* * *
Nie przesadzałabym z tym gwiazdorstwem. Odczuwam wprawdzie popularność, ale to chwilowe. Minie miesiąc i nikt nie będzie pamiętał, że wygrałam. Zdarza się, że jestem rozpoznawana w sklepie czy na ulicy. Ludzie pytają, czy to ja, czy tylko jestem taka podobna do tej Liwii z "Agenta". Odbieram gratulacje. To miłe.
Oczywiście. Gdy nie udało mi się wykonać jakiegoś zadania miałam świadomość, że inni będą mnie podejrzewać, że to ja jestem agentem. Wciąż trwała rywalizacja i walka o przetrwanie. Nie wiedzieliśmy, co nas jutro czeka, gdzie pojedziemy, czy coś dostaniemy do jedzenia... Poza tym tęskniłam za córką, z którą nie miałam kontaktu.
Nauczyłam się więcej siebie. Zobaczyłam się w innych sytuacjach. Ten wizerunek z programu niekoniecznie zgadza się z wizerunkiem, który miałam wcześniej. Okazało się, że jestem bardziej opanowana i potrafię do wielu spraw podchodzić z większym dystansem, niż mi się to wydawało. To zalety, które odkrywałam. Wadą zaś jest to, że pozostawałam trochę z boku. Można było odnieść wrażenie, że jest jedenastu uczestników i ja jedna...
Nigdy nie wykluczałam, że to Agnieszka. Z drugiej strony wydawało mi się niemożliwe, żeby agentem był prawnik, który z natury rzeczy powinien być prawy. Przez trzy ostatnie odcinki miałam już jednak pewność. I się nie pomyliłam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz pojawi się na stronie po zatwierdzeniu przez moderatora