* * *
Ruszamy na północ do Lamego (400 km). Ruch jest niewielki, a upał niemiłosierny. Zaczynają się wąskie, kręte drogi. Portugalczycy ścinają zakręty, ostrzegając klaksonem, ale my nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Po drodze próbujemy namierzyć restaurację. W końcu właściciel restauracji lituje się nad nami i przygotowuje trochę mięsa, chleb i sałatę.
Wracając do Lamego, krążymy w kółko. W końcu okazuje się, że jeden ze znaków jest odwrócony. Noc zawodnicy spędzają na barce, ale nie są z tego zadowoleni. Rano pada, a oni mają nowe zadanie - toczenie beczek po ulicach Porto. Puszczają nerwy, daje znać zmęczenie, a ludzie nie potrafią się ze sobą dogadać.
O trzeciej rano uczestnicy mają pierwszą kolację. Czerwone piórko otrzymuje Kamila.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz pojawi się na stronie po zatwierdzeniu przez moderatora