Na początek edycja pierwsza. Zadanie pojawiło się w odcinku 6, a początek miał miejsce… dzień przed właściwą częścią zadania. Oto Marcin poprosił, by wybrali osobę, do której mają największe zaufanie. Wskazana została Iza, której prowadzący wręczył tajemniczą walizkę ze słowami, iż musi jej pilnować aż do następnego dnia. Natychmiast pojawiła się sugestia, że Kuba, jako policjant powinien być ochroniarzem Izy, a więc powinni spać w jednym pokoju. Czy tak było – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że uczestnicy próbowali „włamać się” do walizki, lektor poinformował jednak, że nie udało im się złamać szyfru.
Ostatecznie Iza zadecydowała następująco:
- Remek i Liwia mieli płynąć kajakiem
- Małgosia miała pobiec
- Kuba miał jechać na rolkach
- Jurek miał jechać rowerem
- Agnieszka miała jechać konno
Sztafeta ruszyła. Szybko jednak pojawił się pierwszy problem. Okazało się bowiem, że poziom wody w rzece był na tyle niski, że oprócz fragmentów, gdy rzeczywiście płynęli, były też takie, gdy na pieszo ciągnęli kajak. Po upływie niespełna 15 minut kajakarze pokonali swój odcinek i przekazali kod Małgosi, która rozpoczęła bieg. Można było odnieść wrażenie, że trochę boi się wysokości, bo gdy tylko droga biegła nad czymś nieco przypominającym urwisko, szła od niego najdalej, jak tylko było można, zaplątując się w gałęzie. Część trasy po prostu przeszła, zamiast biec, mówiąc później Kubie, że szybciej chodzi niż biega…
Agnieszka, która nie mogła doczekać się na Jurka, postanowiła pojechać w kierunku, z którego miał on odjechać. Gdy zorientowała się, że Jerzy zostanie odwieziony do lekarza, ruszyła w kierunku mety, rzekomo nie wiedząc, że wykonywanie zadania nie ma już większego sensu. Choć Agnieszka zmieściła się w czasie, nie znała kodu, który miał otworzyć walizkę, dlatego też zadanie nie zostało zaliczone.
Zadanie pojawiło się także w wielu edycjach zagranicznych. Dziś wspomnę o dwóch. Otóż pojawiło się ono w edycji katalońskiej (odcinek 6) i zostało wykonane.Pojawiło się też w pierwszej edycji holenderskiej, w odcinku 6. Sztafeta w porównaniu z polską różniła się w dwóch istotnych elementach - po pierwsze nie było numeru do zapamiętania, po drugie na mecie musieli pojawić się wszyscy (cztery osoby), którzy brali udział w zadaniu (nie pamiętam dokładnie, ale chyba każde zadanie musieli wykonywać wszyscy uczestnicy), a czas był zatrzymywany w momencie, gdy ostatnia osoba dobiegła do celu. Sztafeta - a raczej pewnego rodzaju tetrathlon - składała się z jazdy na rowerze, biegu, kajakarstwa i wspinaczki górskiej (ale oczywiście nie typowo po skałkach, raczej szlak). Mimo prób agenta (przewrócony kajak) zadanie udało się wykonać.

Na górnym pasku widzę ,,5 Agentów'', zamiast jednego dużego czy to trwała zmiana na blogu ?
OdpowiedzUsuńNie wiem jeszcze. wczoraj na szybko zrobiłem tymczasową zmianę, bo poprzedni obraz automatycznie zniknął, a były wiadomości sugerujące, że należy coś z "górą" zrobić, bo za duża i niedopasowana...
Usuń