WAŻNE: Zdjęcia zamieszczone na blogu zostały udostępnione przez Asię, która poinformowała, iż nie wyraża zgody na jakiekolwiek kopiowanie, przetwarzanie, rozpowszechnianie i wykorzystywanie tychże zdjęć w jakikolwiek inny sposób na żadnym innym portalu, blogu, stronie, itp.
W jaki sposób dołączyłaś do reszty jadąc w zastępstwie za kogoś innego? Czy pozostali gracze wiedzieli o tym, że jesteś rezerwową zawodniczką? Czy w związku z tym od razu skreślili Cię z podejrzeń czy stwierdzili, że ta wymiana to intryga ze strony producentów mająca na celu podstawienie agenta jako rezerwowego gracza?
Dlaczego w zadaniu z porwaniem Bartka przekonywałaś innych, że nie powinni słuchać jego wskazówek? Czy chodziło tylko o brak zaufania do Bartka czy o chęć wprowadzenia zamieszania w grupie i skierowania podejrzeń na siebie?
Przecież dla mnie Bartek był agentem! Skoro według mnie to właśnie agent był porwany i dawał nam wskazówki, a jak wiadomo miał on za zadanie mieszać, to jak można było go słuchać? Zresztą bardziej przekonywały mnie wskazówki innego typu, jak reklamówka znaleziona w samochodzie z nazwą baru, który widział Bartek i do którego powinniśmy dotrzeć. Uważałam, że skoro coś takiego znalazło się w aucie, to nie ma w tym przypadku…
Nie, nie zmieniłam typu i jadąc na finał nadal myślałam, że agentem jest Bartek, a mnie po prostu źle poszedł test, popełniłam zbyt wiele błędów. Było to możliwe, bo choć większość pytań była ukierunkowana na dobrą obserwację, ale zdarzały się też takie, jak np. „Ile zdjęć na casting przysłał agent” lub czy agent ma rodzeństwo, na których łatwo polec. Swoją drogą byłam tak podejrzliwie nastawiona, że gdy w nagrywanych wypowiedziach wspomniałam, że jestem już zmęczona i mogę jechać do domu, a zaraz potem odpadłam, zastanawiałam się, czy ta wypowiedź nie miała wpływu na eliminacje. Nie wiedzieliśmy przecież, kto jakie miał wyniki testów. Byłam ostatnią osobą, która pojechała do Polski. W Polsce byłam tylko kilka dni i… powrót na finał. Powrót, w trakcie którego nastąpiło zagubienie bagażu, stąd w finale czarne koszulki „agentowe”.
W ogóle o tym nie myślałam. Poza tym sądzę, że w pierwszej edycji agent też dostawał wskazówki, nie bardzo wierzę, iż było inaczej.
Tak. Skoro dowiedziałam się kilka godzin przed odlotem, że wezmę udział w programie, sceny z prologu musiały być nagrywane po powrocie z Hiszpanii. Innej możliwości nie było. Ale zdarzyły się „dogrywki” do prologu także w przypadku chyba dwóch innych osób, choć kręcono u nich materiał także przed wyjazdem.
Niestety nie. Było wówczas późno, byliśmy zmęczeni, szybko zapomniałam… Przyznam nawet, że po powrocie do Polski podczas emisji programu z ciekawością obejrzałam ten odcinek, żeby przypomnieć sobie, o co właściwie pytałam agenta.
Tak, jako fanka agenta oglądałam, pomimo tego, że nie pochwalam udziału gwiazd, które dostały za to kasę i przede wszystkim promowały się. Inna sprawa, że niektórych „gwiazd” w ogóle nie znałam. No ale Agent to Agent, zatem sentyment pozostał - choć kolor odbicia palca inny. Zdecydowanie nie podobał mi się rodzaj eliminacji poprzez światełko w laptopie.
Program trwał może z 50 minut, a zmieścić się w nim musiały wydarzenia z dwóch dni, więc oczywiście, że wiele rzeczy zostało pominiętych. Zajmowali się tym jednak fachowcy, którzy dobierali odpowiedni materiał do emisji. Cięcie i dobieranie pasujących wypowiedzi było na porządku dziennym.
Przede wszystkim przygoda życia, którą będę jeszcze wspominała w dalekiej przyszłości jako babcia w parku z laską… Może dla niektórych to tylko telewizja, dla mnie to kryminał, czyli tropienie agenta, do tego pobyt w miejscach, w których nigdy bym się nie pojawiła i rzeczy, których być może nigdy bym nie zrobiła. Corrida, most, winnica, finał w zamku milionera, to tylko niektóre atrakcje „Agenta”. No i ludzie! Fenomenalny dobór ludzi!
Podkrążone oczy nie wynikały tylko z zabawy do rana. Może zdarzały się wieczory, że siedzieliśmy dłużej, ale były tez długie rozmowy oprócz zabawy. No i zdarzały się dni, że wracaliśmy na nocleg około dwunastej w nocy, a o piątej wstawaliśmy, by pojechać na kolejne zadanie. Co do Marcina Mellera – każdy sam musiałby ocenić, czy był pomocny dla niego czy też nie. Ja go wspominam jako pozytywnie do nas nastawionego faceta. Podobno nie wiedział, kto jest agentem, ale nawet jeśli wiedział, to przecież nie mógł nam nic zdradzić.
Dla mnie zabawną przygodą było całe zadanie na wyspie. Zabawne były też urodziny Marcina Mellera, któremu śpiewaliśmy sto lat… Zapewne było wiele różnych zabawnych sytuacyjnych zdarzeń, których jednak po upływie wielu lat nie pamiętam lub ….może niech zostaną tajemnicą Agentów.
My nie wiedzieliśmy do końca, że on ją oszukał. Dowiedzieliśmy się jako widzowie. Jak oceniam? Chciał wygrać, a każdy miał swój sposób na wygraną. A czy był nastawiony na wygraną? Dla mnie w trakcie kręcenia programu był agentem. Myślę jednak, że faktycznie mógł sobie założyć, iż wygra program.
Bartek był showmanem, człowiekiem uśmiechniętym, zabawnym, otwartym, z poczuciem humoru. Z kolei Mirek odgrywał rolę fajtłapy, a takie osoby zazwyczaj nie wzbudzają wielkiej sympatii.
Na pewno grał Mirek. To niewiarygodne, gdy w finale po ogłoszeniu, kto jest agentem, Mirek natychmiast zrzucił maskę i dosłownie w kilka sekund przeistoczył się w zupełnie inną osobę. Był pewny siebie, uśmiechnięty… Jeśli chodzi o innych – myślę, że nie wszyscy szczerze okazywali swoje uczucia i mówili, co myślą.
Fajnie jest znać kogoś kto jest „wysoko w polityce”. Poza tym Bartek działał wcześniej w polityce lokalnej… Nawiasem mówiąc nawet widząc poważnego pana ministra w telewizji zawsze miałam przed oczami Bartka wiszącego w białych skarpetkach na linie. Obraz znany z telewizji i polityki kłócił się z obrazem osoby, którą znałam z „Agenta”.
Jak już wcześniej wspomniałam – gdy żegnałam się z programem, myślałam, że albo popełniłam błędy w teście lub zadecydował czas o mojej eliminacji, albo też jakiś wpływ miała moja wypowiedź o chęci wyjazdu. Bartek nadal pasował mi na agenta.
Nigdy nie żałowałam. Jestem uczciwą i spontaniczną osobą ale nie wyobrażałam sobie, że mogłabym coś robić przeciwko grupie. Pojechałam tropić agenta, a nie z nim współpracować. Wspomnę też o Joli, która gdzieś podczas tej rozmowy z agentem zaplątała się i zgodziła się na współpracę, a potem mocno to przeżywała. Nie do końca zrozumiała o co chodzi, więc absolutnie Joli nie nazwałabym nieuczciwą po tym zadaniu - to mały przykład manipulacji uczuciami.
Godzina, o której wypełnialiśmy testy zależała od tego, o której skończyliśmy dzień zadaniowy, ale najczęściej odbywały się one już po zmroku. Wracaliśmy wówczas do miejsca, gdzie mieliśmy nocleg i tam je wypełnialiśmy. A ile czasu dzieliło testy od kolacji? Tu też bywało różnie – w zależności od tego, ile czasu ekipie zajmowało przygotowanie sali, kamer, sprawdzenie testów, itp. Nie przywiązywałam za bardzo wagi do tego, ile czasu dzieliło wypełnianie testów od uroczystej kolacji, myślę, że mogło to być około godziny.
„Czy agent ma rodzeństwo?”, „Na której ręce agent nosi zegarek?”, „Czy agent był wcześniej w Hiszpanii?”, itp. – czyli pytania, które nie były związane z tym, co działo się od naszego przyjazdu, a dotyczyły prywatnego życia agenta.
Wiele osób stawiało na Hankę, ale odpadało. Być może przez moment mnie też gdzieś taka myśl przeszła przez głowę, choć wydaje mi się, że chyba jednak byłam tak zafiksowana na Bartka, że w ogóle innej opcji nie brałam pod uwagę. Gdyby Bartek odpadł, ja prawdopodobnie dostałabym zawału… Mało tego, gdy przyjechaliśmy na finał i rozmawialiśmy z Dorotą i Romkiem, którzy mówili, że agentem jest Mirek, ja nadal uparcie twierdziłam, że nie mają racji i że Bartek jest agentem. Byłam bardzo zawiedziona faktem, że to nie on wyciągnął czarne piórko na finałowej kolacji.
Obijali się właśnie ci, którzy budowali tratwę. Bo oni tylko udawali, że ją budują. Mirek wiedząc, że nic z tego nie wyjdzie, zbijał sobie deseczki. Bartek, który wiedział, że Mirek jest agentem, robił dokładnie to samo. Romek też dał się wkręcić w tę robotę. A my biegaliśmy po wyspie i szukaliśmy czegokolwiek, co pomogłoby zbudować tratwę. Większość materiału przynieśliśmy w czwórkę – ja, Dorota, Hanka i Darek. Znaleźliśmy silnik, paliwo, łódkę… Potem jednak przysiadłyśmy i kpiłyśmy z naszych „Robinsonów”, bo przecież było wiadomo, że tratwy nie da się zbudować, a z wyspy można się wydostać jedynie znalezioną łodzią, a oni świetnie się bawili udając, że budują coś „poważnego”. A potem ten widok nas na tratwie… boki zrywać.
Na pierwszym castingu w testach było m.in. pytanie „Czy kiedykolwiek uderzyłaś mężczyznę?”
Odpowiedziałam: „Tak, prawie zabiłam”. Po czym podczas rozmowy opowiedziałam im całą śmieszno-straszną historię związaną z tym zdarzeniem - jak kiedyś w trakcie imprezy, podczas „przerwy na papierosa” na świeżym powietrzu, goniłam „pana ekshibicjonistę”. Pokładali się ze śmiechu.W zadaniu z odszyfrowywaniem PIN-u, grupa nie znała Twojego numeru mieszkania. Darek zaproponował strzelić w numer "7". Oczywiście numer Twojego mieszkania to dane poufne, ale czy możesz chociaż powiedzieć, czy numer twojego mieszkania był niski (1-20), czy też Darek bardzo pomylił się w swoich przypuszczeniach?
Czy prowadziłaś jakieś pisemne notatki? Jeśli tak, to jak one wyglądały i kiedy je prowadziłaś, a jeśli nie, to jaki miałaś inny sposób na zapamiętywanie szczegółów?
Czy w czasie kolacji po eliminacji bądź też w czasie następnego śniadania mieliście zwyczaj rozmawiania o ostatnich wyeliminowanych?
Czy dzieliłaś się z kimś swoimi spostrzeżeniami i podejrzeniami? W zadaniu z balonem, wyraźnie mówiłaś, żeby nie wierzyć we wszystko, co powie Bartek, ale czy poza kamerami też twierdziłaś podobnie?
Ominęło Cię zadanie ślepy-głuchy-niemy. Gdybyś mogła wziąć w nim udział, w jakiej roli widziałabyś się najbardziej i dlaczego?
Najbardziej nie chciałabym być w roli Mirka. Za to widziałabym siebie w roli mówionej, czyli osoby, która przekazywałaby słownie instrukcje.
Nie kręcono żadnych scen, może poza porwaniem Bartka, w pokojach, w których spaliśmy. Robiono trzy rodzaje wywiadów. Pierwsze – na gorąco po wykonanym zadaniu lub części zadania z naszym udziałem. Wówczas zadawano pytania. Przed każdym testem także była rozmowa z pytaniami, a raz na jakiś czas stawiano kamerę w wybranym pokoju, można było sobie przed nią usiąść i mówić, co się chciało – co się podobało, co kogoś bolało, itp.
Zjadało się danie i biegło do dorożki… A Mirek zgubił się, bo chciał się zgubić…. Został zauważony przez czysty przypadek, dostrzegłyśmy go gdzieś w tłumie. Nie udało się mu niestety… jak wiecie.
Nie było takiego momentu. Choć oczywiście po latach mogę stwierdzić, że fajnie byłoby wygrać pieniądze, na pewno by się przydały.
Nie nazwałabym tego wadą, ale konwencja programu była taka, że nie zawsze do końca pokazywano nasze emocje, ucinano wypowiedzi, itp. Bardzo nie podobało mi się nazewnictwo „głupi” w wiadomym zadaniu…. A największą wadą naszej edycji było to, że Bartek nie był agentem.
O tym, że jestem agentem mogła świadczyć sytuacja na moście – ktoś mógł pomyśleć, że to gra aktorska. Drugie dno mógł mieć też mój późniejszy dojazd, można było pomyśleć, że to specjalny zabieg realizatorów programu. Z kolei zadanie na dźwigu mogłoby świadczyć o tym, iż agentem nie jestem – bo choć mówiłam, jak bardzo się boję, przełamałam się i zadanie wykonałam.
I jeszcze na koniec kilka słów od Asi: "Nie jestem tylko uczestnikiem drugiej edycji Agenta. Jestem przede wszystkim wielką fanką tego programu. Dlatego tu jestem z Wami. I dlatego pomagam "właścicielowi" tego bloga Łukaszowi. Jest to dla mnie kolejna życiowa przygoda i wielka przyjemność. Niech piórkowa moc będzie z Wami. Na czerwono? NIE - zawsze na Zielono. Do zobaczenia gdzieś kiedyś."
Ale smutne miny na zdjęciu z Bartkiem i Mirkiem :D
OdpowiedzUsuńByć może przez ten dobór do grupy "głupich" ;)
Dzięki za poświęcony czas.
Pozdrawiam.
Warto było czekać:)
OdpowiedzUsuńWiecej wywiadow ;) sa MEGA!
OdpowiedzUsuńJestem mega zaskoczony tak duża ilością pytań - super wywiad
OdpowiedzUsuńWielkie podziękowania dla Joasi i dla autora bloga!
OdpowiedzUsuńA ta pamiątka z "Agenta" to istny rarytas, sama bym taki chciała :-)
Ale super!
OdpowiedzUsuńJak dla mnie słowa lektora, że "niektórzy zmienili swój typ", były wyłącznie po to, by zakamuflować fakt, że z programu odpada osoba typująca Bartka, skoro i Roman, i Hania w kolejnych odcinkach też zaczęli tak samo głosować. Przypuszczam, że Joanna odpadła dlatego, że zarówno Mirek, jak i Hania byli w drugiej grupie w zadaniu z paralotniami oraz że oboje spotkali się z bliskimi, inaczej niż Bartek. Tym sposobem Dorota zdobyła pewnie minimalnie więcej punktów od Asi i przeszła dalej, gdy wskazywała na Hanię, mimo że już na tamtym etapie odpadli wszyscy, którzy wskazywali tak samo.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą to ciekawe, że mimo dość dobrych relacji tacy zawodnicy jak Beata, Dorota, Darek, Jola i Wojtek najwyraźniej nie dzielili się swoimi spostrzeżeniami, bo wtedy by się zorientowali, że Hania nie może być agentem.
Moim zdaniem Barbara też głosowała na Bartka w drugim odcinku i wtedy Asia musiała mieć więcej szczęścia. Bartek nie brał udziału w poszukiwaniach, bo był porwany, oraz nie przeszedł na linie, w odróżnieniu od Hani i Mirka, którzy byli w tej samej grupie w pierwszym zadaniu i przeszli nad przepaścią w kolejnym.
Asia miała pecha, że Dorota przeszła jej kosztem (jako jedyne obstawiały wtedy niewłaściwie), bo gdyby dotrwała do ósmego odcinka, kiedy Roman i Hania stopniowo zaczęli odchodzić od głosowania na Mirka, przy odrobinie szczęścia mogłaby się znaleźć nawet w finale.
J