piątek, 29 stycznia 2016

Jakub Anduła po "Agencie"

Zapewne wielu widziało ten artykuł na wp.pl i czytało jego treść. Dla tych, którzy nie widzieli i nie czytali kilka informacji związanych z uczestnikiem pierwszej edycji "Agenta" - Jakubem Andułą.
Chyba wszyscy wiedzą, że Kuba po "Agencie" dostał pracę w TVN, Znany był z programu o nazwie "Supergliny". Co było później? W 2006 roku został przypadkowo postrzelony przez kolegę. Wtedy tez podjął decyzję, że najważniejsza dla niego jest praca w policji, nie w telewizji. W 2008 roku został oficerem dyżurnym Komendy Powiatowej Policji, dwa lata później otrzymał stopień komisarza. Obecnie nie pracuje już w policji, przeszedł na emeryturę. W 2012 roku rozpoczął pracę w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym w Iwinach (tzw. trudna młodzież).
Jeśli chodzi o życie prywatne - w 2004 roku poślubił znaną z "Agenta" Magdę (tą samą, która przyjechała go odwiedzić do Francji). Mają czteroletniego synka.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Lot balonem

Opisywane dziś zadanie pojawiło się w trzecim odcinku drugiej edycji.
Na początku grupa miała wybrać spośród siebie dwie osoby, niestety - w swoich notatkach nie mam wpisane, jakie te osoby miały być. Wybór padł na Dorotę i Bartka. Ich zadanie było proste. Najzwyczajniej w świecie mieli wsiąść do balonu i udać się w nim w podróż. Pozostała ósemka została podzielona na dwie czteroosobowe grupy: pierwszą tworzyli Darek, Romek, Hanka i Beata, drugą zaś Mirek, Asia, Wojtek i Jola. Każda grupa miała do dyspozycji samochód i walkie-talkie. Zdaje się, że jeden samochód mógł ruszyć z miejsca 15 minut po starcie balonu, drugi po kolejnych piętnastu minutach. W tym momencie jedyne co musieli zrobić, to trzymać się jak najbliżej balonu. 
Kierowcami byli Romek i Mirek. Walkie-talkie obsługiwali Darek i Wojtek. Zdaje się, że samochód, w którym był Darek jako jedyny miał kontakt z balonem, czyli Bartkiem i Dorotą. I właśnie dwójka z balonu na podstawie tego, co widziała, starała się nakierować "samochody" na właściwą drogę, by były one jak najbliżej lecącej dwójki. Było to ważne w kontekście dalszej części zadania. Otóż od momentu gdy balon wylądował, obydwa samochody miały kwadrans na znalezienie się przy balonie. Stawką było 10 tysięcy złotych.
Zadanie niemal od początku jednak nie przebiegało po myśli uczestników, a to wypadek na drodze, a to zwierzęta, a to chaos komunikacyjny.... Nic więc dziwnego, że w wyznaczonym czasie nie udało się dotrzeć do Doroty i Bartka. Pieniądze nie trafiły więc na konto grupy.
   Zadanie pojawiło się też w kilku edycjach zagranicznych. Oto drobne informacje na ten temat:
Belgia - zadanie pojawiło się w drugim odcinku drugiej edycji. Do wygrania 100 tysięcy franków belgijskich. Balonem leciała jedna osoba, w samochodach natomiast zadanie wykonywały grupy trzyosobowe. Jeden samochód ruszał razem z balonem, drugi dziesięć minut później. Zadanie zostało wykonane.
Holandia - zadanie pojawiło się w czwartym odcinku drugiej edycji. Zasady podobne jak w Polsce, Do wygrania 5 tysięcy guldenów. Zadanie nie zostało wykonane w wyznaczonym czasie.
   Zadanie pojawiło się też w piątym odcinku edycji izraelskiej (niewykonane), drugim odcinku edycji portugalskiej i trzecim odcinku drugiej edycji norweskiej.

piątek, 15 stycznia 2016

Gwiazdgent od 23 lutego

TVN podał już informację, od kiedy emitował będzie "Gwiazdgenta".
Pierwszy odcinek zostanie wyemitowany 23 lutego (wtorek). I właśnie we wtorki emitowane będą kolejne odcinki o godzinie 21.30. Piszę to wszędzie, więc i tu nie może tego zabraknąć - dzień i pora emisji sprawia, że zaczynam wierzyć w słabą oglądalność zepsutego "Agenta".

wtorek, 12 stycznia 2016

Znani są już wszyscy uczestnicy Gwiazdgenta

Do obsady dołączyli m.in. Monika Mrozowska, jedna blogerka, kulturysta, itp. Pełną obsadę znajdziecie tutaj:
Ze swej strony dodam, że kolejny magiczny punkt "Agenta", kiedy to uczestników poznawało się wraz z startem programu przepadł.... Z świetnego programu nie zostało już prawie nic...

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Jedzenie... resztek

Jedno z najgłupszych i najbardziej żenujących zadań, jakie kiedykolwiek pojawiło się w "Agencie". Zadanie to było wykonywane w trzecim odcinku czwartej edycji w USA. Jakoś łatwo mi sobie wyobrazić sytuację, że na podobny pomysł wpadnie TVN...
Jeden z uczestników otrzymał następujące zadanie. Bodaj po kolacji miał piętnaście minut na to, by zjadł wszystko to, czego nie zjedli pozostali uczestnicy. I nie chodziło o to, co na półmiskach zostało, ale to, co inni zostawili na talerzach... Na szczęście była to edycja z celebrytami, a takich to mi akurat nie żal, w końcu oni są w stanie zrobić wszystko, by tylko o nich było głośno.
Co było stawką w tym zadaniu? Dziesięć tysięcy dolarów do puli nagród i tzw. "zielone piórko". Jak wybrano uczestnika zadania? Ano szansę na "zielone piórko" miał ten uczestnik, który we wcześniejszym zadaniu przyniósł odpowiednio oznaczony przedmiot.... Celebryta nawet się starał, ale nie zdołał zjeść wszystkiego, grupa nie zarobiła więc pieniędzy, a on - podobnie jak inni - musiał obawiać się, ze odpadnie za chwilę z programu.

 

piątek, 8 stycznia 2016

Nie krytykuj TVN!

A raczej nie krytykuj za dużo, bo zostaniesz zbanowany, twoje komentarze nie będą się pojawiać, szczególnie na profilu facebookowym.
Zamieściłem dziś na profilu facebookowym komentarz o treści: "Nie rozumiem zdziwienia. Przecież nie od dziś wiadomo, że TVN robi "Agenta" nie dla nas, tylko dla swoich celebrytów. Oni są ważniejsi niż widzowie. Czaja i reszta uważają, że wiedzą lepiej, czego chcą ludzie. A że oglądalność TVN spadła poniżej 10 procent i dzięki takim akcjom będzie nadal spadać, to jakoś do nich nie dociera. Głosy widzów mają gdzieś, liczą się ich celebryci, których nikt przy zdrowych zmysłach nie chce oglądać. Amen."
Dotyczył oczywiście Agenta i komentarzy narzekających na udział celebrytów w tym programie. Obraźliwy? Zniesławiający? Nie sądzę. Cenzura - TAK! Nie można krytykować pomysłów TVN, szczególnie dotyczących udziału celebrytów w jakimś programie.... Tak, czepiam się.
O udziale w programie Urbańskiego, pewnej modelki i projektanta mody już pewnie wiecie. Zapowiada się drętwo i nudno. Z znacznie większą przyjemnością obejrzałbym powtórkę trzeciej edycji "Agenta". A w ciągu kilku dni wpis dotyczący minionych edycji i zadań w tymże programie.

piątek, 1 stycznia 2016

Wjazd rowerem na górę

Opisywane dziś zadanie pojawiło się w polskiej edycji dwukrotnie, choć nieco różniło się od siebie. Oto szczegóły.
Po raz pierwszy owo zadanie pojawiło się w siódmym odcinku pierwszej edycji. Marcin zarządził, że z sześciu osób grupa musi wybrać dwie, które czekać będzie dzień w luksusie, pozostałych zaś czekać miał ogromny wysiłek fizyczny. Iza zarządziła, że męczyć powinna się młodzież, a ona i Jerzy oddadzą się błogiemu lenistwu.
Zadaniem pozostałych graczy było wjechać rowerem na szczyt góry Mount Ventoux. Do przejechania mieli w sumie 16 km pod górę. Czas na wykonanie zadania - 2 godziny. Co ważne nie wszyscy musieli pokonać cały dystans. Obowiązywała tzw. zasada sztafety - czyli w ruchu musiał być cały czas jeden rower. Innymi słowy jeśli jadący rowerem zawodnik opadnie z sił, nie może się zatrzymać dopóki na inny rower nie wsiądzie kolejny uczestnik i nie rozpocznie jazdy. Zmieniać się mogli tak często jak tylko chcieli. Do wygrania było 20 tysięcy złotych.
Rozpoczęła Liwia, potem Agnieszka, Remek i Kuba. Przez 17 minut nie przejechali nawet trzech kilometrów. Kuba postanowił dać z siebie wszystko i przejechał półtora kilometra, potem jednak zmiany były coraz częstsze, a odcinki pokonywane przez uczestników coraz krótsze. Po 40 minutach mieli przejechane 6 km. Agnieszce omyłkowo ustawiono najcięższą przerzutkę, co było jej oczywiście, ze względu na pełnioną funkcję, na rękę. Mogła ze spokojem odstawić teatr, a upadek dodatkowo pomógł jej w przeszkadzaniu, bo dzięki temu nieco łaskawszym okiem na nią spoglądali inni uczestnicy wykonujący to zadanie. Na 27 minut przed końcem czasu mieli jeszcze do przejechania 5,2 km. Kolejne zmiany, kolejne metry i coraz bliżej mety. Ok. półtora kilometra przed metą na rower wsiadł Remek i to on dojechał do mety. Niestety, do zarobienia pieniędzy zabrakło im ośmiu minut. Zawodnicy, przynajmniej niektórzy, i tak byli jednak zadowoleni, że mimo ogromnych trudności i wysiłku udało im się na górę, którą pokonują też uczestnicy Tour de France, wjechać.
Drugi raz zadanie pojawiło się w czwartym odcinku trzeciej edycji. Tym razem jednak grupa - jeszcze zanim poznała zadanie - musiała podzielić się na dwie podgrupy. Jedna, mocniejsza, miała składać się z czterech osób, druga - słabsza - z pięciu. Do przejechania był krótszy dystans niż w pierwszej edycji, ale też i mniej czasu. Mocniejsza grupa miała za zadanie przejechać osiem kilometrów na szczyt wskazanej góry, słabsza zaczynała zadanie dwa kilometry dalej. Różnica wzniesień wynosiła niemal kilometr (mowa oczywiście o dłuższym dystansie). Każda grupa miała do dyspozycji jeden rower, ale zasada sztafety i tak obowiązywała. Tym razem jednak chodziło o to, że cały czas przynajmniej jeden rower (czyli jedna grupa) musi być w ruchu. Uczestnicy dostali więc telefony, by móc się ze sobą kontaktować i by nie doszło do sytuacji, że w tym samym momencie obydwie grupy się zatrzymały. Czas na wykonanie zadania - godzina. Stawka - 15 tysięcy złotych.
Grupę silną tworzyli Małgorzata, Wojtek, Mirek i Rysiek. Słabi z kolei to: Grażyna, Przemek, Beta, Teresa i Aneta. Grupy ruszyły w tym samym momencie. Próby połączenia telefonicznego początkowo były jednak nieudane, bo choć słabsi dzwonili z informacją, Wojtek, który miał telefon, zanim wsiadł na rower, bodaj dwukrotnie odrzucił połączenie, zamiast odebrać. Ciekawostką jest też fakt, że Grażyna i Aneta, a więc dwie zawodniczki grupy słabszej w ogóle nie chciały wsiąść na rower, za to zajęły się dyrygowaniem i zarządzaniem, kto, co i kiedy powinien robić. Obydwie nie przejechały nawet metra. Podobnie jak w pierwszej edycji, tak i w trzeciej im dłużej trwała konkurencja, tym zmiany były coraz częstsze. Jako pierwsza na metę wjechała Teresa z słabszej grupy. Zaraz po niej wjechał Wojtek z grupy silniejszej. Okazało się, że obydwie grupy wyrobiły się w czasie. Zadanie zostało wykonane pięć minut przed czasem, dzięki czemu grupa zarobiła pieniądze.
Warto jeszcze dodać, że w trzeciej edycji zawodnicy męczące zadanie wykonywali po w zasadzie nieprzespanej nocy - w której mierzyli się z innym zadaniem, czyli kradzieżą kolii..
Zadanie pojawiło się też w kilku edycjach zagranicznych:
Australia - zadanie pojawiło się w ósmym odcinku pierwszej edycji. Uczestnicy mieli do przejechania aż 27 km. Musieli wjechać na górę o nazwie Wellington (wysokość 1270 metrów). Czas na wykonanie - 3 godziny, zmiany tak często, jak mieli ochotę. Do wygrania dziesięć tysięcy dolarów australijskich. Zawodnicy dotarli na szczyt dwadzieścia minut przed czasem, dzięki czemu wygrali pieniądze.
Belgia - zadanie pojawiło się w piątym odcinku pierwszej edycji. Do zdobycia Mount Ventoux. Zasady podobne jak w Polsce. Na wjazd uczestnicy mieli trzy godziny. Do wygrania 100 tysięcy franków belgijskich. Zadanie zostało wykonane.
Holandia - zadanie pojawiło się w trzeciej edycji, w odcinku trzecim i przypominało to, które pojawiło się w Polsce w trzeciej edycji. Nastąpił podział na dwie grupy, obydwie musiały wjechać na szczyt, miały na to godzinę, ale były elementy, których u nas nie było. Po pierwsze - jeśli tylko jeden zespół zdąży wjechać w wyznaczonym czasie na górę - grupa wygrywała 5 tysięcy euro, jeśli obydwa 10 tysięcy euro. Dodatkowo grupa, która jako pierwsza dotarła na metę wygrywała pięciominutową rozmowę z kimś z domu (przez telefon - każdy pięć minut). W przypadku gdy nie uda się nikomu dotrzeć na metę w ciągu godziny, z konta grupy ubywało 5 tysięcy euro. Kolejna nowość - za każdą zmianę rowerzysty grupa traciła minutę. Grupie nie udało się dotrzeć na czas, pierwsi uczestnicy dotarli na metę dopiero 15 minut po wyznaczonym czasie.