wybaczyła) Co robi Marek w wolnych chwilach? (obydwoje: gra w tenisa) Jaki jest rozmiar buta Marka? (obydwoje: 10,5) Jaki jest ulubiony kolor Marka? (Obydwoje: niebieski)
Już po dwóch pytaniach szansę na zobaczenie koleżanki straciła Liwia, jako drugi możliwość tę stracił Kuba, który klęczał i mocno przeżywał fakt, iż stoi przed nim jego ukochana, a on nie może się z nią spotkać, porozmawiać... Marcin przedstawił jednak szczęśliwej czwórce, która odpowiedziała na 3 pytania propozycję. Mogą oni "załatwić" spotkanie z bliską osobą pozostałej dwójce, pod warunkiem jednak, że zapłacą za każdą z nich po 10 tysięcy złotych z puli nagród. Grupa zgodziła się i w ten sposób stan konta uszczuplił się o 20 tysięcy złotych.
Po raz drugi podobna sytuacja miała miejsce w siódmym odcinku drugiej edycji. Hanka, wskazana przez grupę, miała za zadanie dopasować do każdego uczestnika zdjęcie bliskiej mu osoby. Przy każdej osobie miała do wyboru dwa zdjęcia. Hanka prawidłowo oczywiście wskazała swojego bliskiego, poprawnie wybrała też bliskich Doroty, Mirka, Romka i Aśki, pomyliła się tylko przy wyborze żony Bartka. Każdy poprawny wybór oznaczał możliwość spotkania się z bliską osobą wskazanego uczestnika. Prowadzący program, podobnie jak w poprzedniej edycji, zaproponował grupie, by "wykupiła" mu możliwość spotkania z żoną (koszt 30 tysięcy złotych), piątka uczestników nie zdecydowała się jednak na taką opcję, argumentując to tym, że sam Bartek wcześniej mówił, że on nie chciałby w takiej sytuacji, by płacono za niego, przewidując, że taka możliwość w którymś momencie w Agencie może mieć miejsce. Bartek miał później lekki żal do pozostałych uczestników.
W trzeciej edycji nie było możliwości spotkania z bliskimi, za to w trzecim odcinku uczestnicy, którzy wykonywali zadanie "lot na samolocie" mieli możliwość za wykonane zadanie jako nagrodę dodatkową zadzwonić do domu.
Holandia - zadanie pojawiło się w siódmym odcinku trzeciej edycji. Grupa znalazła sześć wypowiedzi bliskich im osób, po jednej wypowiedzianej przez każdego bliskiego. Zadaniem uczestników było wytypować, która wypowiedź jest o nich. Dodatkowo za poprawne typy (wszystkie) mogli wygrać 5 tysięcy euro. Zaledwie dwie osoby poprawnie wskazały wypowiedź o sobie, pozostali jednak również spotkali się z bliskimi, co kosztowało grupę 12 tysięcy euro (po 3 tysiące za osobę). Zdaje się, że to sami uczestnicy, którzy nie wykonali zadania, decydowali, czy chcą poświęcić te pieniądze (każdy indywidualnie decydował o sobie).
O innych podobnych zadaniach i spotkaniach z bliskimi w zagranicznych edycjach innym razem.

czwartek, 10 marca 2016

Polski widz obejrzy wszystko...

Znane są już wyniki oglądalności trzech pierwszych odcinków programu "Agent-gwiazdy".
Średnio wynosi ona 1,9 miliona, a to oznacza, że musimy zapomnieć o tym, że program ulegnie poprawie i że zrobiony zostanie program z zwykłymi ludźmi. Muszę tez ze smutkiem przyznać, że jeśli ludziom nie przeszkadza tak fatalnie zrealizowany program (tak zepsuć świetny pomysł potrafi chyba tylko TVN), to znaczy, że obejrzą każdy gniot. No chyba że poprowadzi go Sablewska, która chyba popularnością się nie cieszy....
Cóż, przygotujmy się do tego, że za pół roku lub rok nastąpi dalsze psucie Agenta i kolejny występ pseudo gwiazd, Link do newsa o oglądalności: Oglądalność Agenta-Gwiazdy.

wtorek, 8 marca 2016

Na życzenie: Opinia po trzecim odcinku

Posłuchałem sugestii jednego z komentatorów na facebooku (i blogu). Obejrzałem 3 odcinek. I napiszę swoje odczucia.
Na początek - są elementy, o które nawet nie podejrzewałem, że mogą zostać usunięte lub zepsute, a jednak ich nie ma. Takim elementem jest choćby krótka "gadka" prowadzącego na początku odcinka, będąca świetnym wprowadzeniem do programu. Kolejny element - przedstawienie uczestników. Pomijając fakt wizualny (każdy lubi coś innego i wielu osobom może się podobać) - brakuje tu podstawowego elementu ułatwiającego śledzenie program. A więc zaznaczanie, kto już odpadł z programu. W starych edycjach taki uczestnik bywał przekreślony czerwonym krzyżykiem, tu nie ma czegoś takiego. 
Nie spodziewałem się też, że ktoś może wpaść na pomysł, by przerywać "treść zadania" wygłaszanego przez prowadzącą wypowiedziami uczestników, które nie są dopytywaniem o szczegóły, tylko nagrane jakiś czas później. Czy chodzi o to, by utrudnić widzowi załapanie, o co w zadaniu chodzi? 
Po tym odcinku mam jedną podstawową refleksję, którą zresztą miałem już po pierwszym odcinku. Program jest totalnie przegadany. Proporcje między zadaniami a wypowiedziami są zachwiane do tego stopnia, że w zasadzie zamieniono je miejscami. To znaczy wypowiedzi jest dwa razy więcej niż zadania, a przecież nie one są istotą programu, tym bardziej, że zazwyczaj odnosi się przy nich wrażenie, że wypowiadający je osoby mają wszystko w głębokim poważaniu i mówią to zupełnie "sucho", jakby czytali coś z tabliczki umieszczonej za kamerą...
Cały czas twierdzę, że kompletnie schrzaniony jest montaż i realizacja. Przejawem amatorszczyzny jest fakt, że w niektórych momentach wypowiedzi z dwóch różnych ujęć (czyli z teraźniejszości i przyszłości - z momentu wykonywania zadania i późniejszych nagrań) nachodzą na siebie. O zupełnie niepotrzebnych częstych "skokach" już pisałem wcześniej. No i jeszcze jedno nowe wrażenie. Budżet programu musi być niezwykle skromny, albo też jego spora część poszła na wynagrodzenie dla celebrytów, skoro zadania są tak mało "warte". Pamiętacie trzecią edycję i zejście z tamy? Podobne zadanie do dzisiejszego. Tam jednak warte było bodaj 30 tysięcy. Tu raptem 6 tysięcy z możliwością zwiększenia o kolejne 6... Nie zdziwiłbym się, gdyby te "ryzykowne decyzje" podejmowane niby przez uczestników także były wyreżyserowane - żeby przeznaczonych na program pieniędzy wystarczyło...
Gdybym nie czytał komentarzy, według mnie brzmiących dość wiarygodnie, kto jest Agentem, po dzisiejszym odcinku stwierdziłbym, że jest nim Sieradzky. Co do eliminacji - przed ogłoszeniem werdyktu napisałem imię osoby, która odpadnie wg informacji dostępnych w internecie. Odpaść miała Kamila. I odpadła. Jestem w szoku.... To oczywiście żart.
Podsumowując, choć w porównaniu z pierwszym odcinkiem ten wypadł nieco lepiej, nawet w dwóch przypadkach przez moment można było uwierzyć w prawdziwość emocji (Mrozowska i Jabłczyńska). Moja opinia o programie jest jednak wciąż taka sama jak była. Lada chwila pojawi się informacja o oglądalności z trzech pierwszych odcinków. Marzę o takich wynikach: 1 odcinek - 2,5 miliona, 2 odcinek - 1 milion, 3 odcinek - 800 tysięcy... Dlaczego? Bo to byłby sygnał dla TVN, że program miał potencjał, ale został spieprzony. Choć znając Miszczaka i Czaję to i tak winą obarczą format... Na pewno tak zrobią, jeśli oglądalność od początku nie przekracza miliona. Za to jeśli utrzymuje się na poziomie 2-3 milionów - czekają nas niestety kolejne gnioty z celebrytami.... Oczywiście nie omieszkam napisać o oglądalności, jeśli tylko wpadnie mi "w ręce".

Głuchy telefon

Tytuł zadania to mój autorski pomysł. Nie pojawiło się ono w Polsce, opiszę więc je na przykładzie edycji australijskiej, gdzie pojawiło się w piątym odcinku czwartej edycji.
Początek był jak zwykle niewinny. Sześć z siedmiu osób pozostałych w grze musiało podzielić się na trzy grupy dwuosobowe, każda z nich udawała się na posiłek do innej restauracji, każdej też przypadała inna część zadania. Siódma osoba została z osobą prowadzącą program.
Zadanie polegało na przekazaniu, niczym w głuchym telefonie trzech słów od pierwszego uczestnika (który był z prowadzącym) przez wszystkie grupy tak, by ostatnia grupa prawidłowo odgadła, o jakie słowo chodzi. Osoba, która została z prowadzącym opisywała słowa poprzez sms wysyłany do pierwszej grupy (w niej był agent). Owa grupa musiała odgadnąć słowo, a następnie przez telefon opisać je drugiej grupie. Opisując je mogli używać chyba tylko figur geometrycznych. Druga grupa miała za zadanie słowo odgadnąć, narysować obrazek przedstawiający je (używając wskazanych figur geometrycznych), a następnie faksem przesłać do trzeciej grupy. Zadaniem ostatniej grupy było jedynie odgadnięcie, o jakie słowo chodzi. Za każdą poprawną odpowiedź trzeciej grupy wygrywali 2 tysiące dolarów australijskich. Czas na przekazanie informacji i odgadnięcie każdego ze słów wynosił 15 minut.
Pierwsze słowo do odgadnięcia - spadochron. Sms brzmiał mniej więcej: "Rzecz, która cię utrzymuje w powietrzu, kiedy wyskoczysz z samolotu". Agent co prawda próbował namieszać ze słowem, ale ostatecznie zgodził się z drugim uczestnikiem, że chodzi o spadochron. Próba przekazania za pomocą figur geometrycznych, o jakie słowo chodzi zakończyła się już jednak niepowodzeniem. Druga grupa co prawda jakiś obrazek narysowała, ale nie za bardzo wiedziała, o co może chodzić. Trzecia grupa, do której trafił obrazek, również nie miała pojęcia, co to jest, obrazek przypominał im... kota i takiej odpowiedzi udzielili...
Drugie słowo do odgadnięcia - motocykl. Sms brzmiał mniej więcej tak: "Jednym z nich jest Harley. jeździliśmy nim podczas jednego z zadań". Tym razem grupa używająca figur geometrycznych opisywała słowo tak długo, że zanim ich koledzy narysowali to co trzeba i wysłali faks, czas minął. Do przechwycenia faksu zabrakło raptem bodaj kilkunastu sekund....
Trzecie słowo - helikopter. Fragment treści sms-a brzmiał: "Ma śmigło". Grupa pierwsza znów poprawnie odgadła, o co chodzi, starała się opisać słowo, ale ostatniej grupie rysunek wykonany przez kolegów z grupy nr 2 nie przypominał helikoptera. Strzelali, że to jest katamaran. 
Z trzech słów nie udało się odgadnąć żadnego, grupa nie zarobiła więc żadnych pieniędzy.
Zadanie w nieco zmienionej formie pojawiło się także w USA.
Zadanie w USA pojawiło się w czwartej edycji, w czwartym odcinku. Tu również odbywał się podział na grupy. Jedna z grup musiała opisać obrazy (w rozumieniu: dzieła sztuki), które widziała, druga je namalować (palcami), trzecia (jednoosobowa) dopasować do odpowiedniego obrazu wiszącego w galerii. Do wygrania 20 tysięcy dolarów. Czas na dopasowanie - 6 minut. Dopasowującemu obrazy nie udało się zrobić tego poprawnie, grupa nie wygrała więc pieniędzy. Agent był w grupie malującej.

środa, 2 marca 2016

Opinia o Agencie

Poniżej znajdziecie opinię napisaną przez Kamila Lipińskiego po pierwszym odcinku "Agenta". Zamieszczam ją za jego zgodą, ze względu na to, że nie wszyscy czytający bloga zaglądają na facebooka.
Zanim jednak opinia - kilka słów dotyczących wczorajszego odcinka. Nie przełamałem się, nie obejrzałem (poza drobnymi urywkami), ale telewizor grał za plecami podczas jego emisji, bo jeden z członków mojej rodziny oglądał. Obejrzałem się trzy razy i zauważyłem kolejne dwa elementy, które są co najmniej śmieszne:
1) Podczas przedstawiania pierwszego zadania przez Rusin, a więc w trakcie wyjaśniania, co mają zrobić, przerwano to wyjaśnienie aż trzy razy, wtrącając wypowiedzi uczestników.
2) Coś, o czym już chyba wszyscy wiedzą, a więc Maślak po tym, jak odpadł z programu i wyszedł, w kolejnych ujęciach nadal jest widoczny na krześle...
*     *     *
A oto wspomniana na wstępie opinia - pisownia oryginalna, bez żadnych poprawek
Obejrzałem z uwagą pierwszy odcinek Agenta z gwiazdami. Mój wniosek: Matko Boska, co to do cholery jasnej było ? Poniżej wyjaśniam mój wniosek.
Zaznaczę, że bardzo dobrze znane są mi poprzednie trzy sezony Agenta z lat 2000-2002, szczególnie dwie pierwsze edycje. Jestem wielkim fanem tamtych edycji Agenta. Oprócz tego oglądałem wszystkie 5 sezonów edycji Amerykańskiej oraz 4 sezony edycji Australijskiej. 
Pragnąłem powrotu Agenta, rzecz jasna po to, by samemu się do niego zgłosić, albo chociaż spróbować się dostać do programu. Gdy oglądałem tamte 3 edycje, byłem na przełomie podstawówki i gimnazjum. Niesamowite wrażenie to na mnie robiło. Tak samo było kilka lat później, gdy dzięki internetowi powróciłem do tamtych czasów. Przez lata wyczekiwałem na powrót Agenta, ale kiedy dowiedziałem się że teraz będzie to edycja z celebrytami, powiedzenie że "poczułem, jakbym dostał plaskacza w twarz" byłoby bardzo delikatnie ujęte. Przeczuwałem, że to będzie mocno zerżnięte z zagranicznego kontentu, bo dzisiejsza telewizja w naszym kraju bardzo lubi to robić. Dawny Agent wiadomo iż był na zagranicznej licencji i kto oglądał zagraniczne edycje ten wie, że część zadań z dawnego naszego Agenta były takie same lub podobne do tych zagranicznych; ale dawny Agent bronił się tym, że generował emocje i nie tylko dlatego że był jednym z pierwszych reality show w naszej polskiej TV. Czuć było, że producenci starają się wyciągnąć z tego emocje, ponadto dbali też o takie detale, jak choćby muzyka, która też kierowała ludzi na odpowiedni rodzaj emocji; muzyka tuż po wyciągnięciu czerwonego piórka - mistrzostwo świata.
Program się zaczyna i już przy przedstawianiu uczestników wyczuwam straszną kalkę z 5 sezonu edycji USA. Ale może to tylko mnie się tak wydaje, pomińmy ten punkt. Nie podobało mi się to, że w trakcie wydarzeń zawodnicy komentowali na bieżąco w jakiś studio czy gdziekolwiek oni byli. Samo komentowanie jak najbardziej spoko, było to też w tych poprzednich edycjach i do tego nie mam zastrzeżeń. Problem w tym jest taki że - pomijając już nawet to, że to kolejne zżynanie z zagranicznej wersji - w taki sposób wyglądało to tak, jakbyśmy oglądali serial paradokumentalny typu "dlaczego ja?" i tym podobne. Komentarze zawodników powinny być jedynie w tle w wersji audio, a jeżeli już miało to być w taki sposób jaki to było, moim zdaniem powinno to już być po zadaniu. Parę minut później blogerka modowa, jeżeli dobrze pamiętam że właśnie ona, mówi że kilkoro uczestników zna prywatnie, a kilkoro nie. Tutaj wychodzi idiotyzm, jakim jest w ogóle robienie Agenta z celebrytami. Jeżeli zna kilka osób prywatnie, może sobie w trakcie tej wyprawy kalkulować te osoby, ich zachowanie, ich postępowanie. W dawnym Agencie podstawowym fundamentem było to, że uczestnicy się nie znali, aby nikt nie miał nad nikim przewagi, ponieważ w takim programie jak ten, psychologia odgrywa w zasadzie najważniejsza rolę, bo chodzi o zdemaskowanie Agenta i granie własnymi emocjami, by zmylić przeciwników. W dzisiejszym gwiazdoagencie jedna osoba zna prywatnie kilkoro uczestników, a inny uczestnik może akurat nie znać nikogo. Od początku mamy więc nierówną walkę.
Zadania same w sobie ogólnie były spoko, choć to drugie miało dwie poważne skazy. Po pierwsze: kompletnie spartolona została kwestia sprzedania ludziom emocji w zadaniu z bungee. Zadanie ze skakaniem pojawiało się w poprzednich edycjach i tam czuć było ten strach, szczególnie w sezonie numer 2. Tutaj podejrzewam że bardziej z winy montażowej, ale dostarczenie widzom (albo przynajmniej mnie) emocji było bardzo śladowe. Po drugie: dziwi mnie, że w tym zadaniu z bungee chodziło jedynie o immunitet (słowotwórstwo tutejsze to kolejne zerżnięcie z zagranicy), a nie było żadnej kasy. W tym momencie Agent ma za przeproszeniem wyjebane na to co będzie, bo nie ma co psuć, bo on/ona i tak przechodzi, a uczestników jest tak dużo, że wykryć tutaj kto jest Agentem to czyste chybił trafił zarówno dla widzów, jak i zawodników. Do tego też dodam, że strasznie przesadzone było to, że aż 9 (!) osób było bezpiecznych od eliminacji w pierwszym podejściu. I co sobie teraz ma pomyśleć pierwszy wyeliminowany, który o pozostanie walczył jedynie z 4 innymi osobami ? Emotikon grin
W drugim sezonie edycji Amerykańskiej przesadzali z immunitetami, ale niestety tutaj to przegięcie zostało po całości przebite Emotikon grin
Moment eliminacji - w dawnych edycjach jeden z lepszych momentów, a dla niektórych pewnie i najlepszy. Tutaj całkowicie, bezkonkurencyjnie najgorsze, co ma w sobie ta edycja. Aż nie wiem, czy się śmiać czy płakać, że coś, co było tak wspaniałe kiedyś, dzisiaj stało się tak wielkim chłamem.
Kilka dni temu pisałem na którymś fanpage'u Agenta, że jak nie będzie piórek, to umrę ze śmiechu. No i tak było, nie ma piórek, ale nie tylko dlatego to jest takie katastrofalne. Piórka były chyba tylko w naszej edycji; nie jestem pewien, ale na pewno polski Agent był w ogromnej mniejszości z piórkami jako określenie kto zostaje, a kto wypada. W zagranicznych edycjach prowadzący wpisywał na laptopie imię uczestnika, a na ekranie pokazywał się zielony lub czerwony obraz. Gdyby tak było tutaj, to jeszcze jakoś bym przełknął, mimo mojego żalu z rezygnacji piórek. Ale to, jak to wyglądało tutaj - przepraszam że to piszę, ale który idiota to wymyślił ? Mały zielony lub czerwony odcisk palca to jakiś ponury żart. Pani Kinga Rusin nie powinna również odzywać się podczas gdy waży się los danego zawodnika (jedynie wywoływać jego imię). Dokłada w ten sposób swój kopniak w zabicie emocji przy eliminacji.
Do samych zawodników nic nie mam. Mogę im pogratulować, że przeżywali ten wyjątkowy czas w swoim życiu. Wierzę w to, że osoba która jest agentem, dobrze wypełni swoją rolę.
Po prostu sposób prowadzenia programu jest za przeproszeniem do dupy i jeżeli w pozostałych odcinkach będzie to szło podobnymi torami, to nie pozostaje mi stwierdzić nic innego, jak to że ten sezon to fatalne nieporozumienie. Inny dobór uczestników, inny prowadzący, inny lektor, inna muzyka, inny efekt montażowy jaki oglądamy - każdy z tych punktów jest niestety mocnym krokiem w tył.
Gdyby to był pierwszy w ogóle, inauguracyjny sezon Agenta, nie oceniałbym tego aż tak źle. Kwestia jest taka, że mam porównanie do tego, co było kiedyś i dlatego też, przez to porównanie, stwierdzam że ten dzisiejszy Agent to kompromitacja.
Widziałem na youtubie na kanale pudelektv, jak pan Dyrektor programowy TVN, Edward Miszczak, uznał, że wersja z udziałem celebrytów będzie ciekawsza, że będzie więcej emocji. Po tym co dzisiaj widziałem i jak to przyrównam do tamtych edycji, z całą stanowczością stwierdzam, że "g*wno prawda". Zadanie z mostem i eliminacja pokazały to dobitnie, że jest zupełnie odwrotnie. Mógłbym do tego argumentu dołożyć przykłady kilku uczestników z tamtych edycji, ale chyba już wystarczająco skopałem leżącego.... który sam się zresztą o to prosił Emotikon smile
Więc taki właśnie jest mój końcowy wniosek, co do obecnego programu Agent: Matko boska, co to do cholery jasne było ?
Totalna kompromitacja TVNu.

wtorek, 1 marca 2016

Test winny

Zadanie opisywane dziś pojawiło się w pierwszej edycji w pierwszym odcinku. 
Pierwszy dzień pobytu we Francji, wieczór. Marcin Meller poprosił wówczas, aby grupa wskazała spośród siebie dwie osoby, które odznaczają się dobrym smakiem. Nie wyjaśnił oczywiście, po co ten wybór. Grupa też nie miała pojęcia, wszak działo się to przed pierwszym zadaniem w historii Agenta, nie wiedzieli więc, że podział na podgrupy w programie będzie normą.
Uczestnicy wybrali spośród siebie Jerzego i Liwię. Wspomniana dwójka około 4.15 została obudzona przez prowadzącego Marcina Mellera, który dał im kilka minut na przygotowanie się do drogi. Wybrańcy byli mocno zaspani, wszak spać poszli niespełna trzy godziny wcześniej. Jerzy i Liwia zostali zaprowadzeni do samochodu, a następnie zostały im zawiązane oczy, by niczego po drodze nie widzieli. Zostali wywiezieni w nieznane, gdzie mogli kontynuować wypoczynek. Mogli też skorzystać z win, które znajdowały się w pomieszczeniu.
Rankiem rozpoczęło się przygotowanie do zadania. Liwia i Jerzy wiedzieli tylko tyle, że muszą być uważni i muszą zapamiętać tyle, ile się tylko da. Cały dzień przebywali w winnicy, byli po niej oprowadzani przez właściciela i próbowali różnych win. Właściciel uczył ich też, jak należy prawidłowo "testować" smak wina, zwracać uwagę na wygląd, itp.
Właściwe zadanie rozpoczęło się wieczorem. Na stole stały cztery butelki wina, a zadaniem Liwii i Jerzego było w ciągu piętnastu minut wskazać wino, którego nie próbowali przez cały dzień pobytu w winnicy. Mogli je próbować, patrzeć na kolor, itp. Do wygrania było pięć tysięcy złotych. Liwia i Jerzy po kilku próbach i wygłoszeniu różnego rodzaju zbędnych kwestii (rozbawił mnie Jerzy, który uparcie chciał wskazać, które wino jest najstarsze) wytypowali butelkę. Okazało się, że dokonali słusznego wyboru, dzięki czemu grupa zarobiła pieniądze.
Zadanie pojawiło się także w kilku zagranicznych edycjach programu. Oto krótkie informacje:
Australia. Zadanie pojawiło się w trzecim odcinku pierwszej edycji i nieco różniło się od naszego zadania. Otóż uczestnicy byli podzieleni na trzy grupy, każdy zapoznawał się z produkcją innego produktu - wina, piwa i sera, a następnie każda grupa miała za zadanie wskazać produkt, z którym nie zetknęła się w ciągu całego dnia (do wyboru były trzy produkty). Wszystkie grupy poprawnie wytypowały produkty i w efekcie uczestnicy wygrali 10 tysięcy dolarów australijskich. Agent był w grupie próbującej wina.
Wielka Brytania. Zadanie pojawiło się w trzecim odcinku pierwszej edycji i przypominało to z Australii. Również był podział na grupy, również jedna z grup zajmowała się serami, a druga winem. Zadaniem trzeciej było jednak zapoznanie się z sposobem przyrządzania jakiejś potrawy, bodaj z łososia. Tradycyjnie w późniejszym czasie dwie grupy miały rozpoznać wino i ser, z którymi nie zetknęli się w trakcie dnia (do wyboru trzy gatunki), z kolei trzecia grupa miała uszeregować składniki dania w kolejności ich dodawania. Aby wygrać 5 tysięcy funtów wystarczyło, że dwie grupy poprawnie wykonają swoją część zadania. Niestety, tylko grupa serowa poprawnie wskazała odpowiedni ser. Agent był w grupie zajmującej się winem.
Belgia. Zadanie pojawiło się w pierwszym odcinku pierwszej edycji. Zadanie było niemal identyczne jak u nas. Jedyna różnica - odpowiednie wino należało wybrać nie z czterech, a z sześciu butelek. Dwójka, która wykonywała zadanie, dokonała złego wyboru, nie udało się więc wygrać 50 tysięcy franków belgijskich. Agent nie wykonywał tego zadania.
Zadanie pojawiło się też w jednej z edycji hiszpańskojęzycznych i nie zostało wykonane.