* * *
W zabytkowym hoteliku od rana trwają przygotowania do nowego zadania. Kable, światła, kamery na ścianach i pod sufitem, ustawianie promieni lasera, sprawdzanie terenu. W tym czasie siedzę z zawodnikami w parku. Gośka leży na ławce i śpi w najlepsze, a Wojtek dla kawału kładzie obok niej czapkę na datki. Mam ubaw obserwując zdziwionych ludzi. Niektórzy się śmieją, niektórzy zatrzymują się, aby popatrzeć. Elegancko ubrana Gośka wcale nie wygląda na potrzebującą pomocy.
Dzisiaj zawodnicy będą musieli wykraść kolię, chłopaki będą strażakami, a ja mam udawać śpiącą turystkę w hotelu. Udawać nie muszę, gdyż po chwili już śpię w najlepsze. Budzą mnie dopiero Beta i Przemek, którzy na mój widok dostają ataku śmiechu. Byli pewni, że to ktoś obcy. Około piątej ranu w końcu udaje się zawodnikom wykraść kolię. Ryk syreny stawia na nogi pół miasta, a już na pewno cały hotel obok.
Następnego dnia na całym odcinku rowerowej sztafety zostaje wstrzymany ruch. Mamy zaledwie godzinę. Ale tym oto sposobem kolacja, wyjątkowo, odbędzie się naprawdę wcześnie i najbardziej cieszy się Ryś, bo zdąży wyprawić swoje urodziny. Z czerwonym piórkiem, jako czwarta, od stołu odchodzi Beta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz pojawi się na stronie po zatwierdzeniu przez moderatora