- Mój udział w programie to czysty przypadek. Często działam impulsywnie. Tak było również tym razem. Nie wierzyłam, że mam jakieś szanse. Jako motyw swego zgłoszenia podałam tylko chęć dobrej zabawy. Może prostota mojego listu spodobała się realizatorom - zastanawia się z uśmiechem.
- Nie zapomnę tego do końca życia. Każde zadanie, nawet to najtrudniejsze, sprawiało mi wielką frajdę - twierdzi.
- To grupa wytypowała mnie do zadania. Nie spodziewałam się, że będzie takie trudne. Nie udało mi się poprawnie wybrać zdjęcia żony Bartka i przeze mnie, jako jedyni, nie mogli się spotkać. Bardzo przeżyłam tę pomyłkę - przyznaje. - Z kolei najwięcej przyjemności sprawiło mi flamenco.
- Nie mam pojęcia, skąd te przypuszczenia, chociaż myślę, że sprawdziłabym się w tej roli. Jestem zmarzluchem, więc ubieram się na cebulkę, często też noszę rękawiczki. Nie sądziłam, że może to wzbudzić podejrzenia moich koleżanek i kolegów. Kontrowersyjny był także mój notesik. Wbrew pozorom nie prowadziłam w nim tajnych notatek o agencie. Był to mój pamiętnik, w którym próbowałam uchwycić najcudowniejsze momenty z pobytu w Hiszpanii - wyjaśnia z uśmiechem.
- Nie uważam się za przegraną. Mówię o sobie: wielka wygrana. Tylko bez pieniędzy. Myślę, że dostanie się do programu i dojście do samego finału, to też duży sukces. Zamiast pieniędzy przywiozłam ze sobą wiele cudownych wspomnień, zyskałam również nowych przyjaciół. Czemu w ostatnim momencie zmieniłam swój typ? Świetna gra moich kolegów wprowadziła mnie w błąd. Wygrał lepszy - twierdzi.
- Jestem wesołą, rozrywkową kobietką. Kocham ludzi i życie. Nie zgadzam się z opinią, że w pewnym wieku kobiecie nie przystoi robić pewnych rzeczy.
* * *

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz pojawi się na stronie po zatwierdzeniu przez moderatora