wtorek, 17 marca 2026

Agent - sezon 1. Dzień 7 (część 1)

Po długiej przerwie wznawiam "pisaną" część pierwszego sezonu "Agenta". W poprzednich kilku częściach przedstawiłem trzy początkowe epizody. Dziś zapraszam do zapoznania się z częścią zdarzeń z odcinka czwartego. Pamiętajcie, że nazwy, które pojawiają się w treści, są takie, jakie padały w programie - nie takie, jakie wytropiłem, częściowo przy waszej pomocy,  w cyklu "Śladami agenta".

Marcin Meller: Minęło sześć dni wyprawy i z dwunastu zawodników zostało tylko dziewięciu. Tym razem odszedł Piotr, przywódca grupy, człowiek, wydawało się, niezastąpiony. A jednak. Agent okazał się silniejszy od niego. Inni zawodnicy zrozumieli teraz, że nie mogą powielić błędu Piotra. Bo co robił Piotr? Integrował grupę, pomagał innym i zabrakło mu czasu na zajęcie się tym, co najważniejsze: na myślenie o agencie. Teraz zawodnicy wiedzieli już, że aby przetrwać w tej grze, muszą znaleźć własną, tylko dla siebie, strategię poszukiwania agenta.

Crest

Uczestnicy programu spotkali się z prowadzącym gdzieś w plenerze blisko drogi. W tle widzimy drzewa, a wszyscy stoją na trawie.

Marcin Meller: Słuchajcie, wybierzcie spośród siebie dwie złote rączki. Jedna z nich, dobrze by było, gdyby mówiła po francusku, dobrze?

Liwia: Gosia, mówisz najlepiej z nas po francusku...

Padają też inne zdania, które niekoniecznie łatwo wyłapać. Ostatecznie stanęło na tym, że w tej dwójce znalazły się Liwia i Gosia. Druga z wymienionych wyglądała na mocno niezadowoloną z tej decyzji.

Marcin Meller: Więc dwójka złotych rączek zostaje, a reszta proszę za mną. Idziemy, chodźcie.

Wszyscy poza Liwią i Gosią poszli za Marcinem.

Lektor: Małgosia zaczyna żałować, że mówi po francusku.

Małgosia (ze spuszczoną głową): I znowu nie jestem w grupie...

Tymczasem pozostała siódemka wędruje drogą. W tle słyszymy głos lektora.

Lektor: Są tu już razem od tygodnia. Bardzo dobrze się poznali. Wydaje im się, że wiedzą, na co ich stać, kto jest słaby, a kto silny. Ale dzisiaj przed nimi szkoła przetrwania. Najpierw muszą pieszo przejść ponad 20 kilometrów w trzydziestostopniowym upale. 

W tym czasie widzimy idących uczestników, a w trakcie wypowiedzi lektora pojawia się też mapa informująca, że grupa zmierzać będzie z Crest do Ombleze.

Moulin de la Pipe

Lektor: Tymczasem Liwia i Małgosia pojechały do małej restauracji, gdzie z obrzydzenie zaczynają się domyślać swojego zadania.

Na ekranie pojawiają się obydwie uczestniczki w towarzystwie kucharza. Powoli zaczęły domyślać się, co ich czeka. Widzimy scenę, gdy kucharz daje coś do powąchania Liwii (ser?), a zapach najwyraźniej nie należał do najprzyjemniejszych, bowiem Liwia odwróciła głowę. Po chwili kucharz wyjął z miski móżdżki cielęce, które przejęła Małgosia i zaczęła je kroić. Tę samą czynność wykonywała Liwia.

Małgosia: Jaka galareta. Żebym ja wiedziała, co ja kroję w ogóle, co to za zwierzę było...

Liwia: Lepiej, żebyś nie wiedziała.

Małgosia: ...co to było za zwierzę, albo móżdżek czego...?

Lektor: Wiedzą już, że razem z francuskim kucharzem muszą przygotować potrawy z najdziwniejszych części zwierząt: móżdżków, grasicy, języków....

Na patelnię nastawioną na ogniu trafiają pokrojone przez dziewczyny plastry. 

Ombleze

Siedmioosobowa grupa po długim marszu dotarła do miejsca, gdzie miała wykonywać swoje zadanie. 

Lektor: Tymczasem reszta grupy po wielogodzinnym marszu dotarła w piękne i trudno dostępne miejsce. Przypuszczają już, że będą musieli spędzić tu noc, ale nie domyślają się, co tak naprawdę ich tu czeka.

W dość urokliwym miejscu uczestnicy programu znaleźli śpiwory, co sugerowało, że czeka ich noc w plenerze.

Iza: Ale słuchajcie, mamy mężczyzn, będą nas dodatkowo grzać. Nie ma problemu.

Agnieszka: Ale ile jest tych śpiworów?

Na miejscu pojawił się Marcin Meller, a jego przybycie zazwyczaj zwiastowało albo to, że grupę czeka zadanie, albo iż uczestnicy usłyszą, czy udało się im zarobić pieniądze.

Marcin Meller: Jak spacer?

Agnieszka: Długi, wyczerpujący

Iza: Gorąco

Ktoś w tle rzucił też "ciepło". Była to prawdopodobnie Danuta. Wszyscy zgromadzili się w pobliżu prowadzącego, by usłyszeć to, co miał im do przekazania.

Marcin Meller: Chcieliście mieć trochę ruchu, więc musieliśmy zadbać o to. Przechodzimy do właściwego zadania. Spędzicie tutaj noc na tej polanie, więc musicie wszystko sobie przygotować. Więc tak: najpierw rozbijecie namiot. Po rozbiciu namiotu musicie coś zjeść, musicie ugotować kolację. Tam jest krowa i koza. Musicie je wydoić i mieć przynajmniej litr mleka, musicie złapać dwie ryby, tutaj w pobliskim strumieniu, i też je przygotować, musicie zabić królika i go przygotować (widząc reakcję uczestników powtórzył to dwukrotnie), i zdaje się, żeby to wszystko zrobić, musicie rozpalić ognisko. Jeżeli to zrobicie, na konto grupy trafia 15 tysięcy złotych. Macie trzy godziny.

Uczestnikom, zwłaszcza Izoldzie i Agnieszce, nie spodobała się część z królikiem, już w trakcie monologu Marcina nieśmiało druga z wymienionych protestowała.

Lektor podsumowujący wyzwanie: Zawodnicy muszą w ciągu trzech godzin przygotować obozowisko dla siebie, rozbić namiot, rozpalić ognisko, wydoić litr mleka od krowy i kozy, złapać królika, złowić ryby i przygotować z nich kolację.

Od początku było wiadomo, że z jedną częścią wyzwania będzie sobie najtrudniej poradzić, Kuba, który po odejściu Piotra, przejął funkcję lidera grupy, postanowił więc jak najszybciej rozstrzygnąć, kto się zajmie jego wykonaniem.

Kuba: Kto zabije królika, najważniejsze. (do Remka): Zabijesz królika?

Remek: No spróbuję, no.

Kuba: Spoko. Kto wydoi krowę?

Jerzy: Ja się zajmę ogniem. Przyciągnięciem drzewa, pocięciem...

Kuba: Dobra, ogień mamy z głowy, namiot mamy z głowy...

Danuta: Ale sama namiotu nie rozłożę, bo tam trzeba linki naciągnąć.

Kuba: To będziesz z Izoldą... Agnieszka pomożesz

Izolda: Nie, bo ja doję Kozę.

Agnieszka: Co? Namiot? Tak.

Danuta: My będziemy stawiać namiot. 

Kuba: Krowę mamy załatwioną, kozę mamy załatwioną, królika tak... Najgorzej będzie z tą rybą. Ciekawe czy złapiemy. No to wszyscy wiedzą co robić.

Iza: Gdyby było trzeba pomóc przy króliku, jestem chętna. Będę go trzymać.

Remek: Dobra (dalszą część wypowiedzi Remka ciężko zrozumieć). Dobra, ja go zabiję

Kuba: Słuchajcie, namiot rozbijcie w słońcu. (po chwili) Dobra, idźcie namiot rozkładać.

Zadania zostały rozdzielone, a na zegarze pozostało jeszcze dwie godziny i 55 minut. Po chwili pokazany został Kuba zabierający się do dojenia krowy, która początkowo nie chciała z nim współpracować. Z kolei Iza i Izolda znalazły się przy kozie. Pierwsza z wymienionych objęła zwierzaka, nieomal kładąc się na nim.

Iza: Kuba, jak my mamy doić tę kozę?

Kuba na przykładzie krowy zademonstrował, jak to należy zrobić (ściągasz i tu ściskasz). Sam wreszcie zajął się dojeniem.

Izolda: Ale tamta chyba nie ma mleka.

Izolda wraz z Izą wciąż zastanawiały się, jak tu się "dobrać' do kozy, aby udoić mleka. Przyglądał się temu Remek, szykujący się z grubą drewnianą gałęzią na królika

Remek: Podejdź do niej jak do krowy. Śmiało, złap za cycki, nie bój się.

Izolda próbowała najpierw dogadać się z kozą. Podeszła do niej nieco z boku, próbowała zagadywać, pogłaskać, a gdy w pewnym momencie koza poruszyła się, odskoczyła i potrąciła miskę, uczestniczka programu podniosła się i... podjęła próbę meczenia.

Tymczasem Jurek, który miał zamiar rozbijać namiot, był bardzo niezadowolony z tego, jak przebiegają przygotowania.

Jerzy: Do d...y taka organizacja, jeżeli tak podchodzą do tego. Iza! Iza, Izolda!

W tle widać Danutę, która rzuciła, że już kończą... Prawdopodobnie chodziło jej o to, że niebawem będą mogli mu pomóc. Tymczasem przy kozie tym razem znalazła się Iza, która stanęła nad nią okrakiem.

Iza (do kozy): Stój, bo będziesz w g...a szła, a my nie będziemy cię mogli tam zrobić.

Jerzy: Proszę toporek mi z powrotem, jak niepotrzebny.

Kuba wciąż męczył się z krową. W pewnym momencie zauważył, że zwierzę przełożyło nogę za linkę, na której było uwiązane. Postanowił więc, z najwyższą ostrożnością, pomóc jej wyciągnąć nogę z powrotem (rzucił słowa: "wiem, co cię boli"). Iza i Izolda nadal zaś przebywały przy kozie. Iza zaczęła do niej coś mówić i objęła ją, licząc zapewne, że w ten sposób spowoduje, iż zwierzę pozostanie nieruchome.

Izolda: Czekaj, bo ona zaś kupę zrobiła.

Iza: One nie gryzą?

Kuba, któremu niezbyt dobrze szło dojenie, postanowił rozmasować krowie cycki. Tymczasem Remek krzyknął, iż potrzebuje siekierę. Podszedł do Jurka i Izy, którzy zaczęli zajmować się namiotem.

Remek: Jurek, widziałeś gdzieś siekierkę tutaj?

Jerzy: Po co ci siekiera do królika? Siekierka jest mi tu potrzebna.

Iza: Do popchnięcia w te dziurki.

Najmłodszy uczestnik programu odszedł bez narzędzia. Wkrótce nastąpiła wymiana zdań z Danutą.

Remek: Pomyśl sobie Danuta, że wiesz, to co my zabijamy, oni potem pakują w folię i my to potem kupujemy w sklepach.

Danuta: No takie jest życie. Jesteśmy mięsożercami.

Izolda (wypowiedź nagrana nieco później): Nie jestem na nikogo obrażona, serio. Tylko sama nigdy bym tego nie zrobiła. Nie zabiłabym królika za żadne pieniądze. Nie jestem wegetarianką, ale futerkowych zwierząt nie jem.

Kuba w towarzystwie Izoldy wciąż zajmował się krową, która chyba stanęła mu na nogę. Niezadowolony z tego, jak przebiegają działania, wciąż był Jerzy.

Jerzy: No tak, dziękuję bardzo. Wy sobie postójcie, tak jest. Macie rację. Róbcie tak dalej, to dojdziemy do czegoś... Popijcie se mleczka.

W tle słychać słowo "oczywiście", chyba rzucone przez Kubę, który po chwili podszedł do Jerzego.

Jerzy: Ja sam tego nie nastawię, bo mi się stelaż przewraca.

Kuba: To połóż to na razie.

Jerzy: Nie, nie. Już stelaż jest gotowy, go łączymy. Wystarczy dwie. Później poradzę sobie sam. Tylko obydwie trzeba postawić

Kuba: To na tym postawisz stelaż? Gdzie go postawisz?

Jerzy; Postawimy go... Żeby przenieść stelaż... zostaw (do Kuby, który najwyraźniej próbował chwycić jakąś część).... postawimy go obojętnie gdzie.

Kuba: Co ty chcesz zrobić?

Jerzy: Postawić stelaż

Kuba: No to na co czekasz?

Jerzy: Czekam, żeby mi ktoś przytrzymał. Jak ja puszczę...

Kuba: No to jestem chyba, żeby ci przytrzymać

Jerzy; No to sam nie przytrzymasz.

Na ekranie pojawił się zegar informujący, iż pozostały jeszcze dwie godziny na wykonanie zadania. Namiot wciąż był "w powijakach", także inne czynności wciąż nie były wykonane (np. nie były złowione ryby). 

Lektor: Po godzinie wszyscy są ze sobą skłóceni. Niewiele zrobili.

Jerzy wciąż robił wszystko, by postawić namiot. Tym razem jego pomocniczką (poza Kubą) stała się Agnieszka, która starała się przytrzymywać stelaż, podczas gdy on łączył kolejne elementy. Podobnie starał się czynić Kuba, w pewnym momencie jednak niemal oberwał w głowę prętem, który założył, ale nie "wbił".

Po chwili znów widzimy Izę i Izoldę, które zajmowały się kozą, a całości przyglądała się siedząca obok Agnieszka. Trudno oprzeć się wrażeniu, że poszczególne fragmenty z wykonywania zadania nie były nam przedstawiane chronologicznie, że całość została pocięta i pokazana w przypadkowy sposób (o czym świadczą dwie poniższe sceny). 

Iza (do Izoldy): Rozmasuj jej. Tak jak, wiesz, pokarm po porodzie jest... Wiesz, jak musisz rozmasować, żeby się ruszyło.

Izolda próbowała udoić nieco mleka, z kolei Iza stała okrakiem nad zwierzęciem, starała się go trzymać, a jednocześnie jego głowę przytulała do swojej....

Iza: Oj, proszę cię, tylko nie zwymiotuj na mnie.

Iza tuliła kozę i mówiła do niej, z kolei Izolda próbująca zdobyć mleko jednocześnie mówiła chyba o Jurku, który się miał na wszystkich obrazić... Po chwili widzimy Jurka i Kubę budujących namiot. 

Jerzy: Ja jestem cięższy, właź mi na barana i zrobisz (?)

Kuba dokładnie tak uczynił, wziął od Agnieszki toporek i wbił jeden z elementów w odpowiednie miejsce. Za chwilę uwaga została przeniesiona na Izę, grzebiącą w ziemi.

Iza: Mam, mam robaka... i następnego... Nie uciekniesz, nie uciekniesz. Idziesz na rybkę.

W tym czasie została pokazana Agnieszka bawiąca się scyzorykiem, słychać też rozmowę (m.in. Remek mówi, iż musi zanieść garnek).

Lektor: Żeby zaliczyć zadanie, muszą złowić dwa pstrągi. To wydawało się banalnie proste.

Za łowienie ryb zabrał się Kuba, ale nie szło mu najlepiej.

Kuba: No bo ten spławik to jest jedna wielka podpucha, i ta wędka - dla nas, żebyśmy zajęli się łowieniem na spławik, a nie w inny sposób.

Próba złowienia ryby na haczyk nie przyniosła rezultatu. Kuba próbował trafić je kamieniem, ale też bez skutku. Wymyślono, że może uda się je zagonić w pobliżu wiadra i szybkim ruchem wyciągnąć wiadro razem z rybami - też nie poskutkowało. W ostatniej czynności pomagała Izolda.

Lektor: Ryby nie dawały się złowić żadnym sposobem. A może do łowienia zabrał się agent?

Izolda: Nie, one są śnięte.

Wreszcie wymyślono sposób, który wydawał się odpowiedni. Iza zauważyła siatkę przyczepioną do palików, zdjęła ją, by właśnie w nią próbować złapać ryby. Do Kuby pobiegła z nią Agnieszka.

Agnieszka: Hej, jesteśmy uratowani. Zobaczcie. To było ogrodzenie.

Słów wypowiadanych przez Danutę i Kubę nie zrozumiałem. Odpowiednio przygotowaną siatką złapać ryby próbowali Kuba i Remek. Pierwsza próba była nieskuteczna - ryby, które już były na siatce, ześliznęły się do wody w momencie, gdy panowie podnieśli siatkę. Druga próba była już skuteczna. Ryby znalazły się na brzegu, a Kuba kamieniem postanowił je utłuc.

Iza: Jeszcze raz ją walnij... I do gara!

Na ekranie pojawił się czas, który pozostał im na wykonanie zadania - godzina.

Lektor: Nie wiedzą, że Liwia i Małgosia też gotują dla nich dziwne potrawy.

c.d.n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz pojawi się na stronie po zatwierdzeniu przez moderatora