Na wstępie zastrzegam, że w treści znajdziecie to, co pojawiło się w programie, a więc np. ewentualne błędy co do lokalizacji nie będą przeze mnie korygowane.
Wyspa Bendor - dzień 19
Wstęp. Marcin Meller, prowadzący program pojawia się przed kamerą.
Po trzech krótkich urywkach obrazujących zadania, jakie wykonywali uczestnicy, pojawia się mapa Europy. Rozpoczyna się właściwa część programu.
Pojawia się lądujący samolot, a potem po kolei wychodzą uczestnicy programu, którzy wypowiadają się na temat tego, co ich na początku zaskoczyło, zdziwiło. Oczywiście wypowiedź pochodzi nie z momentu wyjścia z terminala, ale z późniejszych godzin. Pojawiają się też krótkie informacje o każdym z zawodników
- Liwia (28 lat/handlowiec/Zgorzelec): Zaskoczyło mnie to, że nie zostaliśmy sobie przedstawieni na lotnisku
- Jerzy (48 lat/emerytowany górnik/Lubin): My jesteśmy wybrańcy, wybrani spośród tych trzech tysięcy.
- Remek (23 lata/student IV roku dziennikarstwa/Lublin): Zorientowałem się, że jestem najprawdopodobniej najmłodszym uczestnikiem, także z niektórymi będzie mi trudniej nawiązać kontakt.
- Iza (49 lat/właścicielka klubu tenisowego/Sosnowiec): Czułam się zagubiona, tak jakoś sama nie wiedziałam, co się dzieje. Jednak to jest trochę stres.
- Małgosia (34 lata/bezrobotna/Śrem): Myślę, że tworzymy dosyć fajną grupę, dość zgraną. Zaczęliśmy sobie nawet pomagać.
- Romek (45 lat/grafik-fotograf/Lubliniec): Zaczęły się nawiązywać jakieś pierwsze towarzyskie kontakty.
- Piotr (37 lat/właściciel firmy rekreacyjnej): Przeliczając kilometry na czas, to udało nam się daleko dojechać i w bardzo fajne miejsce.
- Agnieszka (25 lat/prawnik/Warszawa): Podróż była ciężka, no bo te dwa samoloty, potem to lotnisko i tak czekamy, czekamy.
- Kuba (26 lat/policjant wydziału śledczego/Bolesławiec): Pierwszy raz dopiero leciałem samolotem i takie uczucie, jakie było przy starcie i lądowaniu - nie da się tego opisać po prostu, trzeba to przeżyć. Masakra.
- Danuta (41 lat/inżynier ochrony środowiska/Goleniów): Staram się zwracać uwagę na pewne szczegóły, zwracać uwagę na to, co wiedzą, czego nie wiedzą.
- Izolda (33 lata/gospodyni domowa/Żywiec): Przy lądowaniu w Paryżu samolot osiadł na płycie i w tym momencie nie wiedziałam, co się dzieje.
- Wojtek (26 lat/taksówkarz, właściciel solarium/Bielsko-Biała): Umówione spotkanie w małej kawiarni no i tam spotkaliśmy się już w komplecie, cała dwunastka.
Lotnisko Lyon - dzień 1
Zawodnicy wychodzą z holu lotniska na zewnątrz. Romek trzyma aparat, przygotowuje się do zrobienia zdjęcia. Krzyczy: "uśmiechy, uśmiechy" i robi fotkę. Uczestnicy następnie udali się do dwóch przeznaczonych dla nich samochodów.
Po czym załadowali toboły do samochodów, wsiedli do pojazdów i udali się w podróż.
Blace - dzień 1
Uczestnicy dwoma samochodami przyjeżdżają na wyznaczone miejsce - jakiś plac. Za chwilę pojawia się prowadzący program: W panującym rozgardiaszu starał się zwrócić na siebie uwagę, co też mu się udało.
To mówiąc zbliżył się do nich ze srebrną walizką, do której trafić miały wymienione rzeczy. Zaskoczone miny uczestników bezcenne, w pierwszej chwili chyba myśleli, że żartuje. Marcin kontynuował zaś swój wywód:
Rozdysponowaniem torebek w kolorze czarnym i żółtym zajął się Piotr. Brał je po kolei, czytał imię i przekazywał odpowiedniej osobie. Uczestnicy wciąż nie mogli uwierzyć, ze mają się pozbyć wartościowych przedmiotów.
W panującym harmidrze wszyscy po kolei napełniali torebki wymienionymi przedmiotami. - Czy śrubokręt też muszę oddać - dopytywała Izolda. Wreszcie wszystkie torebki ponownie znalazły się w walizce, którą pieczołowicie zamknął prowadzący.
To powiedziawszy oddalił się z walizką. Uczestnicy udali się natomiast z pozostałymi bagażami w nieznanym mi kierunku.
Romek: Trudno jest powiedzieć, kto jest agentem, skoro on się jeszcze nie ujawnił i nic nie zrobił. Nie wiem, czy przypadkiem nie buszuje w moim pokoju w tej chwili.
Piotr: Gdybym typował, to bym Jurka obstawiał, że jest agentem.
Danuta: Cała ta formuła szukania agenta spowoduje, że się stosunki między ludźmi popsują i z tym też się zaczęłam liczyć. Może się mylę...
Blace - dzień 1. godz: 21.10
Kolacja. Uczestnicy siedzą przy stole, pojawia się prowadzący:
Izolda: Ja jestem szczęśliwa
Marcin Meller: Zaraz będziesz nieszczęśliwa, dlatego że wiem, że musicie mieć jakieś środki. Tutaj, w tej kopercie jest 10 tysięcy franków dla całej grupy.
Agnieszka pije wino, a prowadzący kontynuuje wypowiedź.
Prowadzący zaraz potem poszedł w swoją stronę, pozostawiając grupę przy stole.
Godzina 23.00
Wojtek: Jedna jest za tym, by te pieniądze trzymać razem, a druga by dać każdej osobie po 500 franków.
Wojtek: Więc kto jest za tym, żeby dać po 500 franków?
Danuta: Ja na przykład naprawdę bezpieczniej bym się czuła, gdybym miała jakieś pieniądze przy sobie.
Danuta: Tylko agent będzie je wydawał na głupoty
Jerzy: Dlatego chciałem zaproponować uporządkowanie dyskusji. Po pierwsze - rozpracujmy dwa alternatywne rozwiązania... znaczy trzy.
Piotr: Słuchajcie, trzeba pomyśleć, że to agent może być akurat, nie? Z naszą kasą.
Danuta: Właśnie, ty masz rację
Kuba: Ludzie, zobaczcie, która jest godzina...
Kuba: A jak się znajdzie za cztery dni problem bardzo poważny, będziemy siedzieć całą noc i do niczego nie dojdziemy?
Uczestnicy poszli spać, nie przewidywali jednak, że niektórzy za parę chwilę będą musieli wstać...

KOCHAM "AGENTA" SUPER BLOG ;-)
OdpowiedzUsuń