Gdyby miała pani wybór, wolałaby skoczyć na wahadełku zamiast typować, czy wszyscy skoczą?
Czym przekonał panią Roman, że nie wszyscy skoczą z mostu?
Czy mam rozumieć, że bała się pani skoczyć do wody w zadaniu „dźwig”?
Miałam najmniejsze obawy spośród wszystkich kobiet, dlatego też jako ostatnia zgłosiłam się spośród pań do skoku. Wynikało to z tego, że już od piątego roku życia trenowałam pływanie, skakałam też z wieży do basenu, byłam więc najbardziej oswojona z wodą. Zresztą z moim skokiem wiąże się pewna historia – w euforii człowiek chce wszystko podczas skoku z siebie wykrzyczeć. I gdy już wpadłam do tej wody, nagle okazało się, że tego powietrza zostało za mało… W zasadzie w ostatniej chwili wypłynęłam na powierzchnię, jeszcze chwila i zaczęłabym się dusić.
Na dobrą sprawę to było takie typowanie, aby typować. Kogoś trzeba było wybrać. Wojtek to był mądry człowiek, miałam z jednej strony zaufanie do niego, ale z drugiej strony agent musiał przecież też wykazać się rozumem czy sprytem, mógł też wzbudzać zaufanie… Tak na marginesie – obecnie Wojtek jest moim pracodawcą.
Potem nawet pytałam, czemu mnie typowali, co takiego powodowało, że mnie za tytułową postać uważali. Usłyszałam, że ciągle wszystko notowałam, od czasu do czasu odchodziłam sobie na bok, żeby odpocząć, na moment zostać samotnie. Może też faktycznie panowało przekonanie, że skoro nie ma się za bardzo do czego przyczepić, jeśli chodzi o zadania, to… jest to mocno podejrzane. No i jeszcze jeden zarzut – podobno moje reakcje przy wyciąganiu kolejnych zielonych piórek wyglądały na mocno udawane… Pamiętam też, że ukradkiem w pewnym momencie niektórzy zaczęli obserwować mnie i notować różne szczegóły, bo na testach padały na przykład pytania, w co był ubrany agent. Gdy zauważyłam, powiedziałam: proszę bardzo: skarpetki mam takie, rękawiczki takie, a spodnie takie. Proszę zapisywać!
Tak, większość. A z udziałem w programie wiążą się zabawne zdarzenia, które miały miejsce w moim mieście. Któregoś razu starsza pani zaczepiła mnie na ulicy i zapytała: „Dzioucha, to ty żeś jest ten agent?”. Odpowiedziałam, że tak, a potem musiałam wytłumaczyć, że fakt, iż mnie spotkała nie świadczy o tym, że wyleciałam z programu – bo przecież nagrywany był on znacznie wcześniej. Inna sytuacja, tym razem w sklepie. – „To pani jest ta Hanka z „Agenta”? W telewizji jest pani tako rubo, a tutaj tako chudo”… Myślałam, że zejdę... Faktem jest jednak, że telewizja pogrubia, o jakieś osiem kilogramów.
Nie wiem dokładnie, ile to mogło być, może ze 100 metrów. Woda w każdym razie była zimna.
Mówiąc szczerze, to trzeba być mistrzem lub bardzo opanowanym, by zapamiętać. Adrenalina, zimna woda, nie wiadomo jakie dno, głębokość, a tu jeszcze cyfry do zapamiętania. Potem twierdzili, że zrobiłam to specjalnie, ale to nieprawda, starałam się wykonać to zadanie, zresztą jak wszystkie inne. Choćby z tą kulą. Wszyscy twierdzili, że było ono niewykonalne, bo byliśmy mocno zmęczeni. A mnie się przez przypadek udało ją złapać – spojrzałam, a tu kula leci… Złapałam i zamieszałam w planach agenta.
Jest na swoim miejscu. Wiąże się z nim sytuacja z późniejszych lat. Już w trakcie programu myślałam, by zrobić sobie tatuaż w innym miejscu, bardziej ustronnym, ale stwierdziłam, że przecież musiałabym go później pokazać połowie Polski… Zrobiłam więc sobie na łopatce. Może rok lub dwa lata później koleżanka z pracy chciała zrobić sobie tatuaż i poprosiła, żebym z nią poszła i również sobie zrobiła, żeby czuła się raźniej. Postanowiłam więc zrobić sobie tuż nad pośladkami. Jak tylko facet zaczął mnie kuć, myślałam, że oszaleję z bólu, bo wybrałam mocno unerwione miejsce, Byłam zdziwiona, bo przecież gdy robili mi tatuaż na łopatce, to niby trochę bolało, ale w zasadzie to żaden wielki ból.
Czy Mirek wybrał najlepsze zadanie dla pani, czy też wolałaby pani farbować włosy lub zrobić kolczyk w nosie?
Po jakimś czasie, gdy rozmawiałam o tych wyborach z Mirkiem, potwierdził, że wybrał tatuaż dla mnie, bo wiedział, że miałam ochotę sobie zrobić taką pamiątkę. Z kolei Bartkowi dobrał kolczyk w nosie ze względu na to, że był lekarzem, uznał więc, że może dzięki temu jest bardziej odporny na ból.
Nie mogliśmy mieć żadnych aparatów ani telefonów. Tymczasem było tyle fantastycznych rzeczy, o których trzeba było napisać, żeby nie zapomnieć. Na przykład jakoś na początku, chyba gdy jechaliśmy na zadanie z bykiem, mijaliśmy po drodze okolicę, gdzie było mnóstwo bocianów. To był czas, gdy odlatywały one do Afryki i miały widocznie w tym miejscu przystanek. Nie można było tego uwiecznić na zdjęciu, uwieczniłam więc w notesie. Oczywiście zapisywałam też różne szczegóły związane z tropieniem agenta, np. związane z ubraniami. Jako kostiumograf byłam przyzwyczajona do tego, że notuję sobie różne drobnostki typu – guzik odpięty, zapięty, itp. Co ciekawe, dawałam też ów notatnik innym, żeby sobie przeglądali.
Nie, na testy chodziliśmy bez żadnych dodatków, korzystaliśmy tylko z pamięci. Jeśli jednak ciągle się ten notatnik wertowało, to coś zostawało w głowie…
Najwięcej chyba z tymi, którzy zostali do końca, co się rozumie samo przez się. Od początku szanowałam Wojtka, i nie mówię tego dlatego, że jest obecnie moim szefem. Bardzo lubiłam Jolę… Ale chyba nie było kogoś takiego, z kim mocno bym się zaprzyjaźniła, czemu trudno się dziwić. Uważali mnie przecież za agenta.
W finale byłam ja i dwóch facetów. Odnosiłam wrażenie, że panowie dobrze się ze sobą dogadywali, byli zżyci, odczuwałam to tak, że robią wszystko, by mnie zmylić. Bartek, który gadać potrafi, rozmawiał ze mną tak, że na koniec zgłupiałam… To rozmowy z nim i sugestie, że może się mylę w swoich typowaniach zasiały ziarno niepewności. Myślę jednak, że nawet gdybym typowała poprawnie, i tak bym przegrała, bo dłużej rozwiązywałabym test.
Ten program był jedyny w swoim rodzaju. Nie było to podglądanie, jak np. w Big Brotherze, tylko mądra zabawa – ludzie się bawili, ale też wciągało ich tropienie i typowanie agenta. Stwierdziłam, że występ w „Agencie” w zupełności wystarczy.
Widziałam. Pierwsza edycja nie była zbyt fajna, druga już bardziej była agentowa, jeśli chodzi o zadania. Edycje z gwiazdami ogląda się jednak inaczej, bardziej jak film niż interesujący program. Ludzie tam występujący są obyci z kamerą, wiedzą jak powinni się zachować. Jedną z różnic jest to, że oglądający nie za bardzo się mogą porównywać czy identyfikować z uczestnikami. Ja widziałam siebie na miejscu Izy – stwierdziłam, że też bym tak mogła i chciała. We współczesnym programie o to trudno. Chyba obecnie wszystko lub prawie wszystko jest dla ludzi, którzy gdzieś już kiedyś zaistnieli, bo uważa się, że są ciekawsi, niż takie szaraczki jak my.
Pewnie tak, bo to była fajna zabawa, w dodatku miałabym pewność, że nie odpadnę. Oczywiście trzeba byłoby się dobrze maskować, ale myślę, że dałabym radę.
Z kostiumografa przeobraziłam się w handlowca. Pracuje w agencji reklamowej Wojtka, który również brał udział w drugiej edycji „Agenta”. Cieszę się, że dostałam od niego propozycję, że mi zaufał, bo przecież podejmując pracę nie miałam żadnego doświadczenia. Sporadycznie zdarza się jeszcze, że projektuję kostiumy teatralne. No i jestem też wokalistką zespołu jazzowego o nazwie Jazz Bar Trio.
Jeśli ktoś wpadnie na pomysł, by zorganizować spotkanie po latach i dostanę sygnał o takim przedsięwzięciu – pakuję się i jadę. Gdyby coś się kroiło, proszę o mnie pamiętać.
Ważna informacja. Zdjęcia zostały udostępnione na potrzeby ilustracji wywiadu na blogu bez możliwości ich przetwarzania, pobierania i korzystania z nich w jakimkolwiek innym celu. Autorami zdjęć wykorzystanych w całym wywiadzie są Piotr Bernaś i Joanna Drzymała.
Od dziś można przesyłać swoje pytania do Hanki. Po uzbieraniu dwucyfrowej liczby pytań zostaną one zadane uczestniczce drugiej edycji "Agenta". Jeśli pytania spłyną w ciągu kilku najbliższych dni, istnieje szansa, że odpowiedzi na nie zostaną uzyskane jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Pytania tradycyjnie można zadawać na trzy sposoby:
- Pisząc komentarz z adnotacją: "Pytanie do Hanki" - komentarz nie zostanie opublikowany na blogu.
- Przesyłając wiadomość przez formularz kontaktowy
- Pisząc prywatną wiadomość na profilu facebookowym "Agent - reality show" (nazwa profilu jest jednocześnie linkiem przenoszącym na ów profil)
* * *


Miło zobaczyć, że po latach Pani Hania nadal jest tak optymistyczną i pozytywną osobą. Pozdrowienia!
OdpowiedzUsuńFantastyczny wywiad, jak zwykle. Wielkie podziękowania dla Hanki:)
OdpowiedzUsuńJak Hanka śpiewa, to ma taki zupełnie inny głos :-)
OdpowiedzUsuńAle świetnie :) pozdrowienia dla Hanki! :)
OdpowiedzUsuń