Pozostała ósemka została podzielona na dwie grupy - dwóch łuczników i sześciu quadowców. Do pierwszej grupy zgłosili się Maria i Damian. Pozostali jeździli quadami, a ich zadaniem było przewiezienie strzał do łuku. Każdy musiał przejechać między budynkami, w których ukrywali się snajperzy, którzy jadącego mogli wyeliminować (musieli go trafić). Tylko zestrzelenie wszystkich gwarantowało obronę immunitetów.
A jakie zadanie czekało łuczników? W sytuacji, gdy strzały do nich by dotarły, mieli strzelać do tarczy. Jeśli udałoby im się trafić w obręcz, do której przypisana była jakaś kwota, pieniądze trafiały na konto grupy. Co ciekawe - im dalej od środka, tym więcej można było wygrać (stawki od 50 do 2000 zł). W środku tarczy (były dwie) znajdowały się imiona snajperów. Jeśli komuś udałoby się w ów środek trafić, eliminowałby snajpera z gry, a dodatkowo odbierałby mu immunitet.
Grupa jeżdżąca uznała, że na pierwszy ogień powinna pójść najsłabiej czująca się na quadzie Angelika, która miała wskazać, gdzie ukrywają się snajperzy. Szybko oberwała, ale przekazała wskazówki. Drugi, Rafał, przejechał. Katarzyna została zestrzelona, Wiktor z kolei był drugim, który przejechał. Udało się to także Andrzejowi i - co zaskoczyło wszystkich - także Marioli. Ostatnia nieoczekiwanie jednak... zgubiła po drodze strzały. Wróciła, pozbierała (znów nie została trafiona, pomimo prób Michała) i przekazała strzały.
Maria i Damian mieli więc prawdopodobnie po osiem prób (albo po dwanaście, niestety nie wiem, po ile strzał do wykorzystania było od jednego jeżdżącego), nie udało im się jednak trafić w środek tarczy. Zarobili za to na konto grupy łącznie 7 800 zł. A immunitety? Przepadły...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz pojawi się na stronie po zatwierdzeniu przez moderatora