Poniżej znajdziecie treść opublikowana pod tytułem: "Wspomnienie: na tropie Agenta". Tekst ukazał się 4 stycznia 2018 roku na stronie niezalezne.media (link). Oryginały prawdopodobnie ukazywały się na początku 2002 roku w "Gazecie Kołobrzeskiej" - najprawdopodobniej treść poniżej to siedem publikacji.
Pierwszy odcinek to walka z bykami. – Było to ciężkie zadanie, nie wiedzieliśmy co nas czeka, jechaliśmy samochodem przez pola, aż dojechaliśmy do areny, na której odbyła się ta walka z bykami – wspomina Dariusz Wanowski. Najlepszy torreador Andaluzji przyuczył uczestników, jak się zachować podczas walki. Podczas edycji szwedzkiej tego programu miał miejsce wypadek – uczestniczka, po przebiegnięciu byka pod płachtą rzuciła ją i zaczęła uciekać. Byk ruszył za nią i szczęście w nieszczęściu, że wziął ją między rogi – w przeciwnym przypadku przebiłby ją.
Dariusz wspomina, że po walce mieli typowo hiszpański poczęstunek, a na gorąco rejestrowane były spostrzeżenia uczestników, do wiadomości realizatorów.
Każdy odcinek był kręcony dwa dni i w każdym były dwa lub trzy zadania do wykonania. Po walce byków uczestnicy programu mieli rozszyfrować kod pin do bankomatu na podstawie zapamiętanych danych. Tu już agent zadziałał i nie zostało zaliczone to zadanie. Jako pierwszy z ekipy odpadł Daniel.
W drugim odcinku, po wyjeździe Daniela, rano okazało się że brakuje Bartka, który został porwany.
Druga grupa szukała Bartka w śmigłowcu, na motorówce i w samochodzie. Musiały go odnaleźć wszystkie grupy, aby zaliczyć zadanie. Nie udało się ze względu na małą orientację zawodników w terenie. Darkowi i Dorocie udało się zorganizować ten wieczór, nauczono Hiszpanów piosenki „Sto lat”.
- To również było bardzo proste dla agenta – wyjaśnia Darek. – Jeśli chodzi o poszukiwanie Bartka wystarczyło zgubić się, źle wskazać drogę kierowcy, udawać że jest problem z łącznością i tym podobne. Podczas przejścia na linie agent nie musiał się wysilać zupełnie.
- Ja po drugiej kolacji utwierdziłem się w moim typie agenta – twierdzi Darek.
Cała grupa musiała wykonać skoki z dźwigu do basenu portowego. Wejście na ramię dźwigu przysporzyło problemów zwłaszcza Bartkowi, który cierpi na lęk wysokości. Próba zejścia z liny i wykonania skoku zajęła mu około czterdziestu minut, jednak udało się. W tym czasie Asia zaczęła – zdaniem uczestników – zachowywać się nieco dziwnie.
- Rozpaczała, że nie umie pływać, że również boi się wysokości – opowiada Darek Wanowski. – Tymczasem zejście po linie poszło jej bardzo dobrze, a kiedy skoczyła do wody, piękną żabką dopłynęła do łódki. Po tym zadaniu uznałem, że Aśka może być agentem.
Każdy dostał swój pokój, nie mogliśmy się ze sobą kontaktować – mówi Darek. – Izolda, uczestniczka poprzedniej edycji „Agenta”, przychodziła po każdego z nas, samochodem jechaliśmy do innego miejsca, gdzie miała miejsce rozmowa z agentem. Odpowiedzi rzekomego agenta były ogólnikowe, a jego głos był zmieniony przez komputer.
- Podszedłem do sprawy inaczej – wyjaśnia Darek. – Liczyłem, że może znajdę w oczach prawdziwego agenta jakieś porozumienie w trakcie wykonywania zadania, jakiś błysk w oku. Wiadomo, że jest to gra i jestem tam po to, by rozszyfrować agenta.
- Nikt! – śmieje się Darek. – Chodziło tylko o wywołanie zamieszania wśród nas, żeby każdy podejrzliwie patrzył na drugiego. Nie było dwóch „agentów”. Zadanie było wystarczająco skomplikowane, że jeden prawdziwy agent sobie doskonale z tym poradził.
Odcinek 4:
- Typowałem Hankę, gdyż chciałem zobaczyć, czy wykona zadanie w sposób prawidłowy, czy też będzie próbowała je zepsuć. Podzieliła tak naszą grupę, że byłem zdziwiony – komentuje Darek. Hanka między innymi uznała, że Bartek – lekarz – powinien zostać zaliczony do grupy „głupich”, siebie zaś przydzieliła do „praktycznych”.
Grupa zarobiła na tym zadaniu 5 tysięcy złotych. Jednak mimo wszystko, najbardziej zyskała grupa „głupich”, którzy otrzymali zaproszenie na kawę i mieli cały dzień wolny. Reszta wykonywała zadania: „praktyczni” musieli złożyć samochód z ukrytych części, a „mądrzy” musieli wykazać się umiejętnością rozwiązania zadań matematycznych, które jak się potem okazało, były na poziomie IV roku studiów matematycznych. Udało się jednak je rozwiązać, mało tego, zadziwiono również ekipę techniczną tak, że nie pokazano w telewizji tego, co się stało później:
Następnego dnia grupa znów wykazała się pomysłowością przy wykonywaniu zadania. Czytano im po polsku składniki potrawy, każdy musiał odgadnąć, jak ona nazywa się po hiszpańsku, zamówić ją w restauracji i zjeść ją w całości, w dodatku jak najszybciej. Dopiero potem znajdowało się kopertę, na której wskazany był punkt, do którego trzeba było dojść i wejść do przejeżdżającej dorożki, która nie czekała na spóźnialskich.
Podobnie zaliczony został taniec flamenco. Wieczorem – kolacja, tym razem dla Darka bardzo stresująca.
Odcinek 5:
- Zorientowaliśmy się w momencie, kiedy przejeżdżaliśmy przez góry i zobaczyliśmy ekipę na moście – twierdzi Dariusz. – Wiedzieliśmy, że będą skoki.
- Patrząc z dołu wcale ten most nie wydawał się wysoko – opowiada Darek. – Byliśmy tak zafascynowani zadaniem, że nikt z nas nie zapytał o kwotę, za jaką zadanie to ma być wykonane. Postanowiłem zmobilizować grupę i skoczyłem jako pierwszy. Adrenalina uderzyła, to był szok, nie wiedziałem, że nabiera się takiej prędkości! To niesamowite uczucie!
- Wpadła w histerię! – opowiada Darek. – Powiedziała, że to, co miała do osiągnięcia w tym programie już zrobiła, nie chce więcej! Doszło do ostrej wymiany zdań, powiedziałem jej szczerze, że jeśli tak, to niech na ochotnika poprosi o czerwone piórko i wyjedzie z programu!
- Dzięki temu Aśka poczuła się bohaterem grupy, ale to nie zmieniło mojego zdania na jej temat – twierdzi Darek.
- Tu miało miejsce fajne wydarzenie – opowiada Darek. – Ekipa zrobiła nam numer. Meller miał dla próby coś mówić do kamery, by ustawić ją technicznie. Jak przyszliśmy na plac, Meller wręczał nam flagi. Powiedział, że naszym zadaniem jest zorganizować manifestację. Grupa miała przyprowadzić minimum pięćset osób i podzielić manifestację na prawicę, lewicę i centrum. Możemy się bić nawet z policją, ale nikt nie może być aresztowany. Nikt z nas nie wątpił że to prawda! Dopiero jak ekipa ryknęła śmiechem, to zorientowaliśmy się, że to dowcip.
Odcinek 6:
- Ze względu na duże prądy, to zadanie nie było kręcone na wyspie Herkulesa, ale na takim półwyspie – opowiada Darek, który od razu planował wydostanie się na drugi brzeg przy pomocy łódki. – Ja chciałem wykonać to zadanie. Próbowałem wyciągnąć łódkę, która była przyczepiona do małego stateczku. Jak ją ciągnąłem, ten stateczek uniemożliwiał jej wydobycie z dna. Natomiast nie wiem, co się stało z Bartkiem. Wydaje mi się, że on po prostu chciał na siebie skierować podejrzenia. Okazało się, jak wielki ma wpływ na grupę – kilka osób uważało robienie tratwy bez sensu, ale poszli za nim.
Rano grupa udała się do opuszczonego miasteczka, znajdującego się w pobliżu poligonu. Mirka zabrano, oni musieli założyć kaski. Snajperzy mieli za zadanie uniemożliwienie grupie dotarcie do wyznaczonego miejsca, najpierw jednak musieli uwolnić Mirka, który został przykuty kajdankami w opuszczonym kościele. Jednak oczekując na przybycie, Mirek zastanawiał się nad otrzymaną propozycją. Mógł wygrać zielone piórko, jeśli „ustrzeli” osoby, które go uwolnią. Mirek przyjął tę propozycję. Widzowie mogli zauważyć, jak bardzo Dorota i Bartek się cieszyli, gdy go znaleźli. Mirek jednak to właśnie jej strzelił w plecy. Gdy Marcin Meller im o tym powiedział, oburzenie grupy nie miało granic.
Kiedy grupa wracała samochodem z tego miasteczka, z Darka jakby zaczęło „uciekać powietrze”:
Wieczorem – kolacja.
Darka czekał jeszcze czat z widzami, na który wpłynęło prawie 1000 pytań i nakręcenie odcinka „Na tropie agenta”. Darka zobaczymy jeszcze nie raz na ekranie i nie raz będzie jeszcze gościł na łamach naszej gazety.
Wszystko jasne: telewizyjnym „agentem” okazał się Mirek. Jak przyznaje uczestnik programu, kołobrzeżanin Darek Wanowski, ze strony organizatorów był to strzał w dziesiątkę: do ostatniego momentu nikt nie był w stanie jednomyślnie wskazać osoby, która przez trzy tygodnie pełniła tę rolę.
- Nikt nie chciał wydać nam naszych bagaży, nie było tez połączenia do Malagi - opowiada Dariusz Wanowski. – Dzwoniliśmy do producentów programu, ale nawet z nimi nikt nie chciał rozmawiać. Zdarzył się cud. Przez przypadek poinformowano nas, że za pół godziny odlatuje ostatni samolot do tego miasta. Udało nam się dostać na pokład, ale nikt nie wydał nam bagaży. Polecieliśmy w tym, co mieliśmy na sobie.
- Dlatego w finałowym odcinku występujemy w koszulkach „Agenta”– śmieje się Darek przyznając, że TVN zajął się nimi i zakupił wszystkie rzeczy niezbędne do życia podczas tych kilku dni pobytu w Hiszpanii. Finałowa trójka – Mirek, Bartek i Hanka – odpowiadali na ostatnie pytania nie wiedząc, że są obserwowani przez wszystkich uczestników.
Zdaniem Darka, Hanka jest „wielką przegraną” tego programu. Cały czas typowała Mirka, zmieniła swój typ jedynie w ostatnim odcinku. Dzięki Bartkowi, który skierował podejrzenia na siebie. Bartek – trzydziestoletni lekarz pediatra ze Szczecina – już podczas drugiego odcinka wpadł na trop Mirka. Zauważył, że podczas łączenia się z helikopterem, Mirek nie używał przycisku służącego do prowadzenia rozmów. Ostatecznie upewnił się podczas kontrowersyjnego zadania, w którym Mirek strzelił Dorocie w plecak.
Uczestnicy telewizyjnego „Agenta” spotkali się raz jeszcze, tym razem w Krakowie.
W minioną niedzielę mieliśmy okazję po raz ostatni w programie „Agent” widzieć kołobrzeżanina Darka Wanowskiego. Tym razem wszyscy uczestnicy tego programu spotkali się w Krakowie. Zwycięzca tego ostatniego spotkania wyjedzie do Andaluzji z bliską osobą, tym razem bez kamer i wyłącznie dla wypoczynku.
- Weszliśmy do kawiarni, tam zobaczyłem stolik z trzema piwami. Dało mi to do myślenia, sprawdziłem podstawki i rzeczywiście, były na nich podane numery. Zaś u kelnera, który wyróżniał się innym zachowaniem, znaleźliśmy gumę do żucia a w niej ukryty szyfr.
- On jest niesamowity – przyznaje Darek.- Oceniał nasze obrazy z niesamowitym poczuciem humoru. Wybrał obraz Aśki z Opola, której akt kobiety rozbawił wszystkich.
- Nawet nie było walki o tę wycieczkę, było to sto procent zabawy.
- Cały ten program to dla mnie przygoda życia. Najbardziej utkwił mi w pamięci oczywiście skok z mostu, ale też strzał Mirka w plecak Doroty, choć dziś wiem, że gdybym był agentem, pewnie postąpiłbym podobnie. Gdybym miał to zrobić jeszcze raz, zrobiłbym bez wahania i wiem, że byłbym zdecydowany zagrać rolę agenta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz pojawi się na stronie po zatwierdzeniu przez moderatora