Przed wami dwadzieścia pytań, jakie przesłaliście do Beaty, uczestniczki drugiej edycji "Agenta", wraz z odpowiedziami. Zamieszczone zdjęcia są prywatną własnością Beaty Skowrońskiej, które zostały udostępnione na potrzeby niniejszego tekstu
Czy po latach utrzymujecie kontakt z innymi uczestnikami?
Kontakt z innymi uczestnikami jest sporadyczny. Może kilka razy rozmawiałam z Dorotą i z Mirkiem.
Znajomość hiszpańskiego przydała się wiele razy, gdyż problem z porozumiewaniem się w języku angielskim był dość częsty. Poza tym Hiszpanie widząc nas biegających z kamerami po mieście, pytali z zainteresowaniem, co my robimy. Nie znali angielskiego, więc w tym momencie hiszpański również się przydał. No i oczywiście zadanie z dorożką, w którym znajomość hiszpańskiego była kluczowa. Mimo że nie znałam wielu nazw potraw i biegałam po pomoc do sąsiedniego baru, to dzięki temu że zamieniłam z panami kilka słów po hiszpańsku wystarczyło, że z ogromną chęcią mi pomagali.
W jakich okolicznościach Mirek panią ugryzł? Sądzi pani, że rola agenta miała wpływ na ten incydent?
To zdarzyło się podczas naszej pierwszej kolacji, tej jeszcze bez kamer. Po zakończeniu programu Mirek twierdził, że zrobił to celowo, żeby mnie zdenerwować i odwrócić od siebie uwagę, jako potencjalnego podejrzanego. Może faktycznie ta taktyka była skuteczna. Pomyślałam sobie o nim wtedy różne rzeczy, o których nie mogę tu opowiedzieć, ale na pewno nie to, że jest agentem.
Po tym incydencie starałam się Mirka unikać, nie traktowałam go poważnie. To prawda, Mirek miał ze sobą dużo rzeczy. Zachowywał się irytująco, czasami dość głupkowato, jak dzieciak. Nie stosował się do wytycznych ekipy, robił wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę, nie chciał nosić ubrań od sponsora. Taki był ten nasz tytułowy agent.
Z kim zaprzyjaźniła się pani najbardziej podczas wyprawy? Czy utrzymuje pani kontakt po dziś dzień?
Najbardziej zaprzyjaźniłam się z Dorotą, Darkiem, Wojtkiem i Bartkiem. Dużo czasu już upłynęło, więc nie mamy kontaktu. Podejrzewam jednak, że jeżeli się kiedyś spotkamy, to przegadamy całą noc.
Już raczej nie. Czasami zdarzają się sytuacje, kiedy ktoś nowopoznany, twierdząc że skądś się znamy, zaczyna wypytywać o szkoły, miejsca pracy, zamieszkania. Ja tylko się uśmiecham, odpowiadam na pytania, ale nic więcej nie mówię.
Nie, w tym zadaniu nie miałam nawet cienia wątpliwości, jaką decyzję podjąć. Domyśliłam się, że to „podpucha” i niczego do moich analiz nie wniesie. A honor jest honorem. Starałam się w tym dniu znaleźć jak najbliżej mojego agenta.
Myślę że mogłabym dużo wnieść do tego zadania, gdyż mam pamięć do liczb. Zadanie było jednak bardzo trudne do wykonania i chyba z góry było skazane na niepowodzenie. Bardzo łatwo było popełnić błąd w danych, czy też w obliczeniach. I tak się zresztą stało.
Umieściłabym siebie w grupie głupich, żeby jak najmniej osób czuło się urażonych, a Bartka dałabym do mądrych. Reszta bez zmian.
Mam taką nadzieję, ponieważ bardzo lubię tańczyć i jako absolwentka szkoły muzycznej, mam wyczucie rytmu. Myślę jednak, że w tych dwóch zadaniach byliśmy podzieleni perfekcyjnie. Hania wyglądała zjawiskowo w sukience podkreślającej jej kolor oczu i zatańczyła z Bartkiem wspaniale.
Byłabym zaskoczona, gdyby ktoś mnie typował. Nie jestem typem manipulatorki. Ciekawe czy zachowywałabym się tak samo, gdybym była agentem. Nie wiem.
Miałam celownik ustawiony wyłącznie na Hankę. Kiedy odpadłam z programu, zaczęłam myśleć, że agentem jest Bartek. Umiał dobrze grać i manipulować. Nigdy nie obstawiłabym bardzo wrażliwej Joli, sumiennego i dokładnego Wojtka, emocjonalnej Asi, która dodatkowo była rezerwowym uczestnikiem, no i Doroty, która była zawsze szczera, sprawiedliwa i prostolinijna.
Nie pamiętam jakiegoś konkretnego pytania. Pojawiało się dużo pytań odnośnie naszych danych z zadania z bankomatem, np. miejsce zamieszkania, numer buta, wiek oraz o konkretne zadania, które wykonywaliśmy.
Tak naprawdę było to wszystko razem. Wiadomość przyszła dzień przed ślubem, o godzinie 23.30. Zadzwoniła Izolda z pierwszej edycji, która pracowała przy realizacji drugiej edycji. Powiedziała, że miała dzwonić następnego dnia, ale zadzwoniła dziś, bo już nie mogła się doczekać, żeby nam o tym powiedzieć. Najbardziej sceptyczna była moja mama, która nie znała formuły programu i obawiała się, jak to będzie po. Jednak te obawy były chwilowe i wszyscy cieszyli się razem ze mną.
Nie otrzymałam żadnych informacji, co zabrać. Prywatne rzeczy pojechały do Hiszpanii z nami, a już na miejscu otrzymaliśmy plecaki z rzeczami od sponsora. Od tego momentu mieliśmy dwa bagaże.
Pewnie mogłam, ale nigdy się nad tym nie zastanawiałam. W teście liczył się czas. Wiem, że Mirek wypełniając test zawsze zaznaczał siebie.
Zależy jaka by była stawka. Jednak po chwili zastanowienia, pewnie zdecydowałabym się. Myślę, że największy problem miałabym ze zgoleniem głowy, ponieważ włosy rosną długo. Tatuaży nie lubię, ale na jakiś mały, na pamiątkę, mogłabym się zdecydować.
To nie był dobry dzień. Moja grupa „zawaliła” uwolnienie Bartka z barki. Było zimno i padał deszcz. Wszyscy byli wściekli i zmęczeni. Dorota i Darek, choć na początku niezadowoleni ze swojego zadania, wykonali je jednak doskonale. Zorganizowali imprezę dla całego miasta. Przyszło mnóstwo ludzi i wszyscy świetnie się bawili. Kiedy po niezaliczonym zadaniu dołączyliśmy do nich, Dorota stwierdziła, że ma już dość paradowania w ludowym stroju i ubrała mnie w niego. Nastrój trochę mi się poprawił i zaczęłam się bawić. Myślę, że „polski wieczór” bardzo poprawił atmosferę w grupie. Zarobiliśmy pieniądze, więc łatwiej było zapomnieć o nieudanym dniu.
Nie podejrzewałam Agnieszki. Długo myślałam, że agentem jest Liwia. Była opanowana i zdystansowana. Jak widać nie jest to dobry klucz do zidentyfikowania Agenta.
Po Agencie faktycznie stałam się pewniejsza siebie. Dostałam dużo pozytywnej energii zarówno od uczestników, jak i od widzów. To gdzieś we mnie zostało i cały czas mi towarzyszy w różnych sytuacjach. Często sobie myślę: „w Agencie dałam radę, a teraz nie dam?” i idę do przodu. Po latach zrozumiałam, że nie jestem nieśmiała. Jestem po prostu introwertykiem. W dzisiejszym świecie ceni się bardziej ekstrawertyzm, który jest stawiany na równi z przebojowością. Ja również potrafię być przebojowa, ale muszę mieć do tego energię i motywację. Dlatego po latach zdecydowałam się rzucić księgowość i zająć rozwojem pracowników i szkoleniami. Spełniam się w tym i sprawia mi to dużo satysfakcji.



znalazłem coś ciekawego na YT niech każdy wejdzie w link i obejrzy a może już ktoś widział.
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=Qm4HFJzyG_4
Bardzo dziękuję za odpowiedzi na pytania! Nie zapomniałam o nich :-)
OdpowiedzUsuń