* * *
W samym szczycie sezonu urlopowego dwunastka agentów spotyka się po raz pierwszy na lotnisku w Warszawie, skąd przez Zurych leci do Lizbony. W Zurychu na samolot do Portugalii czekamy prawie sześć godzin. Chyba wystarczająco długo, aby uczestnicy mogli się poznać. Zresztą, już po zaledwie dwóch godzinach lotu, wydaje się, że wszyscy znają się wieki.
Najważniejsze, żeby było wesoło. W kawiarni na lotnisku Wojtek z Zakopanego parodiuje wiewiórkę z filmu dla dzieci, a potem z ledwo co poznanym Murzynem śpiewa piosenki Santany. Takiego duetu świat jeszcze nie widział.
W Lizbonie lądujemy nocą. Kilka ujęć na lotnisku i jazda do hotelu, gdzie czeka nas jeszcze pakowanie swoich rzeczy. Wszyscy są zmęczeni i nikt nie ma ochoty na nocne rozmowy. Ci, którzy pierwsi dopchali się do windy, utknęli w pół drogi. Winda bowiem nie wytrzymała obciążenia.
Zawodnicy czują się jak na atrakcyjnej wycieczce. Zapomnieli o agencie, nikt niczego nie notuje, nie zwraca uwagi na szczegóły, wszyscy się polubili, ale czy tak będzie do końca? Patrząc na nich z boku, prawie każdy wydaje się podejrzany. Z 30-osobowej ekipy filmowej o tym, kto jest agentem, wie tylko producentka Ewa Leja i trzech realizatorów. Tak więc jedenastu zawodników i dwadzieścia sześć osób ekipy będzie próbowało sprawdzić swoją spostrzegawczość.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz pojawi się na stronie po zatwierdzeniu przez moderatora