czwartek, 24 grudnia 2015

Życzenia świąteczne

Wszystkim miłośnikom "Agenta" życzę radosnych, rodzinnych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia oraz by w nowym roku nasze życzenia odnośnie nowej edycji programu i udziału w nich zwykłych ludzi zostały spełnione.
Pracownikom TVN życzę natomiast, by święta skłoniły ich do przemyśleń i refleksji i by zaczęli słuchać głosu widzów i to dla nich zaczęli robić wszelkie programy.

wtorek, 22 grudnia 2015

Spacer na linie po... francusku

   Dziś w ramach odpoczynku od TVN-owskiej bezmyślności przedstawiam kolejne zadanie z "Agenta". Z tym zadaniem zetknąłem się, póki co, jedynie w wersji francuskiej.
   Pierwszym zadaniem uczestników było dobranie się w pary. Następnie grupa znalazła się w pewnym miejscu (zdaje się, że jakiś górski, skalisty teren), który przywodził na myśl znane nam zadanie z pulsometrem. Przepaść, rozwieszone nad nią liny... Byłem wręcz przekonany, iż to zadanie czeka Francuzów. Tylko po co te pary?
   Pierwsze zastanowienie przyszło, gdy okazało się, że z każdej pary jedna osoba musi udać się z jednej strony wiszących lin, druga zaś z drugiej... Nie pojawił się też pulsometr, bo i w tym zadaniu potrzebny nie był. Reguły były następujące - każdy z uczestników musiał przejść mniej więcej do połowy liny (na środku był mały, ok. dwu lub trzymetrowy plac, który oddzielał zbliżających się do siebie zawodników. Na ten fragment liny nie można było wejść. Jeden z uczestników niósł ze sobą pałeczkę przypominającą tę, jaką przekazują sobie sztafety. W połowie drogi przekazywał osobie, która nadeszła z drugiej strony. Musiał to zrobić tak, by owa pałeczka nie spadła w przepaść. Po przekazaniu (lub upuszczeniu) pałeczki obydwaj uczestnicy wracali do miejsca, z którego przyszli i oczywiście przez całą drogą pałeczki nie można było wypuścić.
   Jak wyglądała kwestia zarabiania? Otóż pierwsza para mogła zarobić 500 euro, każda następna zaś tę kwotę mogła podwoić. Maksymalnie więc, gdyby wszyscy wykonali zadanie, można było wygrać 8 tysięcy euro. Upuszczenie pałeczki powodowało wyzerowanie zarobionych w tym zadaniu pieniędzy (przechodziły one na konto agenta). Pierwsze dwie pary wykonały zadanie, trzecia para jednak nie poradziła sobie, osoba przekazująca upuściła pałeczkę w przepaść, pieniądze przeszły więc na konto "Agenta", który maksymalnie mógł w tym zadaniu zarobić 4 tysiące euro, gdyby cztery pierwsze pary wykonały zadanie, a ostatnia wrzuciłaby pałeczkę w przepaść.... Dwie ostatnie pary poradziły sobie z przekazaniem pałeczki, dzięki czemu w sumie grupa zarobiła tysiąc euro, tyle samo też trafiło na konto "Agenta".

poniedziałek, 21 grudnia 2015

TVN ma w głębokim poważaniu widzów - ważniejsi celebryci

Nie spotkałem się z pozytywnym odzewem odnośnie udziału celebrytów w "Agencie". Może źle szukałem? Tak czy inaczej sądzę, że w TVN również ktokolwiek czytał krytykę widzów dotyczącą udziału celebrytów w "Agencie". I co? Ano nic, zgodnie z przewidywaniami TVN wie lepiej czego chcą ludzie. Ludzie sami z pewnością tego nie wiedzą.
Zdaniem TVN udział celebrytów w "Agencie" to krok do przodu (Link do artykułu). Owszem, jest to krok do przodu, pod warunkiem, że wykonuje go ktoś stojący tuż nad przepaścią. Argumenty, że "Agent" z gwiazdami był robiony m.in. w Holandii nijak do mnie nie przemawia. Dlaczego? Bo my nie jesteśmy Holandią, to co chcą oglądać Holendrzy niekoniecznie my chcemy. Wolimy (przynajmniej większa część miłośników "Agenta") oglądać rywalizację zwykłych ludzi, a nie sztuczne, udawane i reżyserowane emocje tzw. celebrytów. TVN jednak wie swoje i zrobi swoje. 
O tym, że jestem rozczarowany decyzją TVN pisałem wcześniej. Teraz mogę jedynie dodać, że doszedłem do momentu, gdy życzyłbym sobie, aby po jednej celebryckiej edycji program został zdjęty z anteny. A nawet żeby w ogóle czwarta edycja nie powstała. Program będzie niezwykle sztuczny, a co za tym idzie nieciekawy i coraz częściej łapię się na myśli, że choć przez tyle lat liczyłem na powrót "Agenta", chyba nie będę go oglądał. 
A na koniec ogłaszam zakład. Oto co TVN ogłosi po zakończeniu emisji programu. 1) Jeśli oglądalność będzie niezła: pomysł zdał egzamin, zasługa celebrytów, kolejna edycja też z celebrytami. 2) Jeśli oglądalność będzie słaba: pomysł z celebrytami był dobry, to nie ich wina, ludzie nie chcą oglądać formatu, celebryci nic do tego nie mają. Nie będzie kolejnej edycji.... Ktoś sądzi, że będzie inaczej? I czy ktokolwiek jeszcze wierzy w powrót kiedykolwiek normalnego "Agenta"?
*     *     *
A oto kilka komentarzy zamieszczonych pod wspomnianym artykułem na Wirtualnych Mediach:
Marcin: "Niestety TVN-nie, to duży minus, ci CELEBRYCI. Ludzie mają ich po prostu już dość. Te mizdrzące się na ściankach pseudotalenty. Wiem, że niejedna ta "gwiazda" wydeptuje co dzień ścieżki do dyrekcji, "coś ze mną zróbcie" i trzeba im zapewnić pracę i "promować" swoje gwiazdy. Ale sorry, ludzie mają ich już dość. O 100 % lepszym pomysłem byli ludzie nieznani, których zachowania się nie znało i nie byli tylko w stylu: "patrz na mnie, patrz na mnie". Sorry, ale Agent ok, nawet fajnie. Ale gwiazdy w nim - NIE!"
Skyfall: "Już dziś wiadomo, że będzie porażka. Na samą zapowiedź nie chce się oglądać... Celebryci... Bo Polska tego potrzebuje. Ale oni naprawdę wierzą w sukces. Wspomnicie moje słowa."
Tele morele: "A ja mam już dość oglądania celebrytów. Dosyć tych samych twarzy  (...) W kółko te same gwiazdeczki drugiego i trzeciego sortu. To mogło być ciekawe, ale właśnie z ludźmi jeszcze nie ogranymi. A tak... Już mi się nie chce."
Kacper3100: "Krok do przodu? Chyba do tyłu"
;D: "TVN o Agencie z gwiazdami: To krok do przodu - zależy, gdzie ma się przód."
Iwona: "Panie Czaja! To nie krok do przodu, tylko załatwienie darmowej wycieczki koleżankom i kolegom, których pan nazywa gwiazdami. A Rusin weź pan sobie do domu i dobrze ją schowaj, bo naprawdę mało kto ją lubi, o czym świadczą komentarze na wielu portalach."
*     *     *
Link do profilu na facebooku: Mówimy NIE dla celebrytów w "Agencie"

sobota, 12 grudnia 2015

Opinie o "Agencie z gwiazdami"

Okazuje się, że jest wiele osób, które dziwią się decyzji TVN, by robić "Agenta z gwiazdami", zamiast "Agenta". Oto niektóre opinie znalezione w sieci:
Kacper Merk (dziennikarz sportowy Onetu) na Twitterze: "TVN reaktywuje Agenta" - no i nawet się ucieszyłem, bo to fajny program był. Ale "Agent z gwiazdami" ?! To się nie może udać:(
Użytkownik o nicku podmark (Forum Reality-TV.pl): "Dożyliśmy czwartej edycji w TVN...
Jest tylko kilka "ale":
Ale 1: Kinga Rusin jako prowadząca
Ale 2: zamiast nieznających się uczestników wybranych w drodze castingu, celebryci. Czyli w większości towarzystwo wzajemnej adoracji, które gdzieś już się spotkało, imprezowało, pozowało na ściankach."
Użytkownik o nicku ixa86 (Forum Reality-TV.pl): "znowu celebryci....już mdli od ich obecności we wszelakich programach... może kiedyś wróci "moda" na anonimowych szaraków..."
Użytkownik o nicku schade (wirtualnemedia.pl): "Agent - super! ale dlaczego znów z "gwiazdami"?! a gdzie miejsce dla zwykłego Kowalskiego?" 
Użytkownik o nicku baba spod pałacu (wirtualnemedia.pl): "format +, prowadząca -, celebryci -"
Użytkownik o nicku Marcin (wirtualnemedia.pl): "Agent? SUPER!!! Kinga? OK. Celebryci?!? O NIE!!!"
Użytkownik o nicku Evr (wirtualnemedia.pl):"Celebryci... no to pooglądane... A mógł to być dobry come back."
Użytkownik o nicku czesiu (wirtualnemedia.pl): "i znow wykrakalem ze agent bedzie tylko czulem ze tym razem w polsacie a jednak nie dalej w tvn i bedize cansel po jednym sezonie ,bo co to za agent z gwiazdami pffe dobre sobie.."
Użytkownik o nicku iks (onet.pl): "Dawne programy miały jakiś lepszy klimat jak właśnie Agent, BB 1, Ananasy z naszej klasy to się oglądało z chęcią, a teraz jak widzę programy o śpiewaniu, tańczeniu, gotowaniu, Mam talent i inne to aż na wymioty bierze, teraz niby Agent ma wrócić ale czy musi być koniecznie z celebrytami??? szkoda " 

Przypominam o profilu na facebooku - Mówimy NIE dla celebrytów w "Agencie" 

piątek, 11 grudnia 2015

NIE dla celebrytów w "Agencie"

Na facebooku powstał profil sprzeciwiający się decyzji TVN o zrobieniu "Agenta z gwiazdami". Wszystko po to, by mogli w nim wystąpić, jak dotychczas, normalni ludzie i by program nie stracił swego uroku. Jeśli również jesteście przeciwni, polubcie profil i promujcie go, by jak najwięcej osób poparło akcję. Zobaczymy, czy TVN robi program dla widzów, czy sam dla siebie, a z widzami się nie liczy.
Profil można znaleźć pod adresem: Mówimy NIE dla celebrytów w "Agencie".

Będzie nowy Agent - ale... żal !!!

Gdy zobaczyłem tę informację po raz pierwszy, ucieszyłem się niezmiernie. Nareszcie, będzie nowy "Agent", tyle lat na to czekaliśmy! Z taką myślą otworzyłem artykuł na ten temat. Po przeczytaniu pierwszych zdań artykułu wyrwało mi się jednak: ale lipa.
"Agent" rzeczywiście ma powstać, prowadzić ma Kinga Rusin (trudno, da się to przeboleć). Co mnie jednak rozczarowało? Fakt, że TVN nie zamierza zaserwować nam dobrego, starego Agenta. Ma to być "Agent z gwiazdami". No bo przecież nie można zrobić czegoś z normalnymi ludźmi i dla normalnych ludzi, tylko wszystko musi być z tymi samymi gębami, które już dawno się wszystkim przejadły, ale trzeba je bez końca promować i pokazywać.
Jako że to TVN, to z pewnością jedną z gwiazd będzie homoseksualista lub wyznawca islamu. Tak na pokaz. Bo trzeba promować. Tylko wciąż zastanawiam się, po jaką cholerę ci celebryci w tym "Agencie"?
Dodam, że program ma być kręcony w styczniu w RPA, a na antenę ma trafić wiosną przyszłego roku. Udział ma wziąć tym razem 14 ludzi znanych z tego że są znani. Mogło być pięknie, ale TVN jak wszystko ostatnio, znów zdecydował się na zepsucie formatu...
A może by tak zrobić protest i wysłać tysiące maili do TVN, że nie chcemy celebrytów w "Agencie"? Że może lepiej, by sobie tańczyli, skakali i śpiewali i żeby nie wpychali ich tam, gdzie nikt lub prawie nikt ich nie chce? Co o tym myślicie?

niedziela, 29 listopada 2015

Kod semaforowy

   Z tym zadaniem spotkałem się jedynie w polskim Agencie. Pojawiło się ono w drugiej edycji w odcinku piątym. Oto szczegóły:
   Na początku zadania grupa miał wskazać osobę "szybką", a potem ona miała wybrać sobie pomocnika. Wybór padł na Asię, a pomocnika... wskazała jej grupa w postaci Mirka. Pozostałe osoby musiały dobrać się w pary (Darek i Beata, Hania i Bartek, Dorota i Roman). Marcin (prowadzący) wręczył im chorągiewki, tablice z kodem semaforowym i dał pięć minut na jego nauczenie się. Mirek i Asia również dostali tablicę i musieli nauczyć się kodu, ale nie otrzymali chorągiewek. Kod zawierał 26 znaków...
   Po upływie pięciu minut Marcin zabrał tabliczki z kodami. Od tego momentu rozpoczęło się właściwe zadanie. Każda z par z chorągiewkami udała się na jedną z trzech wieżyczek, na niższej kondygnacji zostali natomiast Aśka i Mirek. Każda para na wieży znalazła kopertę, w której znajdowała się kartka z jednym słowem. Zadaniem par było przekazanie za pomocą kodu semaforowego, jakie to słowo. Zadaniem Aśki i Mirka było odczytać ów kod. Te trzy słowa miały stworzyć nazwę miejsca, do którego dobiec musiała Aśka, a przy którym czekać na nią miał Marcin. Całkowity czas od momentu odebrania tabliczek przewidziany na wykonanie zadania to pół godziny. Stawką było 10 tysięcy złotych.
   Pary znajdujące się na wieżyczkach miały ogromny problem z przypomnieniem sobie odpowiednich znaków przypasowanych do poszczególnych liter. Darek i Beata otrzymali słowo "Iglesia". Pokazywała Beata. Tyle że grupa na dole odczytała jedynie cztery ostatnie litery, w tym jedną błędnie i wyszło im "...Esha". Jako kolejny sygnały przekazywał Roman. Miał do przekazania słowo "Prioral". Nie odgadli pierwszej, trzeciej i czwartej litery. Pozostałe odgadli prawidłowo. Jako ostatnia przekazywała Hanka. Słowo do pokazania to "Mayor". Tymczasem grupa z dołu odczytała "Cfadf".
   Oczywiście z tych słów/liter nic konkretnego im się nie udało odgadnąć. Asia uznała, że to może być jakiś plac i udała się "w ciemno" na poszukiwanie miejsca i Marcina. Miała na to już tylko dziewięć minut. Po pewnym czasie zupełnie przypadkiem natknęła się na Marcina pod kościołem i dobiegła do niego. Marcin w momencie gdy pojawi się Aśka, miał zasygnalizować pozostałym uczestnikom, czy zadanie zostało wykonane, czy też nie. Jeśli Aśka dobiegłaby w wyznaczonym czasie, miał odpalić zieloną racę, jeśli nie - czerwoną. I właśnie ten drugi kolor zobaczyli pozostali. Zabrakło ok. 4,5 minuty.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Szukanie złodzieja

   Z opisywanym dziś zadaniem spotkałem się jedynie w wersji australijskiej.
   Zadanie pojawiło się w czwartym odcinku drugiej edycji. Grupa musiała wskazać osobę, która według nich byłaby dobrym policjantem lub detektywem. Została ona przeszkolona pod kątem technik śledczych. Pozostali uczestnicy udali się natomiast do pewnej rezydencji na przyjęcie. Ich zadaniem było w ciągu piętnastu minut wykraść wskazany przedmiot (jakiś niewielki przedmiot ze zdjęciem) tak, by nikt tego nie zauważył. Ich zachowanie i poczynania za pomocą monitoringu śledził uczestnik, który przeszedł wcześniej szkolenie. 
   Po upływie wyznaczonego czasu do akcji wkraczał uczestnik-detektyw. Z każdym z pozostałych uczestników przeprowadzał indywidualną rozmowę-przesłuchanie, by ułatwić sobie rozpoznanie, kto mógł ukraść ów drobiazg. Jeśli udałoby się prawidłowo wytypować złodzieja, "detektyw" otrzymałby zielone piórko i nie musiałby martwić się testem, jeśli natomiast śledczy źle wytypowałby złodzieja, wówczas na konto grupy trafiłoby 10 tysięcy dolarów australijskich. Jako że na rękach złodzieja zostawały ślady widoczne pod specjalnym światłem, wskazana przez detektywa osoba musiała pokazać ręce. Okazało się, że to nie ona jest złodziejem. Dopiero za czwartym razem "detektyw" wskazał prawidłową osobę! Grupa zarobiła więc 10 tysięcy dolarów.

poniedziałek, 26 października 2015

Odgadywanie jedzonych potraw

Zadanie pojawiło się w czwartym odcinku pierwszej edycji. Wyznaczone do niego, niejako w ciemno, zostały Małgosia i Liwia.
Ich zadanie polegało na przygotowaniu potraw z różnych "dziwnych" części zwierząt (m.in. móżdżków). Oczywiście nie robiły tego same, pomagali im francuscy kucharze tak, by potrawy - zapewne pierwszy raz w życiu przez nich przygotowane - smakowały tak jak powinny. Po przygotowaniu siedmiu potraw musiały wskazać, kto z grupy, z grona pozostałej siódemki, którą potrawę będzie jadł.
Zadaniem siódemki, która później jadła owe potrawy, było odgadnąć, co kto je. Oczywiście ciężko byłoby im zgadnąć po smaku, szczególnie że nie były to powszechnie popularne potrawy, dlatego tez zgadywanie odbywało się w ten sposób, że prowadzący wymieniał potrawę, a osoba, która uważała, że to właśnie ona ją jadła, powinna to potwierdzić. Do wygrania było pięć tysięcy złotych, a aby wygrać aż sześć potraw należało wytypować prawidłowo.
Iza poprawnie odgadła, że to ona jadła cynaderki, Agnieszka poprawnie odgadła, że jadła ozór cielęcy, Remek również odgadł poprawnie, że to on jadł żołądki cielęce, Danuta niepoprawnie wytypowała, że to ona jadła część kurczaka powyżej kupra (jadł to Kuba), Jurek poprawnie wytypował, że jadł ślimaki, móżdżek jagnięcy jadła Danuta, na co wpadła Agnieszka, za to Kuba źle wskazał, że jadł grasicę.(jadła Izolda). Grupa nie wygrała więc pieniędzy.
Zadanie przypominające to w polskiej edycji nie pojawiło się bodaj w żadnej edycji zagranicznej. A przynajmniej nie pamiętam, by tak było.

niedziela, 27 września 2015

Podpisy pod petycją

   Zadanie pojawiło się w czwartym odcinku piątej edycji australijskiej. Napiszę o nim w skrócie.
   Zadaniem uczestników było zebrać 100 podpisów w trzech grupach pod petycją, by Nowa Zelandia przestała być niezależnym państwem i stała się częścią Australii. Ludzie musieli jednak wiedzieć, co podpisują. Zadanie było wykonywane w stolicy Nowej Zelandii.
   Wyobrażacie sobie, że ktoś was zaczepia na ulicy i prosi, abyście podpisali petycję, by Polska została wchłonięta przez Rosję, Niemcy czy inną Białoruś? To świadczy o tym, przed jak trudnym wyzwaniem stanęli uczestnicy programu. A mimo to udało im się zebrać odpowiednią liczbę podpisów i wygrać 25 tysięcy dolarów australijskich. W żadnej innej edycji "Agenta" nie spotkałem się z tego typu zadaniem.

czwartek, 16 lipca 2015

Włamanie

   Zadanie, które dziś opiszę, pojawiło się w czwartym odcinku trzeciej edycji. W skrócie - grupa musiała włamać się do wskazanego domu i ukraść ukrytą w sejfie kolię. Zadanie nie było wbrew pozorom łatwe. Otóż co prawda mogli działać do momentu, dopóki ich nie złapią ochroniarze (jeśli w ogóle złapią), ale za każdym razem, gdy na nich padnie światło latarń strażników, z sumy, którą mogli wygrać (12 tysięcy złotych), ubywać miało 2 tysiące.
   Na początku miało miejsce coś, co jest niejako tradycją w "Agencie", a więc podział na grupy. Tym razem należało wskazać obserwatorów (Wojtek, Aneta i Małgorzata), włamywaczy (Przemek, Grażyna i Beta) i "mózgi operacji" (Teresa, Mirek i Rysiek)
   Grupa obserwatorów otrzymała zadanie obserwowania willi i znalezienia dwóch miejsc, którymi można się dostać do środka. Za dnia nie było im jednak wolno do niej wchodzić. Grupa kombinowała na różne sposoby, jak tu nie wzbudzając podejrzeń wykonać pierwsze zadanie. Robili sobie na przykład zdjęcia na tle willi, obserwowali też dom przykryci jakimś kocem czy folią...
   Pierwszym zadaniem grupy włamywaczy była podróż w określone miejsce, by o wskazanej godzinie (17.30) znaleźć człowieka pasującego do opisu (na ławce miał siedzieć mężczyzna z walizką i czytający gazetę) i wymienić z nim walizki (grupa wcześniej jedną otrzymała). Zadanie wykonali bez żadnych problemów (widocznie ów facet wiedział, co ma robić). W walizce znaleźli dyskietkę, na której były informacje, kiedy i gdzie będą znajdować się ochroniarze (było ich czterech).
   Co do grupy mózgów, w jakimś stopniu można uznać, że przygotowywali akcję.
   Wieczorem cała dziewiątka pojechała na miejsce kradzieży. Obserwatorzy początkowo zostali przed bramą, przy samochodzie. Pozostała szóstka weszła na posesję, po pewnym czasie także obserwatorzy próbowali wejść - ale szybko wycofali się. W między czasie światło padło na jednego z uczestników. Grupa mózgów dostała się do centrum monitoringu i stamtąd starała się nadzorować akcję. Jej członkowie informowali włamywaczy, gdzie mają iść, gdzie jest schowany klucz do drzwi i gdzie w środku są strażnicy.
   Włamywacze dotarli do pomieszczenia z kolią, tyle że okazało się, że chronią ją lasery, więc trzeba było zorientować się, jak przejść do kolii omijając je, inaczej bowiem uruchomiliby alarm. Zawodnicy przejęli kolię, ale od razu rozległ się ryk syreny. Wszyscy, którzy znajdowali się w budynku lub na posesji natychmiast rzucili się do ucieczki. Udało im się szybko dotrzeć do aut, wskoczyć i odjechać.
   Zadanie zostało wykonane, rano jednak pojawił się Marcin i oznajmił, że... były dwie kolie, a oni ukradli nie tą co trzeba, tylko podróbkę. Potem jednak dodał, że żartował i że do puli nagród trafia 10 tysięcy złotych (dwa tysiące przepadły ze względu na światło padające w trakcie zadania na jednego z uczestników).
   Zadanie pojawiło się też w innych krajach:
Holandia. Zadanie pojawiło się w czwartym odcinku drugiej edycji. Po kolię weszły dwie osoby i podobnie jak u nas tuż po jej wyjęciu uruchomił się alarm. Różnice - kolia była w muzeum, zaś uczestnicy od momentu, gdy włączył się alarm, mieli pięć minut na ucieczkę. Udało im się opuścić budynek w ciągu trzech minut. Grupa wygrała 5 tysięcy guldenów..
Szwecja - zadanie pojawiło się w 4 odcinku trzeciego sezonu. Grupa je wykonała. Różnica z wersją Polską - uczestnicy dzielili się na cztery grupy (m.in. kierowcy)
Norwegia - zadanie pojawiło się w 4 odcinku trzeciego sezonu. Zostało wykonane, ale ze względu na to, że jeden z uczestników dał się złapać (nie był to agent), uzyskali tylko połowę wygranej.

piątek, 19 czerwca 2015

Skok na bunjee - przewidywanie

Pamiętacie, jak w drugiej edycji Hanka i Romek mieli za zadanie przewidzieć, czy wszyscy skoczą na bunjee? W innych krajach owo przewidywanie było znacznie bardziej rozbudowane.
Australia - zadanie pojawiło się w 5 odcinku 3 edycji. Najpierw każdy z uczestników miał za zadanie skoczyć (za każdego, kto skoczy grupa zarabiała 500 dolarów australijskich, a jeśli skoczyliby wszyscy, wówczas wygrana zostałaby podwojona), a następnie udali się przed monitor, by obserwować skoki innych ośmiu ludzi (nagrane). Ich zadaniem było odgadnąć, czy dany człowiek skoczy, czy też nie - każdy uczestnik decydował raz. Okazało się, że osobami, które miały skoczyć, byli ich krewni. Za każdy poprawny typ grupa wygrywała tysiąc dolarów, za każdy błędny wybór grupa traciła tysiąc.
Aż siedmioro uczestników typowało, że ich bliski skoczy, jeden jedynie uznał, że krewny, którym była mama uczestnika, nie odda skoku. Tymczasem jedynie cztery osoby poprawnie wytypowały - w tym ta, która uznała, że jej bliski nie skoczy. Grupa nie zarobiła więc pieniędzy, ale też nic nie straciła.
USA - zadanie pojawiło się w ósmym odcinku 2 edycji. Zadanie było w pewnym sensie odwrotnością zadania australijskiego. To znaczy każdy uczestnik musiał odgadnąć, czy krewny wytypował, że on/ona skoczy i zrobić to, co powiedział krewniak. Za każdy poprawny typ na konto grupy trafiało 10 tysięcy dolarów. Tylko jeden uczestnik (z siedmiu) uznał, że krewniak powiedział "Nie". Okazało się jednak, że wszyscy typowali na "Tak", w związku z czym grupa zarobiła 60 tysięcy.
I jeszcze jedna uwaga. Ci, którzy poprawnie wytypowali wygrywali dodatkowo dwa dni spędzone ze swoimi bliskimi.
Belgia - zadanie pojawiło się w piątym odcinku 3 edycji i przypominało to z USA. Różnica - jeśli z sześciu osób choć cztery poprawnie wytypują (lub skoczą), wówczas na konto grupy trafiłyby 3 tysiące euro. Krewniacy niemal zgodnie (z jednym wyjątkiem) typowali, że dana osoba skoczy. Uczestnicy jednak uznali, że ich krewny będzie typował na "nie" i tylko jedna z osób stwierdziła inaczej. Łącznie nie pomyliły się jedynie dwie osoby. Pieniądze i tak jednak trafiły na konto grupy. Dwie osoby, które źle typowały, a także dziewczyna, która odgadła głos na "tak" skoczyły bowiem na bunjee.

piątek, 29 maja 2015

Dariusz - uczestnik drugiej edycji agenta

Darek zdaniem wielu osób był jedną z najbarwniejszych postaci drugiej edycji "Agenta". Dziś kilka słów o nim.
W trakcie programu Darek miał lat 35 i był przedstawiany jako właściciel pubu, który prowadził od sześciu lat. Pub o nazwie Saksofon w Kołobrzegu, a więc w mieście, z którego pochodził Darek, wciąż istnieje, nie wiem jednak kto obecnie jest jego właścicielem.
Jak każdy przed programem deklarował, że mógłby zostać agentem. Po programie stwierdził jednak, że mógłby mieć problem ze sprostaniem tej roli i ostatecznie dobrze się stało, że to nie on owym agentem był. A oto informacje, kiedy i w jakich zadaniach uczestniczył Darek
Corrida - Darek jako piąty udał się na rywalizację z byczkiem. Dość łatwo poradził sobie z zmuszeniem byka do przebiegnięcia pod płachtą. Potem próbował go przewrócić i choć byczek znalazł się na kolanach, nie jestem przekonany, czy aby na pewno ów upadek został zaliczony.
Bankomat - Został jako drugi poproszony przez osoby "szukające PIN" do bankomatu. Następnie wraz z Hanką pobiegli szukać bankomatu. Udało się im dotrzeć do niego, ale pieniędzy nie wyjęli, bo inni nie potrafili ustalić poprawnego numeru PIN. Darek nie ukrywał złości na Mirka, że nie był w stanie zorientować się, że PIN ma cztery cyfry...
Polskie przyjęcie - Został wybrany do dwójki, której zadaniem było zorganizować tzw. polskie przyjęcie. Darek nie ukrywał od początku, że nie podoba mu się, że znalazł się w tej dwójce. Uważał, że grupa nie przemyślała wyboru i że inni znacznie lepiej poradziliby sobie z wykonaniem tego zadania.
Spacer po linie - Jako przedostatni spróbował przejść po linie na drugą stronę. Nie udało mu się, puls skoczył mu zanadto i nie potrafił go opanować.
Opuszczanie się na linie - Darek jako siódmy wykonywał zadanie. Zrobił co do niego należało szybko i bez dłuższego zastanawiania się.
Spotkanie z agentem - Darek był jedną z czterech osób, która zdecydowała się na współpracę z agentem w jednym z zadań.
Dotarcie do załogi balona - Był w grupie z Romkiem, Beatą i Hanką. Jego grupa nie dotarła na czas na miejsce.
Mądrzy, praktyczni i głupi - Hanka umieściła go w grupie "mądrych", tymczasem grupa wskazała go jako "praktycznego". Jego grupa rozwiązała zadania.
Dorożka - Darek jako szósty jadł potrawę (była to jakaś ryba), a następnie dość szybko odnalazł swój przystanek na dorożkę.
Skok na bunjee - Darek uznał, że powinien dać przykład grupie i jako pierwszy oddał skok, nie zastanawiając się zbyt długo nad opuszczeniem mostu. Po skoku, kiedy kołysał się na wahadełku, krzyczał, że wszystkich kocha i że jest pięknie.
Kod semaforowy - Znalazł się w parze z Beatą. Mieli pokazać chorągiewkami słowo "Iglesia". Nie pamiętali jednak m.in. litery "i".
Budowa tratwy - Denerwował się, że część grupy potraktowała zadanie jako zabawę i nie do końca chciała słuchać jego rady, by wziąć dziurawą łódź, załatać ją i wydostać się z wyspy, zarabiając połowę możliwej do zdobycia kwoty.
Scenariusz - Darek jako trzeci pojawił się na rozmowie z Marcinem, spojrzał na okładkę scenariusza, potem przez chwilę zerknął na kolejną stronę. Zauważył jednak ukrytą kamerę i zaprzestał grzebania w zostawionej broszurze.
Opuszczone miasteczko - Darek jako pierwszy został zestrzelony podczas zadania.

sobota, 2 maja 2015

Spacer po belce

   Zadanie, o którym dziś napiszę, pojawiło się w czwartej edycji australijskiej, w odcinku piątym. Oto szczegóły
   Dwadzieścia metrów nad ziemią umocowana została belka o długości 10 metrów. Na jej końcu znajdowały się czerwone koperty (torebki?, portfele?), zaś na jej środku zielone. Prowadzący każdemu uczestnikowi po kolei zadawał pytań (z czterema wariantami odpowiedzi). Jeśli uczestnik udzielił poprawnej odpowiedzi, miał za zadanie przynieść zielone "coś", jeśli zaś błędnej - czerwone. Każdy udany spacer, a więc dostarczenie owego "portfela" oznaczało wygraną 5 tysięcy dolarów australijskich. 
   Pierwszy uczestnik nie potrafił odpowiedź na pytanie, kto zaprojektował biustonosz Madonny znany z jednej tras koncertowych, nie dał rady również przejść wskazanej trasy po belce (nie utrzymał równowagi), nie zarobił więc pieniędzy.
   Drugie pytanie - która ze znanych osobistości pracowała kiedyś jako kasjerka. Uczestniczka udzieliła błędnej odpowiedzi, znów więc czekał dłuższy spacer. Tym razem jednak udało się zdobyć 5 tysięcy. 
   Trzecie pytanie - kto będzie gospodarzem zimowych IO w 2006 roku? Oczywiście uczestnik udzielił błędnej odpowiedzi i - co ciekawe - uznał, że nawet nie będzie próbował wchodzić na belkę.
   Czwarte pytanie - który z wymienionych mostów jest najszerszy. Tradycyjnie uczestnik udzielił złej odpowiedzi, zdołał jednak zdobyć dla grupy 5 tysięcy.
   Piąte pytanie - jaki dystans może przepłynąć słoń bez dotykania dna... Uczestniczka, jakżeby inaczej, udzieliła błędnej odpowiedzi. Jako druga w tym zadaniu zrezygnowała z wejścia na belkę.
   Szóste pytanie - która budowla jest najwyższa? Tym razem, o dziwo, padła prawidłowa odpowiedź, a co ciekawe, udzielił jej agent, który także zarobił dla grupy pieniądze.
   Ostatnie pytanie - który z wymienionych samochodów został uznany za najszybszy? Błędna odpowiedź nie przeszkodziła uczestnikowi zarobić kolejnych pięciu tysięcy.
   Łącznie więc z 35 tysięcy możliwych do zdobycia grupa uzbierała 20 tysięcy. Ale okazało się, że wygrana wcale jeszcze nie jest taka pewna. Otóż prowadzący zaproponował każdemu, kto zarobił pieniądze, by swoje pięć tysięcy wymienił na zielone piórko. Żaden z uczestników ostatecznie jednak nie zdecydował się na taki krok.

piątek, 17 kwietnia 2015

Porwanie

   Zadanie pojawiło się w drugim odcinku drugiej edycji w Polsce. Było jednym z najpopularniejszych zadań w historii agenta - obok na przykład Skoku na bunjee.
   Na czym polegało? W środku nocy prowadzący obudził Bartka, zaprowadził go do samochodu, którym następnie został wywieziony w nieznane miejsce i zamknięty. W trakcie podróży Bartek miał zawiązane oczy, nic więc nie widział. Rano rozpoczynała się zaś część zadania dla ósemki uczestników.(dwójka pozostałych musiała się zmierzyć z innym zadaniem).
   Zadaniem wspomnianej ósemki było odnaleźć i uwolnić Bartka. W tym celu osiem osób podzieliło się na trzy grupy - każda z nich w określonym przez prowadzącego czasie (godzina) musiała dotrzeć do miejsca, gdzie przebywał Bartek. Wojtek i Jola starali się wypatrzeć Bartka z helikoptera, Mirek, Basia i Hania poszukiwania prowadzili przy pomocy łódki, zaś Asia, Romek i Beata podróżowali samochodem. Każda grupa miała do dyspozycji walkie-talkie, by móc się ze sobą kontaktować. O ile mnie pamięć nie myli Bartek przed rozpoczęciem poszukiwań skontaktował się z grupą i powiedział, co słyszy i co widzi przez małe okienko.
   Poszukiwania przez dłuższy czas nie przynosiły rezultatu, mimo że każda z grup miała drobne wskazówki, gdzie powinni szukać Bartka (nazwa knajpy znajdującej się w pobliżu i jakieś zdjęcia). Wreszcie łódź znalazła się blisko miejsca, gdzie znajdował się porwany. Bartek zobaczył ich i zaczął krzyczeć i tylko dzięki temu, że usłyszeli jego krzyk, dotarli na miejsce. Mirek próbował skontaktować się z grupą w helikopterze, nie udało się jednak z nimi połączyć (jak się okazało, nie było w tym ani krzty przypadku). Ekipa z helikoptera i tak jednak zdołała dotrzeć na miejsce na czas. Każda z grup miała ze sobą klucz do jednego z trzech zamków w drzwiach. Do uwolnienia Bartka brakowało więc jeszcze jednego klucza, którą posiadała grupa samochodowa.
   Zadania niestety nie udało się zrealizować ze względu na to, że na miejsce w określonym czasie nie zdążyła dotrzeć ekipa samochodowa. Prowadzący po upływie godziny otworzył i wypuścił Bartka, który nieprzypadkowo był osobą porwaną - to on miał poprzedniego dnia najwięcej poprawnych odpowiedzi w teście dotyczącym Agenta i to on jako jedyny poprawnie wytypował osobę, która jest agentem.
   A oto krótkie informacje związane z pojawieniem się zadania w innych zagranicznych edycjach:
   USA - zadanie pojawiło się w drugim odcinku pierwszej edycji. Na wykonanie zadania mieli 2 godziny, nie udało się jednak wszystkim dotrzeć na czas. Agent podróżował samochodem, na czas nie dotarły grupy z samochodu i łodzi.
   Australia - zadanie pojawiło się kilkukrotnie. Po raz pierwszy w pierwszym odcinku pierwszej edycji. Zadanie nie zostało wykonane - co prawda wszyscy dotarli na miejsce na czas, zostali jednak przez prowadzącego ukarani za to, że prowadzący samochód złamał przepisy drogowe.
   Po raz drugi zadanie pojawiło się w 4 odcinku 2 edycji. Zamknięte zostały dwie osoby, poszukiwania prowadziły dwie grupy (bez łodzi). Na czas dotarła jedynie grupa helikopterowa.
   Trzeci raz zadanie pojawiło się w 4 odcinku 4 edycji. Tym razem jednak nieco różniło się zasadami. Żeby odnaleźć zaginionego trzy osoby z grupy musiały najpierw czegoś dowiedzieć się od porwanego. Josh (porwany) na każde pytanie mógł jednak odpowiedzieć jedynie tak lub nie. Jeśli odpowiadał "tak", odsłaniany był kawałek obrazka przedstawiającego miejsce, w którym znajduje się porwany, odpowiedź "nie" oznaczała, że z czasu przeznaczonego na odnalezienie zaginionego ubywały dwie minuty. Zanim zorientowali się, że wcale nie muszą pytać o miejsce, w którym się znajduje, ale mogą na przykład pytać czy trawa jest zielona, stracili trochę czasu, co spowodowało, że nie zdołali uwolnić porwanego w wyznaczonym czasie. I jeszcze drobna informacja - po odgadnięciu miejsca, w którym znajduje się porwany, trójka uczestników poleciała w to miejsce helikopterem.
   Czwarty raz w Australii to zadanie pojawiło się w 5 edycji, w odcinku 3. Zasady jak w Polsce, z drobnymi różnicami. Grupa najpierw musiała odnaleźć klucze, a także telefon (nie dostali go od prowadzącego). Do dyspozycji 2 godziny, porwane 2 osoby. Zadanie udało się wykonać.
   Wielka Brytania - zadanie pojawiło się w pierwszym odcinku pierwszej edycji. Co prawdo udało im się uwolnić porwanego w wyznaczonym czasie (aż 2,5 godziny), ale grupa samochodowa złamała przepisy, w związku z tym w ramach kary odebrano im wygraną.
   Niemcy - zadanie pojawiło się w 2 edycji, w 2 odcinku. Zadanie udało się wykonać. Grupa zarobiła 10 tysięcy marek niemieckich.
   Holandia - zadanie pojawiło się w 5 odcinku 3 edycji. Dwie grupy prowadziły poszukiwania samochodami. Nie udało się wykonać zadania.
   Zadanie pojawiło się również w Katalonii (1 odcinek jedynej edycji, wykonane), Szwecji (pierwszy odcinek 3 edycji, wykonane) i Norwegii (1 odcinek 3 edycji). W przypadku Norwegii mimo wykonania zadania grupa nie otrzymała pełnej nagrody - 1/6 nagrody została odebrana w ramach kary za przekroczenie limitu minut przeznaczonych na połaczenia telefoniczne.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Zaufaj konkurentowi

   Nie przypominam sobie, by to zadanie kiedykolwiek pojawiło się w polskiej edycji, opiszę je więc na podstawie edycji amerykańskiej (edycja 1, odcinek 7).
   Na początku zadania odbyło się głosowanie - uczestnicy mieli wskazać osobę, której ufają najbardziej. Najwięcej głosów otrzymał Steven. Pozostali zawodnicy swoje zadania mieli wykonywać z zawiązanymi oczami - to znaczy musieli zaufać Stevenovi, że on odpowiednio ich przez zadanie przeprowadzi.
   Jako pierwsza startowała Kathryn. Miała zawiązane oczy, a jej zadaniem było stanąć przy drewnianej ściance, w którą nożami rzucać miał pewien zawodowiec specjalizujący się w tej dziedzinie. Oczywiście Steven powiedział jej, na czym polega jej zadanie. Wystarczyłoby, aby jeden nóż znalazł się w ściance. Kathryn z okrzykami: "Nie zrobię tego" stanęła pod ścianką, po czym... upadła na ziemię (być może zemdlała lub udawała, że zemdlała). Po dłuższej chwili Steven namówił ją jednak, by stanęła przy ściance, a specjalista wziął do ręki tasak, po cichu podszedł do niej i wbił go z całej siły z bliska w ściankę na wysokości jej głowy, po czym równie cicho się odsunął. Okazało się, że rzucanie nożami miało być zadaniem "straszakiem", osoba, która miała zawiązane oczy miała myśleć, że rzeczywiście ktoś będzie nożami rzucał. 
   Jako drugi startował Jim. Jego zadaniem było przebiec pewien odcinek po rozżarzonych węglach. Żeby nie było za łatwo, musiał to oczywiście uczynić bez butów i skarpet. Jim słyszał trzeszczące od żaru węgle, dlatego też miał prawo myśleć, że będzie zmuszony biec po gorących węgielkach. Tyle że tuż przy żarzącym się pasku usypany był drugi pasek, który w ogóle się nie palił, nie groziło więc, że uczestnik poparzy sobie stopy. Jim zdecydował się na sprint po węglach myśląc, że biegnie po gorącym. Po przebiegnięciu i zdjęciu opaski zorientował się, że był to jedynie blef.
   Jako ostatni startował Charlie, który długo zastanawiał się, czy lepiej będzie, jeśli zadanie wykona, czy też nie (dlaczego - o tym w następnym akapicie). Jego zadaniem było przejść z zawiązanymi oczami nad "przepaścią", konkretnie po desce zawieszonej na sporej wysokości, na którą dostawało się przez mini drabinkę. Tym razem było to zadanie, które rzeczywiście trzeba było wykonać. Charlie, słuchając tego co mówił Steven, wykonał je.
   Dlaczego Charlie zastanawiał się, czy powinien wykonać zadanie? Otóż przed rozpoczęciem zadania prowadzący oznajmił: Jeśli wszyscy wykonają zadanie (czyli dadzą się przekonać Stevenowi do jego wykonania), na konto grupy wpłynie 60 tysięcy dolarów, zaś Steven dodatkowo otrzyma "zielone piórko", a więc automatycznie znajdzie się w finale. Jeśli zadanie wykonają tylko dwie osoby, grupa zarobi pieniądze, a nikt nie otrzyma piórka. Jeśli zadanie wykona tylko jedna osoba, grupa nie zarobi pieniędzy - a piórko otrzyma ta osoba, która jako jedyna zadanie wykonała. Jeśli natomiast nikt nie wykona zadania, pieniądze oczywiście nie zostaną zarobione, a Steven otrzyma zielone piórko.
   Charlie przed swoim zadaniem wiedział już, że Kathryn zrobiła to, co do niej należało, nie znał jednak wyniku zmagania Jima. Zastanawiał się więc, czy nie lepiej byłoby nie wykonać zadania, by Steven nie dostał piórka, ale wówczas ryzykowałby, że Kathryn dostanie piórko, jeśli okazałoby się, że Jim jednak swojego zadania nie wykonał. Uznał więc, zresztą słusznie, że lepiej zadanie wykonać, bo wtedy na pewno pieniądze wpłyną na konto grupy, a jeśli Steven dodatkowo zgarnie wejściówkę do finału - co też się ostatecznie stało - to trudno.
   Zadanie pojawiło się również w kilku innych edycjach zagranicznych. Oto szczegóły:
   Belgia - zadanie pojawiło się w 7 odcinku drugiej edycji. Zasady takie same jak w edycji amerykańskiej i podobnie jak w USA zadanie zostało wykonane przez wszystkich uczestników, co oznaczało wygraną i zielone piórko dla osoby cieszącej się największym zaufaniem.
   Niemcy - zadanie pojawiło się w dziewiątym odcinku drugiej edycji. Niemal wszystkie zasady takie jak w Belgii i USA. Były jednak różnice. Oprócz rzucania nożami i spacerze na wysokości nie było przejścia po rozżarzonych węglach. Trzecim zadaniem było rzekome wsadzenie sobie do buzi robaka (dżdżownicy?). Dla uwiarygodnienia zadania uczestnik z zawiązanymi oczami trzymał miskę z robakami, mógł włożyć do niej rękę i zorientować się, co w niej jest. Zamiast jednak robaków zaufany uczestnik (dokładniej uczestniczka) wkładała mu do buzi makaron. Tradycyjnie spacer na wysokości stanowił prawdziwe zadanie. Cała trójka swoje zadania wykonała.
   Zadanie pojawiło się również w Holandii (2 edycja, odcinek 7, zasady jak w Belgii), Katalonii (7 odcinek jedynej edycji) i Norwegii (druga edycja, odcinek 9). W każdej z tych edycji pieniądze ostatecznie trafiały na konto grupy.

czwartek, 12 marca 2015

Odpowiedz źle!

   Z zadaniem, o którym dziś napiszę, zetknąłem się jedynie w polskiej wersji Agenta. Konkretnie w trzecim odcinku pierwszej edycji. Oto szczegóły:
   Na początku zadania Marcin zarządził podział na dwie grupy (uczestnicy sami wybierali, kto znajdzie się w jakiej grupie). Pierwszą grupę miały stworzyć osoby mające dar wartościowania (trafiły do niej Agnieszka, Remek, Iza, Kuba i Izolda), drugą osoby spostrzegawcze i przewidujące (Jerzy, Piotr, Danuta, Liwia i Małgosia).
   Grupa pierwsza została zaprowadzona do wypełnionego różnymi przedmiotami antykwariatu. Ich zadaniem było wybrać siedem najbardziej wartościowych przedmiotów. Od tego, jak wartościowe przedmioty wybiorą zależało, jaka będzie stawka za to zadanie. Maksymalna możliwa kwota 8 tysięcy złotych. Grupa wybrała przedmioty za 5 tysięcy złotych (w dalszej części zadania kwoty były podawane w frankach francuskich).
   Od tego momentu rozpoczynało się zadanie dla drugiej grupy. Otóż prowadzący zadawał im pytania, na które musieli udzielać odpowiedzi. Przed każdym pytaniem jednak grupa mająca dar wartościowania musiała wskazać jeden przedmiot, który będzie stawką danego pytania. Zadaniem grupy spostrzegawczej było udzielać złych odpowiedzi na pytania (dobra odpowiedź - strata wartości zastawionego przedmiotu, a więc zmniejszenie możliwej do wygrania kwoty), ale sami musieli się tego domyślić. W pomieszczeniu, w którym się znajdowali było kilka różnego rodzaju tabliczek w języku francuskim, które miały ich naprowadzić na to, że muszą udzielać błędnej odpowiedzi. Tyle że jakoś nikt nie zwrócił na nie uwagi...
   Grupa pierwsza widziała i słyszała grupę odpowiadającą na pytania - grupa druga widziała jedynie pytania na monitorze i do kamery na tabliczce pokazywała wybraną przez siebie jedną z trzech odpowiedzi. Jako pierwszy został zastawiony tzw. "Świątek", a więc najbardziej wartościowy przedmiot. Wskazała na niego Agnieszka, wiedząc, że jest to wartościowy przedmiot. Pytanie brzmiało: Gdzie odbywa się słynny doroczny festiwal teatralny? Możliwe odpowiedzi: Avignon, Montpellier, Cannes. Grupa spostrzegawcza prawidłowo wskazała odpowiedź nr 1, co wiązało się ze stratą 3,5 tysiąca franków. A oto część pytań, które pojawiły się w telewizyjnej emisji:
   Jak nazywał się francuski chemik, ojciec współczesnej chemii? (Prawidłowa odpowiedź Antoine Lavoisier, grupa udzieliła błędnej odpowiedzi, wygrali tysiąc franków)
   Ile waży konstrukcja wieży Eiffla (9 tysięcy ton, grupa odpowiedziała źle, wygrali tysiąc franków)
   Który z wymienionych francuskich pisarzy nie zginął śmiercią tragiczną? (Victor Hugo, grupa odpowiedziała prawidłowo i nie wygrała tysiąca franków)
   Łącznie udało im się zdobyć ledwie 2 tysiące złotych. Nie było to jednak spowodowane spostrzegawczością i przewidywaniem grupy odpowiadającej na pytania, ale ich niewiedzą. Gdyby znali odpowiedzi na wszystkie pytania, zapewne w tym zadaniu nie zarobiliby nawet złotówki...

niedziela, 22 lutego 2015

Identyfikacja po... nosie

   Dziś krótki wpis o zadaniu, z którym zetknąłem się jedynie w wersji amerykańskiej. Pojawiło się ono w czwartej edycji w odcinku piątym. Oto szczegóły zadania:
   Prowadzący pokazywał uczestnikom tablicę ze zdjęciami sześciu... nosów. Zadaniem uczestników było wskazać, który nos należy do gwiazdy wymienionej na dole tablicy. Po udzieleniu odpowiedzi i potwierdzeniu czy jest ona dobra, tablica była wymieniana i pojawiało się sześć kolejnych nosów. Łącznie uczestnicy musieli wybrać sześć nosów z sześciu tablic. Każdy poprawny wybór oznaczał 5 tysięcy dolarów na konto grupy.
   Pierwszą gwiazdą, której nos należało odgadnąć była Jennifer Lopez - niestety, nie udało się poprawnie odpowiedzieć. Następną gwiazdą był Hugh Grant, a potem w kolejności Britney Spears, John Malkovich, Catherine Zeta-Jones i Steeven Baldwin. Nosy całej piątki zostały wybrane poprawnie, dzięki czemu grupa zarobiła 25 tysięcy dolarów.

sobota, 7 lutego 2015

Słowa - przedmioty

   Dziś o zadaniu, które pojawiło się w 6 odcinku trzeciej edycji agenta. Oto szczegóły.
   Na początku prowadzący program Marcin Meller zarządził, aby grupa wybrała spośród siebie dwie sprytne osoby. Ostatecznie wskazani zostali Wojtek i Przemek. Pozostała piątka (z tego co pamiętam Wojtek i Przemek nie brała w tej części zadania udziału) oddaliła się, a Marcin zarządził zabawę w słowa - każdy po kolei wymieniał jakiś przedmiot (słowo), a następna osoba musiała wymienić kolejne, które zaczynało się na ostatnią literę poprzedniego. Zabawa skończyła się w momencie, gdy bodaj Mirek (nieprzypadkowo) wymienił słowo, które kończyło się na literę "ń". Łącznie padło jedenaście słów.
   Od tego momentu zaczęła się część zadania dla Wojtka i Przemka, którzy musieli znaleźć i przynieść dziesięć z jedenastu wymienionych przedmiotów-słów, a jedno z nich mogli sfotografować. I dobrze, że dostali taką furtkę, bo jednym z wymienionych słów była zebra, a przyprowadzić lub przynieść zebrę nie byłoby łatwo. Z zoo nikt by takiej nie wypuścił, a nie wiem, czy Portugalczycy znają ciasto o takiej nazwie... Panowie poradzili sobie z tym słowem, fotografując... przejście dla pieszych. Inne słowa, które padły to m.in. owoc, arbuz, zjawa, amant i dom. Wydawało się, że najtrudniej będzie na przykład ze zjawą lub amantem, tymczasem okazało się, że panowie polegli na innym słowie - awokado. Nie potrafili znaleźć, więc zrezygnowali i wrócili do grupy. Pieniędzy nie udało się więc zarobić.
   Zadanie, choć w niektórych przypadkach w nieco zmienionej formie, pojawiło się też w innych krajach. Oto szczegóły.
   Belgia - zadanie pojawiło się w 4 odcinku 2 edycji. Uczestnicy wymieniali przedmioty, które wzięliby ze sobą w podróż, ale przed dodaniem swojej pozycji musieli wymieniać poprzednie, które już padły. Łącznie padło 19 słów, a wśród nich m.in. parasol, buty, rękawice, szalik czy ciepła czapka. Za każde wskazane słowo grupa mogła zarobić 5 tysięcy franków belgijskich, pod jednym warunkiem, o którym później.
   Tymczasem wskazana wcześniej jedna osoba z grupy pisała dyktando, w którym zrobiła aż 15 błędów. A to oznaczało, że z wymienionej listy przedmiotów musiała przynieść aż piętnaście. Biorąc pod uwagę, że program nagrywany był w Hiszpanii, z niektórymi (np. ciepła czapka) mogło nie być łatwo. Tylko jeśli udałoby się tej osobie wypełnić misję, pieniądze zarobione przez pozostałych członków grupy mogłyby trafić na konto. Udało się znaleźć 14 pozycji, ale piętnastą, którą po długich poszukiwaniach udało jej się znaleźć sprzedawca sklepu nie chciał wypożyczyć. Uczestnik zebrał jednak pieniądze i wykupił tę rzecz, dzięki czemu zapewnił zarobienie pieniędzy.
   Niemcy - Zadanie pojawiło się w 6 odcinku drugiej edycji. Uczestnicy najpierw mieli za zadanie zapamiętać, co znajduje się na stole nr 1, a potem na stole nr 2. Potem na kartce musieli wypisać wszystkie przedmioty, których nie było na stole nr 2, ale były na stole nr 1. Wymienili bodaj 16 z 20 przedmiotów, co pozwoliło im zarobić 2 tysiące marek niemieckich. Potem jedna wyznaczona osoba miała za zadanie oczywiście pozyskać te przedmioty. Za znalezienie wszystkich grupa zarobiłaby 4 tysiące marek, za brak jednego - 2 tysiące. Wspomnianej osobie nie udało znaleźć się maski ochronnej, dlatego też na konto grupy wpłynęły 2 tysiące marek. 
   Szwecja - Zadanie pojawiło się w ósmym odcinku 3 edycji. Zasady podobne jak w Belgii. Do znalezienia i przyniesienia był m.in. nosorożec. Zadanie udało się wykonać, dzięki czemu grupa zarobiła pieniądze.
   Norwegia - zasady jak w Belgii. Zadanie pojawiło się w 8 odcinku 3 edycji. Do znalezienia m.in. pułapka na myszy. Uczestnicy, którzy bawili się w słowa rywalizowali o czas rozmowy z bliskimi. Ten kto wygrał (a więc wykaże się najlepszą pamięcią i powtarzał będzie wszystkie słowa dodając kolejne) rozmawiał najdłużej.
   Holandia - Zadanie pojawiło się w 5 odcinku 4 edycji. Zasady jak w Norwegii. Uczestnicy bawiący się w słowa wygrywali rozmowę z bliskimi. Dwoje uczestników zaś później musiała skombinować przedmioty. Jedną z nich była... grochówka. Nie udało im się jednak zebrać wszystkich przedmiotów (choć grochówkę skombinowali) i w efekcie nie udało się wygrać 2 tysięcy euro.

piątek, 23 stycznia 2015

Przejście przez most

   Jedno z... prostszych do wykonania zadań. Wszak jakiekolwiek problemy mogłyby w nim mieć jedynie osoby z lękiem wysokości (ewentualnie cierpiące na zachwianie równowagi). Zadanie pojawiło się w pierwszym odcinku 6 edycji holenderskiej.
   Na czym polegało zadanie? Najprościej mówiąc na przejściu na drugą stronę rzeki przez stary most kolejowy. Uczestnicy wykonywali go bez żadnych zabezpieczeń, ale mimo to jakoś nie widziałem powodów, dla których mogłoby ono zostać niewykonane. Owszem, dziury między poszczególnymi deskami w moście, ale co z tego - spaść się raczej nie dało. Zresztą zobrazuję to zadanie zdjęciem.
   A jednak, jak widać na zdjęciu, znalazł się ktoś, kto bał się przejść przez most. A może tylko udawał? Mimo wszystko udało się im zadanie wykonać, choć dodać należy, że były reguły, których nie mogli złamać - nie mogli biec, nie mogli iść razem. Musieli przechodzić przez most pojedynczo i dopiero gdy jedna osoba wykonała zadanie, na most mogła wejść następna. Dobrze, że prowadzący nie zabronił im iść na czworaka, bo mógłby być  problem...

środa, 7 stycznia 2015

Mirosław Pasek - agent drugiej edycji

   Pamiętacie agenta z drugiej edycji - Mirosława Paska? Dziś postanowiłem napisać, jak wyglądała jego działalność w drugiej edycji agenta. W końcu to do niego należało przeszkadzanie grupie. Oto wszystkie zadania, w których wziął udział Mirek.
   1) W zadaniu z bykami Mirek wkroczył na arenę jako dziewiąty. Nie wypadało mu nie wykonać zadania, dodatkowo posadził byka na ziemi, co akurat w tym momencie zagwarantowało wykonanie zadania. - Jako agent nie mogłem się dzisiaj zdemaskować. Niewykonanie zadania spowodowałoby natychmiastowe wykrycie mojej osoby - mogliśmy usłyszeć od Mirka, który opowiadał o swojej działalności.
   2) W zadaniu z bankomatem Mirek został wskazany przez grupę jako jedna z dwóch osób, która miała za zadanie odpowiadać na pytania, które miały pomóc zlokalizować bankomat, a także rozwiązać zadanie w celu odnalezienia kodu pin. Zadanie zepsuł koncertowo, w końcu nikt nie był w stanie sprawdzić, czy Mirek rzeczywiście czegoś nie pamiętał, a poza tym doskonale wiedział, że kody PIN są czterocyfrowe, a mimo to dyktował innym uczestnikom liczbę dziewięciocyfrową...
   3) W zadaniu, w którym zaginął Bartek był w grupie z Hanką i Basią, która poszukiwała zaginionego płynąć łódką. Jego grupa jako pierwsza odnalazła Bartka. - Nie było trudno zrobić zamętu. Wystarczyło wyłączyć walkie-talkie i udawać, że się nawołuje resztę grupy.... Nie poinformowałem grupę z Romkiem, że pojechali w złą stronę, chociaż od samego początku o tym wiedziałem - mówił Mirek.
   4) Mirek jako piąty zmierzył się z zadaniem przejścia po linie nad przepaścią. - Musiałem przejść poprawnie przez linę, aby odsunąć od siebie podejrzenia - powiedział później Mirek, który zadbał o to, aby pulsometr u niego na ręku nie działał prawidłowo i nie mógł wyczuć podwyższonego pulsu.
   5) Jako przedostatni Mirek zszedł po linie i w zasadzie bez zatrzymywania się odpiął się od niej i wskoczył do wody. Brak wykonania zadania w sytuacji, kiedy zrobili to najbardziej strachliwi, a więc Asia i Bartek byłoby zbyt podejrzane
   6) Mirek znalazł się w grupie z Jolą, Asią i Wojtkiem w zadaniu, w którym grupa miała dotrzeć w określonym czasie do balonu po jego wylądowaniu. Mirek był kierowcą samochodu. Jak powiedział później, zadanie schrzaniło się samo, bo skręcili nie w tę drogę co powinni.
   7) Hanka przydzieliła Mirka do grupy głupich, pozostali prawidłowo to wytypowali. Agent nie miał więc w późniejszym zadaniu pola do popisu, bowiem ta akurat grupa dzień spędziła na relaksie
   8) W zadaniu z dorożką Mirek najpierw zjadł paellę i nie trafił na przystanek, który był niemal w miejscu, w którym spożywali posiłki, a potem wypił manzanillę i trafił na przystanek na czas. - Schowałem się w knajpce, gdzie miałem zamiar poczekać, aż minie odpowiedni czas. Niestety nadszedł czas sjesty i zostałem z niej wyproszony. Kiedy wyszedłem, zauważył mnie Wojtek i chcąc uniknąć zdemaskowania musiałem do reszty dołączyć - opowiadał później agent
   9) Mirek jako ostatni skoczył na bunjee, mająca skakać po nim Aśka nie wykonała skoku. - To że Asia tak panikuje, może nieco uspokoić agenta, który aby się nie zdemaskować, zdecyduje się skoczyć - powiedział później Mirek. Wiedział co mówi. W tym zadaniu Mirek miał udawać lekko chorego (rzekome kłopoty żołądkowe), a czy skoczy, czy też nie, miał decydować kolor koszulki jednego z realizatorów (biały - ma skoczyć, czarny - ma nie skakać). Nie udało się jednak, z powodu Asi, zepsuć zadania.
   10) W zadaniu z kodem semaforowym razem z Asią miał za zadanie odczytać to, co inni im pokazywali za pomocą chorągiewek. O pomyłki wcale więc nie było trudno, biorąc pod uwagę, że wszyscy mieli pięć minut na nauczenie się tych kodów.
   11) Mirek nie musiał się wysilać w zadaniu z budową tratwy, w zasadzie całą pracę za niego wykonali Bartek i Romek, którzy niezbyt poważnie podeszli do wykonania zadania. - Nie było trudne położenie tego zadania. Pomogła pogoda i fakt, że połowa uczestników dobrze się przy nim bawiła - opowiadał Mirek
   12) Jako szósty był poproszony na niby-rozmowę i bez żadnych skrupułów zerknął do pozostawionego niby przypadkiem scenariusza. - Dostałem polecenie, abym przejrzał zostawiony scenariusz i opowiedział później o tym reszcie grupy - powiedział później Mirek
   13) Był osobą uwięzioną w opuszczonym miasteczku, którą grupa miała uwolnić. Dostał jednak propozycję, że jeśli sam dotrze do mety - otrzyma zielone piórko. - Nie życzyłbym nikomu innemu takiego kaca moralnego jaki miałem po tym zadaniu. Dostałem polecenie, że mam do kogoś strzelić. Nie znałem siły uderzenia wystrzału, więc wybrałem plecak, by nie zrobić nikomu krzywdy. To nie była moja decyzja i nie ja tak chciałem - mówił Mirek.
   14) Był w trójce z Aśką i Hanką w zadaniu z paralotnią. Nie poleciał, bo Romek zdążył przybiec i powiedzieć, że z ich grupy powinna lecieć tylko jedna osoba, zresztą i tak wcześniej owa trójka podjęła decyzję, że leci tylko jedna osoba, a więc zadanie i tak zostałoby wykonane.
   15) W zadaniu polegającym na pilnowaniu kuli i walce z najeźdźcami wypełnił rolę agenta. - Zauważyłem, że Roman zaryglował drzwi, które mogły doprowadzić najeźdźców do środka. Byliśmy dobrze ustawieni i były małe szanse wejścia normalną drogą - przez dach lub bramę. Dlatego też zaraz po zaryglowaniu w momencie nieuwagi grupy wszedłem tam i otworzyłem te drzwi z powrotem - tłumaczył Mirek
   16) W sztafecie Romek wyznaczył Mirka do jazdy na nartorolkach. Mirek otrzymał od Bartka jedynie pięć z jedenastu cyfr i dokładnie te same cyfry przekazał Dorocie. - Na szczęście Hania ułatwiła mi zadanie i nie musiałem kombinować. Miałem zamiar raczej zapamiętać cyfry, ale przestawić może dwie, a dodatkowo miałem zamiar opóźnić swój bieg - opowiadał Mirek.
   17) W zadaniu z zamkniętymi pokojami Mirek trafił do pokoju z rowerami, filmem "Psychoza" i kodem na zasłonie od kabiny prysznicowej. Wydostał się z pomieszczenia jako drugi.
   18) Nie zdołał zepsuć zadania polegającego na złapaniu spadającej kuli. - Zadanie nie wyszło mi z powodów technicznych. Nawaliła grawitacja i kula spadła o dwie sekundy za późno. Mimo że starałem się ją upuścić, Hania zdążyła już dojść i ją przechwycić
   19) Został wskazany jako osoba najbardziej lubiana. Miał za zadanie przekonać wszystkich, by wykonali swoje zadania, żeby on otrzymał zielone piórko i jednocześnie grupa zarobiła pieniądze. - Dawało mi to zielone piórko, a więc wzbudzało pewną wątpliwość, czy jestem agentem - wyjaśnił Mirek.
   20) W ostatnim zadaniu Mirek pełnił rolę ślepego, którego zadaniem było dzięki wskazówkom pozostałych odnaleźć kilka kluczy, uwolnić pozostałych uczestników i wyjść z zamku. Nie miał za bardzo pola do popisu, bo był wciąż pod baczną obserwacją Bartka, który podobno w tym zadaniu robił sobie żarty i kierował Mirka na przykład na mur czy w krzaki. O mały włos, a Mirek spadłby przez to z wysokości.
   Prawidłowo agenta przynajmniej przez pewien czas udało się zidentyfikować trzem osobom. Bartek na Mirka stawiał od pierwszego do ostatniego odcinka. Większej pewności nabrał w drugim odcinku, kiedy to zauważył, że Mirek nie nacisnął w walkie-talkie przycisku, gdy wzywał helikopter (bez tego nie da się porozumieć), pewność zaś miał, jak sam przyznał, po zadaniu, w którym Mirek strzelił w plecy Dorocie. Jego zdaniem takie zachowanie nie pasowało do Mirka jako człowieka, więc domyślił się, że wynikło ono ze scenariusza. Hanka na Mirka stawiała między 5 a 9 odcinkiem, w ostatniej chwili w finale zmieniła jednak swój typ. Za to Roman na Mirka stawiał między 4 a 7 odcinkiem, w ósmym swój typ zmienił i przez dwa kolejne odcinki typował już kogoś innego (aż do eliminacji w dziewiątym odcinku).